RECENZJE

Recenzja: Satyricon – Deep Calleth Upon Deep




Większości z was czytających ten tekst przedstawianie Satyricon nie ma najmniejszego sensu.

To jeden z najbardziej popularnych, jeśli nie najpopularniejszy zespół ze znamienitej norweskiej sceny lat 90-tych. Opinie, który z wydanych do tej pory przez nich album do tej pory jest najlepszy, jak zwykle w takim wypadku, są podzielone. Jedni są wiernymi akolitami trzech pierwszych albumów z “Nemesis Divina” na czele. Inni preferują bardziej nowoczesne podejście na pozornie prostszym “Rebel Extravaganza”, kolejni znowuż hołdują black’n’rollowym dokonaniom w latach 2002-2008.

PRZECZYTAJ WYWIAD Z FROSTEM

O ile Satyricon nigdy nie nagrał płyty, którą bez wątpliwości można by nazwać słabą, to Satyr i Frost sami zdali sobie sprawę z tego, że są z zespołem w momencie, w którym potrzebna jest kolejna zmiana kierunku. W materiałach prasowych Satyr tak wypowiadał się o “Deep Calleth Upon Deep”:

„Podchodząc do tego wydawnictwa ciągle miałem w głowie, że będzie to albo początek czegoś nowego, albo będzie to mój ostatni album. A jeśli miałby być ostatni, musi być wyjątkowy”.

Jeśli faktycznie tak jest, to możemy założyć, że mamy do czynienia z najbardziej ekscytującym albumem Satyricon w ostatnich kilkunastu latach. W szerszym kontekście można przyjąć że “Deep Calleth Upon Deep” jest czymś w rodzaju duchowego następcy “Rebel Extravaganza” w sensie brania tego co było wcześniej i przekształcania w najdziwniejszą, uduchowioną wersję tego samego. “Rebel Extravaganza” przekształciła drugofalowy black metal w coś dzikiego i całkowicie unikatowego. W tym wypadku Satyricon miesza dość prosty styl poprzedzających go albumów dodając sporo od siebie. O ile sam mogę nie uważać ostatnich dokonań zespołu za specjalnie interesujące, trzeba im oddać, że każdy brzmiał unikatowo i prezentował własny pomysł na brzmienie.

Co więc otrzymujemy ostatecznie z tej mieszanki?

Danie dość… niestrawne. Oczywistym jest, że Satyr już nigdy nie powróci do grania takiego jak 20 lat temu, ale też nikt rozsądnie myślący tego nie oczekuje. Niestety “Deep Calleth Upon Deep” jest daniem mdłym. Eksperymenty w brzmieniu nie wyszły tutaj na dobre. Słychać tu sporo nowych pomysłów, ale niekoniecznie dobrych. Pierwsze moje zastrzeżenie – perkusja. Frost, będący niegdyś w moich oczach wirtuozem na światowym podium najlepszych bębniarzy, tutaj przez większość muzyki atakuje nas prostacko punkowym „pata-pata” i nie zachwyca ani przez chwilę. W przypadku gitar nie jest specjalnie lepiej, choć powiedzmy, że nie bolą tak bardzo, przynajmniej w temacie kompozycji, bo brzmieniowo również coś się nie udało, jakby zniknęła cała dynamika.

Progres jest dla jakiekolwiek grupy muzycznej bardzo pożądanym zjawiskiem, ale niestety tylko ten dobry progres.

W przypadku Satyricon mamy niewątpliwie krok w pewną stronę, ale na pewno nie jest to dobra strona. Nie jest to Satyricon taki, jakim chciałbym go zapamiętać, jeśli miałby to być ostatni album zespołu.

Satyricon - Deep Calleth Upon DeepTracklista:

01. Midnight Serpent
02. Blood Cracks Open The Ground
03. To Your Brethren In The Dark
04. Deep Calleth Upon Deep
05. The Ghost Of Rome
06. Dissonant
07. Black Wings And Withering Gloom
08. Burial Rite

 

 

 

 

 

1 komentarz

Brulson 20 października 2017 at 00:14

Brawo ! Zgadzam się całkowicie z autorem recenzji . Trawie ten album na siłe z 7 raz ale nichuchu . Same kompozycje nie są najgorsze ale brzmienie – dramat , patenty w kilku kawałkach to samo ( The Ghost of Rome ) jęki w tle , coś jak zawodzenia kastratów – makabra . Oprawa wizualnia płyty … bez komentarza . Dobrych momentów na płycie jest naprawdę mało . Może nastepnym razem będzie lepiej ????

Odpowiedz

Zostaw komentarz