RECENZJE

Szału nie ma – recenzja Rammstein “Rammstein”




Gdy gruchnęła wiadomość, że tanz metalowcy z Rammstein nagrywają nową płytę, w pierwszym odruchu pomyślałem złośliwie, że w końcu zabrakło im pomysłów na zapchajdziury. Od wydanej w 2009r. “Liebe Ist Fur Alle Da” na rynku ukazały się: składak singli (również w wersji z klipami), składak klipów, koncert, box winyli, drugi koncert, winyle oddzielnie, klawiszowe przygrywki na melodię starych utworów. Coś pominąłem? Chyba nie. Do “pełni szczęścia” zabrakło jedynie składaka ściepów z odzysku. A, nie! Też był – wydany najpierw, jako część boxu, a później oddzielnie „Raritäten”. No dobra, dość tego pastwienia!

W międzyczasie Till Lindemann nagrał dość przeciętną płytę sygnowaną własnym nazwiskiem, a grupa Emigrate, dowodzona przez Richarda Kruspe, wydała aż dwa albumy.

Zapowiedź nowości

Od pewnego czasu Panowie grali na żywo nibynowy “Ramm4”, z tekstem skleconym na kolanie ze ścinków innych utworów (choć przyznam, że fraza “buck dich Amerika” nieustannie mnie bawi). Tymi zabiegami próbowali maskować przypuszczalny brak weny i całkiem realny, niezbyt dobry klimat w zespole. W jednym z wywiadów Richard Kruspe wyznał, że bardziej prawdopodobny jest rozpad zespołu, niż nagranie nowej płyty.

Stało się inaczej

Rammstein nie rozpadł się, a siódmy studyjny album grupy, zatytułowany po prostu “Rammstein” (bądź pozbawiony tytułu – co kto woli), stał się faktem. Płytę wypełniło, tradycyjnie już, jedenaście kompozycji, których łączny czas trwania wykracza nieznacznie poza trzy kwadranse.

Rammstein zawsze był w moich oczach dziwnym zespołem. Potrafili nagrać coś tak pięknego i lirycznego, jak “Ohne Dich”, czy “Mein Herz Brennt” (ten drugi szczególnie w wersji klawiszowej), przy jednoczesnym umiłowaniu niewyobrażalnego kiczu i tandety. Chyba tylko płyta “Sehnsucht” nie została okaleczona “dziełem” pokroju “Fajnie Pachniesz”, “Kocham Cię, Suko”, czy “Cipka”. I rozumiem, że “Du Riechst So Gut” i “Pussy” to chwytliwe, koncertowe pewniaki, ale płyty zespołu poradziłyby sobie doskonale bez nich. Ale do brzegu!

Co z tą okładką “Rammstein”?

Gdy zespół pokazał okładkę płyty pomyślałem sobie “nieee, to pewnie jakiś żart, którego nie rozumiem”. Okazało się, że nie, to nie jest żart. A ja nadal nie rozumiem. Nudniejszej okładki dawno nie widziałem. Można oczywiście doszukiwać się wydumanej symboliki. Na przykład, że wystarczy jedna zapałka, żeby spłonął świat. Że wystarczy jedna zapałka, by zniszczyć ład i porządek. Że jedną zapałką można wzniecić powstanie. I tak dalej, i tak dalej. Bardziej złośliwi dodadzą tu pewnie coś w deseń “wystarczy jedna zapałka, żeby sfajczyć wszystkie płyty Rammsteina”. Z tym się nie zgodzę, ale okładki zdecydowanie nie kupuję. Podobnie, jak całej marketingowej machiny stworzonej wokół kawałka drewienka z odrobiną siarki na końcu.




Single opublikowane przed premierą albumu wzbudziły u mnie dość mieszane uczucia

Otwierający płytę utwór “Deutschland”, w którym Rammstein bezpardonowo rozprawił się z niemiecką, często niewygodną historią, zainteresował mnie nowym albumem. Zresztą nie tylko moje. Zespół chwalono za odwagę i za świetny teledysk, w którym wzięły udział m.in. polskie grupy rekonstrukcyjne. Ja, po przesłuchaniu całej płyty, odbieram „Deutschland”, jako największe oszustwo zespołu wobec fanów. Na pierwszy singel promocyjny zespół wybrał najlepszy i niestety zupełnie nie reprezentatywny utwór. Żaden kolejny na płycie mu nie dorównuje.

Z kolei przeciętny “Radio”, wsparty kretyńskim (choć w założeniu pewnie zabawnym) klipem, moje zainteresowanie ostudził. Jeżeli dołożyć do tego przekonanie, że im mocniej pompowany balon, z tym większym hukiem strzeli, to powiem, że na “nowego ramsztajna” czekałem z umiarkowanym entuzjazmem.

Garść nowości na płycie “Rammstein”

W „Zeig Dich” znalazło się miejsce dla sakralnego chóru, w „Puppe” w pewnym momencie traci się linia melodyczna, zostaje wybijany przez perkusistę rytm będący tłem dla wokali. I w kwestii powiewu świeżości na „Rammstein” to by było na tyle. Reszta to podane lepiej lub gorzej sprawdzone patenty – obcojęzyczne wstawki, „kontrowersyjna” tematyka, prosty rytm perkusyjny (o dziwo, chyba nawet wolałbym automat). Słowem: nihil novi. Wiem, że niektórzy uznają za dziwne czepianie się Rammsteina, że gra jak Rammstein, ale „grać jak Rammstein” można lepiej, lub gorzej.

Mniej więcej od „Ausländer” płyta zaczyna tracić impet

Choć nie powiem, kawałek ma potencjał. Wybitnie dyskotekowy potencjał, należy dodać. Jeżeli jeszcze nie pojawił się żaden remix tego utworu, to moim zdaniem jest to tylko kwestia czasu. Taneczne wersje „Ausländer” będą się pojawiać w ilościach hurtowych. Zwłaszcza, że tekst został poskładany naprędce z kilku szlagwortów w różnych językach („mi amor, mon chéri, ciao ragazza, take a chance on me”). Aż prosi się, żeby pocwaniaczyć na dyskotece. Tylko czy o to chodzi w muzyce zespołu, który mieni się metalową grupą?

„Sex”, czyli „Ramm4” z nowym tekstem i biciem perkusji kradzionym z „Personal Jesus” Depeszów, do bogatego dorobku zespołu nie wnosi zbyt wiele. Bo i temat u Rammsteina mocno wyeksploatowany i muzyka niezbyt odkrywcza. Ot, taki sobie poprawny przeciętniak „pod nóżkę”.

„So far, so good”

Pierwszą połowę płyty, tak do „Sex” włącznie, określiłbym, jako „typowy Rammstein”. Rwane, ciężkie, ale melodyjne riffy, wyraźny i prosty rytm wybijany przez perkusistę, a całość podlana klawiszowymi ozdobnikami. Utwory może nie są najwyższych lotów, ale w gruncie rzeczy takiego Rammsteina lubią fani. „So far, so good”, jak mawiają za Wielką Wodą. „So what!”, jak czujnie dodała ekipa Megadeth.




Dalej robi się dość męcząco

Przy “Puppe” miałem ochotę wyłączyć płytę. Czegoś tak paskudnego z trudem szukać w dorobku zespołu. Nie wiedząc o czym jest utwór, można go bardzo szybko skreślić. Zwłaszcza, że Till Lindemann nigdy nie nagrał bardziej histerycznych i odpychających wokali!

Znając tekst, „Puppe” nabiera zupełnie nowego wydźwięku. Tytułowa lalka staje się u Lindemanna opiekunką chłopca, który obserwuje z ukrycia swoją nieletnią, „pracującą” siostrę. Wokalista Rammsteina pisał już teksty o kanibalizmie, kazirodztwie, seksturystyce (tu dopiszcie sobie jeszcze inne tematy), ale jeszcze nigdy nie poruszał tak brutalnego tematu, jak prostytucja dziecięca. Utwór kończy się istnym koszmarem – chłopiec widzi, jak jego siostrzyczka zostaje pobita na śmierć! Do tekstów na „Rammstein” jeszcze wrócę.

Z ciekawości rzuciłem okiem na recenzje, które obrodziły już bardziej, niż prawdziwki we wrześniu. I nie potrafię zrozumieć skąd wzięły się te wszystkie peany piane na cześć “Rammstein”. Czytając kolejne słowa zachwytu mam wrażenie, że dotyczą zupełnie innej płyty. W okolicach smętnej, rozwleczonej nibyballady “Was Ich Liebe”, która brzmi, jak odrzut z „Liebe Ist Fur Alle Da” (biorąc pod uwagę tematykę, możliwe, że faktycznie jest odrzutem) zacząłem się niemiłosiernie nudzić. Ogromna szkoda, że zespół nie rozwinął riffu, który pojawia się w okolicach drugiej minuty. Mógł z tego wyjść całkiem klimatyczny, bardziej charakterny utwór.

Przy “Diamant” ogarnęła mnie senność…

To z kolei najbardziej bezpłciowa kompozycja w dorobku grupy. Do tego podana z dość naiwnym tekstem: „przepiękna, jak diament, ale to tylko kamień”. Główną wadą “Diamant” jest to, że utwór nie zmierza do żadnego rozwinięcia, do żadnego punktu kulminacyjnego, jak piękny, bardzo emocjonalny „Ohne Dich”. Gaśnie bez puenty, zanim zdąży się choć trochę rozruszać. Ale muszę przyznać, że podoba mi się frazowanie tekstu w refrenie. Dzięki temu i tylko dzięki temu „Diamant” wznosi się nieznacznie ponad nieznośny banał.

…i nie obudziłem się już do końca płyty.

Ostatni na albumie utwór “Hallomann” zaczyna się bardzo zgrabną linią basu, by bardzo szybko stracić impet i charakter na rzecz takiej sobie, niezbyt oryginalnej melodyjki. I nawet ta niepokojąca wstawka w środku nijak go nie ratuje.

Na tle tych kilku utworów („Was Ich Liebe”, „Diamant”, „Hallomann”), krytykowany przeze mnie “Radio”, z riffem kradzionym od Chylińskiej, nagle urasta do całkiem niezłego kawałka.

Muzycznie jest różnie, a tekstowo… też jest różnie

Nawet teksty bardziej “zaangażowanych” utworów, jak “Zeig Dich” (o występkach duchownych popełnianych w imię Pańskie), czy “Hallomann” (o podstarzałym pedofilu zaczepiającym nieletnie dziewczynki) wydają się być bardzo powierzchowne i oczywiste.

Mam nieodparte wrażenie, że zespół po prostu szuka kontrowersji i dziwactw na siłę. A nie oszukujmy się, na temat pedofilii, na temat duchownych i na temat pedofilii wśród duchownych powiedziano już wystarczająco dużo, a i czyny panów w koloratkach mówią same za siebie. Więc nie uważam, by teksty Lindemanna wnosiły do dyskusji coś nowego. Gdzieś z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że wokalista po prostu wykorzystał, wybaczcie niefortunne określenie, nośny i poczytny temat na czasie. I żeby było jasne, absolutnie nie próbuję umniejszać koszmarnych przeżyć ofiar molestowania.

Słuchając płyty “Rammstein” mam ogromny rozdźwięk między tekstami, które są o czymś, a głupawymi utworami o podrywaniu panienek na wakacjach (“Ausländer”, którego nawet „kolonialny” klip nie broni).

Choć nigdy tego nie robię, uważam, że teraz nie mam wyjścia

Pierwszy raz w recenzji skrytykuję… cenę płyty. Będąc w sklepie z ciekawości sięgnąłem po stojący na półce album „Rammstein”. No i jak szybko go wziąłem, tak szybko odstawiłem. Tak, wiem: „nie stać Cię, to nie kupuj, nikt Cię nie zmusza, bez tej płyty z głodu nie zdechniesz”. To wszystko racja. Nie zmienia to faktu, że 99,99zł za podstawową i 119,99zł za „specjalną” edycję, uważam za grube przegięcie. Zwłaszcza, że wyjątkowość edycji specjalnej sprowadza się do wciśnięcia krążka w trochę bogatsze opakowanie. O dodatkowych utworach można jedynie pomarzyć. A ponoć to Metallica zdziera z fanów!

Kilka rzeczy na „Rammstein” bardzo mi przeszkadza

Mierzi mnie żerowanie na sentymentach (natrętne “du, du hast, du hast, du hast…” w singlowym “Deutschland”), mierzi mnie odcinanie kuponów od wcześniejszych nagrań, czy wręcz popadanie w autoplagiat (początek “Sex” kojarzy mi się nieznośnie ze wstępem “Keine Lust”), drażni mnie usilne podpinanie się pod tematy na czasie. W końcu, mierzi mnie nierówny poziom płyty. Gdzieś z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że „Rammstein” to płyta nagrana po linii najmniejszego oporu, takie niezbędne minimum, poniżej którego już po prostu nie wypada zejść.

Do „Rammstein” nie będę wracał zbyt często

Przesłuchałem “Rammstein” kilkakrotnie i przyznaję, że płyta nie jest tak słaba, jak odebrałem ją za pierwszym razem. Dzieje się na niej więcej, niż może się wydawać przy pierwszym odsłuchu. Warto dać jej szansę, warto, a wręcz należy zagłębić się w teksty, które pozwalają spojrzeć na dany utwór z innej perspektywy.

Na płytę trafiło dużo, bardzo ciekawych pomysłów. Niestety te wszystkie pomysły tracą się w zalewie przeciętnych wypełniaczy. A mocne, interesujące riffy są zestawiane z zupełnie nijakimi. Efekt jest taki, że nowy, wyczekany album niemieckich tanz metalowców zbytnio mnie nie rusza.

Rammstein - Rammstein, 2019
Rammstein – Rammstein, 2019

Tracklista “Rammstein”:

1. Deutschland (Germany)
2. Radio
3. Zeig dich (Show yourself)
4. Ausländer (Stranger)
5. Sex
6. Puppe (Doll)
7. Was ich liebe (What I love)
8. Diamant (Diamond)
9. Weit weg (Far away)
10. Tattoo
11. Hallomann

Podobne artykuły

Recenzja: Dream Theater – Dream Theater

Tomasz Koza

Wysokie „c”- recenzja Overkill „The Wings of War”

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Iggy Pop: Post Pop Depression

Tomasz Koza

15 komentarzy

RT 5 czerwca 2019 at 11:52
1+

Rammstein na tej płycie trzyma po prostu swój poziom. Jak ktoś nie przepadał za tym zespołem to nie dziwne, że nie jest zachwycony tą płytą. Ja jako ich stary słuchacz i fan jestem usatysfakcjonowany. Dobrze, że wrócili.

Odpowiedz
Paweł 5 czerwca 2019 at 18:03
1+

Recenzje wystawiał człowiek kompletnie nie znający zespołu, oderwany od rzeczywistości. Pozdrawiam!

Odpowiedz
Krzysztof 26 lipca 2019 at 10:10
1+

Podzielam w pełni Twoja opinię. Opinia dyletanta i ignoranta i

Odpowiedz
Marta 5 czerwca 2019 at 18:32
0

To ciekawe jak można się różnić w opiniach. Słucham Rammsteina od miesiąca, i stałam się ićh absolutną fanką. I nie chodzi tu o muzykę, nie tylko. Ramsteinn działa, prze muzykę, obrazy, energię Rammsteinowców, albo ktoś to kupuje albo nie. Ale wracajac do płyty, jestem muzycznym laikiem, może dobrze, może mi się coś po prostu podobać albo nie. Po pierwszym przesłuchaniu płyty, pomyślałam jak to to Rammstein, po kilku płyta bardzo mi się podoba ale dokładnie od tego miejsca, gdzie autorowi tej recenzji przestała się podobać. Puppe jak dla mnie najlepsza. Deutschland, który w wydaniu teledyskowym bardzo mi się podobał, już czysto muzycznie chyba najsłabszy. Diamant fajny, Was ich liebie, Zeig dich, Halloman, so weit von dir, słucham z dużą przyjemnością. Teksty Lindemanna, łykam może nie bezkrytycznie ale bawi mnie ich niby prosta konstrukcja i fakt, że pod spodem przeważnie jest coś w kontrze do ich podstawowego znaczenia. No 8 jak dla mnie to są obrazy. Ausländer, który wydawał mi się dość słaby, w zestawieniu z Klipem zaczął mnie bawić, a w zestawieniu z akcja z pierwszego koncertu w Niemczech nabrał jeszcze innego znaczenia. I za to tych gości lubię. Bawią się, niegłupio się bawią.

Odpowiedz
TomekG 5 czerwca 2019 at 20:14
0

No, to dobrze, że na koniec się przyznałeś, że łaskawie przesłuchałeś płytę więcej niż raz. 🙂 Na początku też szału nie poczułem (oprócz Radio, to mi jakoś weszło od razu), ale nigdy bym po tym razie, czy nawet dwóch, nie napisał recenzji. Oczywiście, że z czasem zyskuje, tak jak w zasadzie każda muzyka, mózg trochę musi się nastawić na to co tam jest, i bardzo dobrze, to w muzyce jest jedna z najlepszych rzeczy, prawie jak narkotyk. 😉

Recenzja jest tak napisana (przed tym uzupełnieniem) jakby Rammstein Cię skrzywdził w dzieciństwie. 😉 To tak pół żartem pół serio. A Rammstein, to po prostu Rammstein. Taki ma być, nie każdy musi lubić, ale z drugiej strony jakoś ciężko tego nie lubić. I to na różne sposoby. Czasami czysto muzycznie, czasami trochę cyrkowo (nie lubię cyrku w muzyce, ale są wyjątki, rzadkie, ale odpowiednio podane/dozowane mogą być ok). Zawsze lubiłem słuchać Rammsteina jak byłem wkurzony, a ostatnio pomógł mi na… ból zęba. 🙂 Słuchawki na uszy i dało się na godzinę chociaż trochę zapomnieć o bólu. 😉 Tak że złego słowa nie dam powiedzieć. 😉

P.S. Napisz uzupełnienie, czy tam kolejną wersję recenzji po pewnym czasie, ale tak pełną.

Odpowiedz
Arek 6 czerwca 2019 at 21:38
0

To w jakim sklepie takie chore ceny? W De cena za podstawę 14.99€.

Odpowiedz
Alrauna 12 czerwca 2019 at 23:58
1+

Bardzo nierówna recenzja. Początek jechał po zespole, środek jechał po płycie, a końcówka jakaś taka weselsza, żeby jednak nie było tak strasznie ponuro?
Nie wiem, odnoszę wrażenie, że za bardzo nie lubisz zespołu, ale i tak zrobiłeś recenzję. Oczywiście, każdy ma prawo do opinii, ale jeżeli piszesz recenzję na jakąś stronę, to przynajmniej przydałoby się zrobić jakiś elementarny research. Radio ma kretyński klip? A wiesz, do czego się odnosi? Niemcy to nie tylko historia nazistów, to też smętne życie w NRD, o której ten utwór bardzo mocno traktuje. Powiedziałeś, że odniesiesz się do tekstów. Wspomniałeś o nich tylko, a szkoda, bo robią robotę. I nie chodzi tylko o te “kontrowersyjne”, które od zawsze były w dorobku zespołu i również traktowały o klerze i jego niecnych działaniach (Hallelujah), bo właśnie te spokojniejsze mają swoją moc. Trio Was ich liebe-Diamant-Weit Weg to jest opowieść o różnych formach dysfunkcyjnych uczuć. Może odrzuty z LIFAD, chociaż dla mnie poruszają jednak inny aspekt miłości, który do poprzedniej płyty nie pasował.
Czasem się zastanawiam, czego ludzie mają prawo oczekiwać od wykonawców – żeby ich miażdżyli na każdym kroku? Żeby zadziwiali ich? No tak, ale jak wykonawca pokusi się o nowe brzmienie, to nagle źle, bo to nie stare brzmienie. Jak stare brzmienie, to szkoda, że nie nowe. Jak będę miała tyle lat co członkowie Rammstein, to też pewnie już będę miała wywalone. Czy jest tu gdzieś oszustwo? Nie. Bo nikt nic nie obiecywał. “Deutschland” było zrobione z gigantycznym rozmachem, co w tym dziwnego, że wybrali ten utwór jako promocyjny? Kurczę, zespoły potrafią w marketing. No nie do pomyślenia…

Zawiedziona jestem, czytając takie teksty. Lubię recenzje, które naprawdę zagłębiają się w temat, które dojrzewają w autorze w miarę wsłuchiwania się w płytę. No cóż, nie podobało Ci się, więc nie ma co się zmuszać. Wciąż, mogłeś chociaż pokusić się o lepszą analizę tekstów, bo to się tak strasznie pomija, zwłaszcza przy obcojęzycznych zespołach, które nie śpiewają po angielsku – do tego nie potrzeba nawet słuchać piosenek. No ale, napisało się.

Odpowiedz
Oj jejku jejku 13 czerwca 2019 at 11:38
1+

Pocieszne te komentarze 😀

@TomekG Płyta na ból zęba pomogła? No popatrz, cóż za wspaniała wiadomość. Jako środek antykoncepcyjny też działa? A może leczy nowotwory? Może odstrasza komary? A może pomaga na ból dupy?
Ehhhh… w jakim celu ktoś ma pisać recenzję jeszcze raz? Domyślam się, że po to, by wbić się w Twoją, jedyną słuszną opinię o płycie.
Niektórzy uważają, że jak tekst nie wpisuje się w ich jedyne słuszne zdanie to jest zły. Do wszystkich malkontentów: przyjmijcie do wiadomości, że ktoś może mieć inną opinię, niż Wy. A fakt bycia fanem nie musi oznaczać łykania wszystkiego, jak pelikan. Gdyby ocena była 10/10 to by się odezwały głosy, że tekst jest bezkrytyczny i też z recenzją nie ma nic wspólnego.

@Alrauna Co do jechania po zespole- a czy w którymś miejscu recenzji została napisana nieprawda? Przez ostatnie 10 lat Rammstein wydawał same zapychacze, składanki, koncerty, nibyrarytasy itp. Uważasz, że z jakiegoś innego powodu, niż brak weny?
Klip do “Radio” jest kretyński, te tulenie radioodbiornika do gołych cycków jest idiotyczne. I nie ma w tym momencie znaczenia o czym jest tekst, bo panowie z Rammstein doszli dawno do wniosku (podobnie, jak nasz Behemoth), że klip bez cycków to klip bez sensu (Pussy, Auslander, Radio). A wiec owszem, Rammstein bazuje na taniej sensacji, na taniej prowokacji.
“Jak będę miała tyle lat co członkowie Rammstein, to też pewnie już będę miała wywalone”. No i dziękuję, zarzucasz komuś brak konsekwencji, a sama usilnie bronisz zespołu, który TWOIM zdaniem ma wywalone. Na kogo? Na fanów? Na siebie nawzajem? To może pora dać sobie spokój, zamiast odwalać jakąś chałturę?

Odpowiedz
Alrauna 13 czerwca 2019 at 18:53
0

@Oj jejku jejku Hm, to raczej ogólne wywalenie, które obserwuję u wielu ludzi w wieku 50+. Nie jest ono skierowanie wobec nikogo tak naprawdę. Chcieli nagrać płytę, to ją nagrali. Jeżeli byłaby strasznie słaba i była środkowym palcem wymierzonym w ludzi, to rynek by to zwyczajnie zweryfikował (fakt, że rynek fanowski jest mocno zaburzony – nadal beznadziejna płyta nie osiągnęłaby jakichś cudownych wyników sprzedaży, zwłaszcza przy możliwości wcześniejszego odsłuchu przez spotify chociażby).
Czy usilnie bronię zespołu? Przede wszystkim chciałabym poczytać w recenzji coś, co naprawdę pozwala spojrzeć na płytę z innej perspektywy, na co pozwalały chociażby artykuły na Metalreport (przy czym nie chodzi o dopisywanie ideologii do piosenki). Nadal – opinia jest opinią, ale recenzja to analiza i ocena, nie tylko ocena. I o to mi przede wszystkim chodzi, bo tej analizy jest tu zdecydowanie za mało. Bezkrytycznych peanów też nie nazwałabym recenzją – fajnie, że się komuś (nie) podoba, ale co to wnosi tak naprawdę?
Ot, i tyle.

Odpowiedz
TomekG 14 czerwca 2019 at 23:26
0

@ O jejku… Sorry, ale jesteś kretynem po prostu. Widzisz tam takie coś “;)” przy tym tekście o zębie? Pomogłaby jakakolwiek muzyka, która by mi zdjęła z głowy myślenie o bólu. Podejrzewam, że nie wiesz o czym mówię, ale to się akurat ciesz. A na dodatkowe pocieszenie Ci napiszę, że słuchałem innej płyty. Jakbyś jeszcze nie rozumiał, to napiszę, że pozwoliłem sobie po prostu na żart.

Dwa. Nie dlatego autor “ma” napisać jeszcze raz recenzję, że ma być tak jak ja chcę, tylko, że autor napisał ją po jednym przesłuchaniu płyty, a potem posłuchał jeszcze kilka i pod koniec recenzji napisał coś innego niż na początku. Warto byłoby nie dopisywać, a napisać jeszcze raz. Jestem chociażby po prostu ciekawy jaka byłaby teraz jej treść. Co się spodobało,m co dalej się nie podoba. Dotarło cokolwiek? Może po prostu nie mierz ludzi swoją miarą… Wszystko co napisałeś nie ma żadnego sensu. Wymyśliłeś to sobie nie wiadomo na jakiej podstawie. Czytanie ze zrozumieniem się kłania i jeszcze kilka innych rzeczy…

A co do bólu dupy, to spróbuj, myślę że może Ci pomóc.

Odpowiedz
Nx 16 czerwca 2019 at 11:43
1+

Ciekawa recenzja, ale przetłumaczyć “Du riechst so gut” można też innymi słowami niż “fajnie pachniesz” i wtedy wydźwięk tekstu jest nieco inny. Mam wrażenie, że do wielu rzeczy w ich twórczości podchodzisz jak do tego tłumaczenie.

W sumie w całej recenzji czekałem na wyznanie że bardzo ich nie lubisz 😉 można nie lubić ale warto to przyznać.

Odpowiedz
True 3 lipca 2019 at 14:26
1+

kolejny zajebisty album od Rammstein. Kocham.

Odpowiedz
simba 6 lipca 2019 at 17:43
1+

Jaki jest sens brania się za recenzję muzyki zespołu, którego się w sumie nie lubi ani nie zna? Ja nie lubię zespołu Trivium więc o każdej płycie mógłbym napisać, że ch.jowa i nie nadaje się do słuchania. Co nijak by się nie miało do rzeczywistości. Jak dla mnie “Radio” to świetna piosenka, a teledysk jeszcze lepszy. Płyta też bardzo dobra.

Odpowiedz
Za 7 lipca 2019 at 15:27
0

” W wolnym czasie zdziera buty na górskich szlakach…” keep walking & stop writing crap (y)

Odpowiedz
Krzysztof 4 sierpnia 2019 at 22:02 Odpowiedz

Zostaw komentarz