Recenzja płyty Transhumanism zespołu Thy Disease
Strona główna » Recenzja: Thy Disease – „Transhumanism”, czyli nawet roboty nie pomogły
RECENZJE

Recenzja: Thy Disease – „Transhumanism”, czyli nawet roboty nie pomogły

Dlaczego w ogóle zainteresowałem się wydawnictwem grupy Thy Disease? Z kilku powodów. Przede wszystkim z ciekawości, jak nowy wokalista zespołu sobie poradzi. Mowa o Marcinie Parandyku. Jego śpiew jest mi dobrze znany z utworów formacji Vane. I rzeczywiście wokalista odwala w tej grupie kawał dobrej roboty. Drugim powodem jest pierwszy singiel, który mocno mnie zachęcił do przesłuchania całości. Trzecim, a zarazem najmniej ważnym aspektem jest okładka „Transhumanism”, którą wykonał Xaay. Jest świetna, a przedstawiona na niej postać oddaje ducha całego albumu. Te rzeczy zachęciły mnie do wejścia w świat nowych technologii oraz sztucznej inteligencji, do którego zaprasza Thy Disease. Jednak czy było warto?

Thy Disease i ich filozoficzne wydawnictwo

Temat, którego podjęli się muzycy, nie jest wcale zaskoczeniem. Już na ostatniej ich płycie można było odnaleźć odwołania do tego typu aspektów. Tym razem członkowie Thy Disease postanowili poświęcić cały album tym kwestiom.

Jak już pisałem, teksty mówią o nowoczesnych technologiach i zagrożeniach z nich płynących. Temat niezwykle obecny w naszych życiach, ponieważ z roku na rok w naszych domach, miejscach pracy, urzędach itd. pojawiają się coraz to nowe rozwiązania technologiczne. A roboty zaczynają odbierać ludziom miejsca pracy. Metalowy zespół, który opowiada o tych niepokojących zjawiskach? Biorę w ciemno!

Płytę Thy Disease zapowiadał utwór „Aluminium Cities”

Zdecydowanie muzycy wybrali najlepszy kawałek z wydawnictwa, które swoją premierę miało 19 grudnia 2019. „Aluminium Cities” ma intrygujący klimat oraz ciekawie wykonany teledysk. Pod nim jednak pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy wobec nowego wokalisty, ale osobiście tego nie popieram. Internauci zarzucają mu, że brzmi to powszednio i zabrakło stylu, który poznali za sprawą wcześniejszych dzieł Thy Disease.

Jednak mi singiel bardzo przypadł do gustu. Jest to energiczna piosenka z dobrymi partiami wokalnymi. Połączyli tutaj klimaty oldschoolowego rocka z death metalowymi elementami, do których muzycy już nas przyzwyczaili. To był dobry prognostyk przed wysłuchaniem całego „Transhumanism”. Liczyłem na to, że taki dobrych piosenek jak „Aluminium cities” nie zabraknie i reszta kawałków również mnie oczaruje.

W piosence „Inhuman Form” również dało się wyczuć aurę transhumanizmu

Utwór rozpoczyna się od ciekawego wejścia, co sprawiło, że pomyślałem, że cały album będzie pełen takich smaczków. Liczyłem na dużą ilość muzyki elektronicznej. Jednak dostałem jej dosyć mało. „Inhuman Form” nie brzmi zbytnio oryginalnie. Piosenka raczej mnie zawiodła, ponieważ brzmi to błaho. Można wyczuć, że grają bez polotu i kompletnego pomysłu na tę płytę. Oczywiście nie mówię tutaj o tekstach, które są intrygujące oraz wyczerpujące. Idealnie wpasowują się w klimat oraz tematykę „Transhumanism”.

Wokal Marcina Parandyka dalej brzmi bardzo dobrze. Słychać, jak wielką moc skrywa w swojej krtani członek Thy Disease. Jednak zostało to zrobione na jedno kopyto. Trudno odróżnić jeden kawałek od drugiego, co jasno wskazuje na brak różnorodności na siódmym longplay’u Thy Disease.

„Drone Soul” praktycznie niczym nie wyróżnia się od reszty

Już przy drugim kawałku na trackliście rozpoczyna się siła, która włada tym albumem – nuda. Znużenia podczas słuchania tego wydawnictwa jest aż nadto widoczne u słuchacza. Pojawia się wręcz „ziewanie”. Pierwszy raz, gdy słuchałem „Transhumanism” z trudnością zauważałem, kiedy kończy się, a kiedy zaczyna kolejny utwór.

Wszystko się zlewa w jeden, niczym niewyróżniający się utwór. Forma przekazu zostaje niezmieniona. I w tym miejscu należy również zwrócić uwagę na według mnie bardzo słabą produkcję wydawnictwa. Odpowiadali za nią sami muzycy grupy oraz Tomasz „ZED” Zalewski. Na wcześniejszych wydawnictwach wokal był bardziej wysunięty na przód. Był bardziej wyrazisty.

Na „Transhumanism” niestety śpiew Marcina zlewa się z gitarami oraz perkusją. Na tym wszystkim tracą całkiem zręcznie napisane teksty, których przekaz staje się mniej ważny, ponieważ przykrywa go warstwa złej produkcji i nudnej aranżacji.

„Deliverance” troszkę odcina się od nudnej atmosfery na płycie

Jest to najmocniejszy element płyty, który jako pojedynczy utwór brzmi całkiem nieźle. Jednak wśród praktycznie identycznych średniaków trudno zauważyć jego wyjątkowość. „Deliverance” to obok „Aluminium Cities” najjaśniejsza strona wydawnictwa, którym Thy Disease zdecydowanie mnie zawiodło.

Zabrakło zdecydowanie kreatywności, ale takie numery jak opisywany w tym akapicie pokazują, że muzycy mają mnóstwo niewykorzystanego potencjału. Nie wiem, co wpłynęło na stworzenie tak infantylnej i źle wyprodukowanej płyty. Być może członkowie zespołu chcieli poeksperymentować. Dobrą do tego okazją była pierwsza płyta z nowym wokalistą. Jednak wyszło wręcz tragicznie. Nieliczne dobre piosenki ratują sytuację.

Ostatnie utwory na „Transhumanism” zdecydowanie lepsze od tych pierwszych

„Infrasonic noises” to kolejny przykład kawałka, którego da się słuchać. Jednak jest on wykonany kompletnie bez polotu. Ostatnie wydawnictwo Thy Disease pt. „Costumes of Technocracy” zostało nagrane w całkowicie inny sposób. Widać było, że ówcześni członkowie grupy nie robią tego na „odwal się”. Niestety w tym wypadku tak było. „Infrasonic noises” podobnie jak „Convergence” to piosenki, w których muzycy zdecydowanie wrzucili wyższy bieg. Sądzę tak, ponieważ te dwa numery są o wiele szybsze od poprzedników. Sprawia to, że nawet przy słabej aranżacji i produkcji można te piosenki puścić sobie w tle, aby coś po prostu grało.

Thy Disease – coś tym razem nie zagrało

Wielka ilość błędów, które pojawiły się na najnowszym albumie polskiego zespołu metalowego – sprawiły, że nie będę wracać w przyszłości do tego wydawnictwa. Większość utworów brzmi praktycznie identycznie wobec siebie. Myślę, że większej ilości argumentów nie muszę przytaczać, aby ostatecznie nazwać to wydawnictwo największą klapę w dwudziestoletniej historii Thy Disease.

Widocznie zmiana wokalisty nie wyszła im na dobre, ale być może wyciągną lekcję z „Transhumanism”. Na plus jednakże zasługuje okładka oraz tematyka poruszana na płycie. Miejscami wokal Marcina Parandyka również zasługiwał na pochwałę, ale kiepska produkcja sprawiła, że wyszło jak wyszło.

Okładka płyty Trnashumanism zespołu Thy Disease
Thy Disease – Transhumanism, 2019

Tracklista Thy Disease – Transhumanism:

1. Inhuman Form
2. Drone Soul
3. Aluminium Cities
4. Bloody Treatment
5. Deliverance
6. There’s No You
7. Infrasonic Noises
8. Convergence
9. Digitized Mind

Bonus Track:

10. Extinction By Contract

Podobne artykuły

Recenzja: Metallica – Hardwired… To Self-Destruct #2

Michał Bentyn

Coś się kończy… – recenzja Ketha “Magnaminus”

Paweł Kurczonek

Idealnie dobrana kombinacja – recenzja Disturbed „Evolution”

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Iron Maiden – The Book of Souls: Live Chapter

Szymon Grzybowski

“Brud” – recenzja filmowej biografii Mötley Crüe

Szymon Grzybowski

Recenzja: Ghost – Meliora

Tomasz Koza

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!