RECENZJE

To jest łebski chłop – recenzja Devin Townsend „Empath”

Devin Townsend ma to w sobie, że nie musimy zbyt długo czekać na jego nowe wydawnictwa. Przez lata jego aktywności scenicznej pojawiały się nowe albumy pod wieloma nazwami twórców, ponieważ było już m.in. Devin Townsend Project i The Devin Townsend Band. W międzyczasie muzyk zdążył wydać również album we współpracy z Ché Aimee Dorvalem, pod przykrywką Casualties of Cool. Warto dodać, że na płycie usłyszeliśmy kawałki mocno nasiąknięte muzyką country.

Niezwykle ważnym okresem wydawniczym Townsenda była gra w Strapping Young Lad.

Obecna twórczość muzyka jednak w ogóle nie przypomina stylu, jaki reprezentował w tym zespole. Kanadyjczyk zamienił ekstremalny metal na muzykę progresywną i country. Na najnowszym albumie pt. „Empath” Townsend nie przestaje eksperymentować i dalej odkrywa nowe oblicza progresywnych odmian rocka i metalu. Jest to osiemnasta płyta muzyka, która swoją premierę miała 29 marca 2019 roku.

Wielkie zaskoczenia, brak rozczarowań.

W ten sposób można skomentować większość wydawnictw tego kanadyjskiego artysty. W swoich nowszych dziełach łączy brutalność i dynamikę Strapping Young Lad z elektroniką i innowacyjnymi sposobami przekazu muzyki.

Devin Townsend to ciekawa persona na obecnej międzynarodowej scenie metalowej.

Swoimi kompozycjami pokazuje nam nie tylko nowe, nieznane oblicze rocka i metalu, ale również przedstawia swoją filozofię. Każdą kolejną płytą zaprasza nas na kolejny rejs poprzez niezbadane korytarze dźwięków. Townsend jest multiinstrumentalistą, co bardzo mu pomaga w tworzeniu spójnych i niezwykle interesujących longplay’ów. Gdy tak zasłużony muzyk wydaje kolejną płytę to widać, że ma jeszcze nam wiele do przekazania. Kanadyjczyk na „Empath” zajął się, obok gry na większości instrumentów, produkcją i programowaniem całości.

Trzy single – trzy odmienne style.

Pierwszą zapowiedzią wyczekiwanego albumu było „Genesis”, czyli połączenie wszystkiego co dobre w metalu i niespodziewanej konstrukcji utworu. Co chwilę muzyk zmienia tempo i technikę wykonania piosenki. Mamy tu niezwykle mocny wokal, który dobrze poznaliśmy za sprawą udzielania się w Strapping Young Lad. Sama muzyka mogłaby posłużyć jako soundtrack punktu kulminacyjnego w filmie sensacyjnym, chociaż równie dobrze nadałaby się do słynnej sceny tańca w „Pulp Fiction”.

W „Genesis” słyszymy również żeński chór, i w tym momencie możemy zacząć zadawać pytania, czego w tej piosence nie ma. Sam ten opis brzmi dosyć niedorzecznie, ale bardzo polecam posłuchać tego nadzwyczajnego utworu, nawet jeśli nie jest Ci po drodze z muzyką progresywnym. Po prostu warto. Tutaj wszystko składa się w logiczną, chociaż nie do końca, całość.

Townsend nie zamierzał zwalniać i zaprezentował drugi singiel pt. „Evermore”.

„Evermore” bardzo przypomina mi „Genesis”, ale ma w sobie również inne cechy, aniżeli poprzedni utwór. Żeński chór wprowadza do piosenki wyjątkowy klimat, którego nie mogą zastąpić żadne syntezatory. „Evermore” posiada o wiele bardziej spokojniejszą budowę, ale dalej zaskakuje. Na „Empath” bardzo mi się podoba to, że co chwila się zmienia głośność instrumentów i wokalu. Dobrze to słychać na początku tej piosenki. Townsend ma w sobie niezwykle rzadki talent i go genialnie wykorzystuje.

W dniu premiery płyty ukazała się trzecia jej zapowiedź – „Spirits Will Collide”.

To kolejna kompozycja utrzymana w podobnym tempie, ale jednocześnie pokazuje możliwości wokalne Townsenda w całkiem inny sposób. Jego wspólne śpiewanie z chórem jest epickie. Multiinstrumentalista przed wydaniem krążka często wspominał o różnorodności, jaką znajdziemy na „Empath”.

Kanadyjczyk wcale nas nie oszukał i wydał o wiele ciekawszą płytę, w porównaniu do ostatniej The Devin Townsend Project pt. „Transcendence”. Widać, że za każdym razem muzyk ma nową wizję swojej sztuki, którą chce nam przekazać za pomocą psychodelicznych dźwięków. Przez niekonwencjonalne metody sprawia, że jego muzyka jest dla nas odległa, ale jednocześnie przybliża nam głębokie przemyślenia zawarte w śpiewanych wersetach.

„Hear Me” – czyli najbardziej szalony utwór na „Empath”.

Gdy Townsend wypuścił „Genesis”, to nie byłem do końca pewien, czy ten album będzie ciężki. Utwór „Hear Me” udowadnia jednak, że całość jest stonowana pomiędzy bardzo spokojnymi chóralnymi momentami, a ostrym metalowym graniem.

Oprócz Devina i kilku innych muzyków w utworze słyszymy Chada Kroegera z Nickelback, jest to jedna z ciekawych kooperacji, znajdujących się na „Empath”.

Co odróżnia „Hear Me” od całej reszty na tym krążku? Bębny.

Za perkusję w tej piosence odpowiada Samus Paulicelli, którego słyszymy również w kilku innych kompozycjach na osiemnastym albumie studyjnym Devina Townsenda. Podkreślam to, ponieważ przy nagrywaniu „Empath” brało udział aż 4 bębniarzy.

„Empath” to trzymająca w napięciu operowa rockowa.

Przez ponad 70 minut nie wiemy, co wydarzy się za chwilę. Podczas pierwszego słuchania tej płyty skojarzyłem całość z „The Wall” Pink Floyd. Obydwa wydawnictwa są zaskakującą i łączą niekonwencjonalne sposoby przekazu muzyki.

Na albumie “Empath” połączono muzykę klasyczną, chóralną, elektroniczną z metalem.

O dziwo brzmi to nad wyraz lekko i spójnie. Chce się tego słuchać pomimo długości materiału. Przed wydaniem długograja Devin mówił, że chce nas zmęczyć słuchaniem jego, ale tak nie było. Fascynacja pogłębiała się z utworu na utwór.

Genialny! Nie bójmy się tego słowa.

„Empath” ma niezwykłą wartość emocjonalną i artystyczną dla mnie. Kontrolowane szaleństwo, jakie możemy obserwować na tym albumie jest oryginalnym przeżyciem. Jest długo, ale to wcale nie jest wadą. Do „Empath” nie wolno podejść z zaskoczenia i włączyć sobie ją od niechcenia. To musi być zdecydowany impuls, który przeciwstawi się niepewności i wciągnie nas w magiczny świat progresywnego grania Devina Townsenda. Miło się tego słucha. Według mnie album powinien znaleźć się w światowym kanonie metalu progresywnego. Mam nadzieję, że to tylko początek i Kanadyjczyk zaskoczy nas jeszcze nie raz.

Devin Townsend - Empath, 2019
Devin Townsend – Empath, 2019

Lista utworów:

1. Castaway
2. Genesis
3. Spirits will Collide
4. Evermore
5. Sprite
6. Hear Me
7. Why?
8. Borderlands
9. Requiem
10. Singularity

 I. Adrift
I. Adrift
II. I Am I
III. There Be Monsters
IV. Curious Gods
V. Silicon Scientists
VI. Here Comes the Sun!

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – Wojna Totalna

Tomasz Koza

Poprawne rzemiosło – recenzja Deicide “Overtures of Blasphemy”

Paweł Kurczonek

Bezpieczne schematy – recenzja “Hexed” Children Of Bodom

Paweł Kurczonek

1 komentarz

Marcin 29 kwietnia 2019 at 15:01

Okładka kiepska faktycznie, ale to raczej wkładka jest odzwierciedleniem graficznym tej wspaniałej płyty.

Odpowiedz

Zostaw komentarz