RELACJE

Relacja: Heidenfest, Kraków 28.10.2012

Ależ ja byłem sceptycznie nastawiony do tego koncertu! Wintersun headlinerem? Dajcie spokój – myślałem sobie, wspominając w pamięci debiutancki krążek Finów, który nomen-omen – w ogóle mnie nie poruszył, a nowy LP wydany po ośmiu latach niespecjalnie zaciekawił. W ogóle co to za pomysł, ustanawiać headlinerem tak szanowanej imprezy kapelę, która w ciągu ośmiu lat wydała dwa, średnie krążki? Widząc żywiołową reakcję fanów – widocznie jakiś powód był.

Zostawmy to. Varg i Krampus? Pierwsze słyszę! Trollfest słyszałem parę razy, ale raczej tylko “przy okazji” i niespecjalnie wpisali mi się w pamięć. To po co w ogóle się wybrałeś na taki koncert, skoro wszystko tylko nie i nie – mógłby ktoś zapytać. Odpowiedź jest prosta. Dla Korpiklaani. Kapeli, która obudziła moje fascynacje folk metalem, a której do tej pory nie dane było mi zobaczyć.

Mimo wszelkich uprzedzeń – dotarłem do klubu punktualnie.

Ze szwajcarską dokładnością – o 16:30 na scenie pojawili się Włosi z Krampus, zaczęli grać, a ja… zaniemówiłem. Autentycznie! Ależ to było dobre. Ich delikatna muzyka metalowa w połączeniu z elementami folkloru brzmiała świetnie. Do tego metalcore’owy duch – przemycany od czasu do czasu w postaci zwolnień, potężnych breakdownów i łapiących za serce melodii.

Dodatkowym walorem wizualnym, w trakcie występu Krampus była niewątpliwie obecność na scenie pięknej skrzypaczki – Mariki. Punktem kulminacyjnym występu kraju Gladiatorów było wykonanie świetnego “Kronos” Heritage, który powinien stanowić dobry punkt wyjścia dla osób, które nie znają jeszcze twórczości Krampus. Występ Włochów trwał zaledwie pół godziny.

Pożegnali się, zwalniając scenę dla Trollfest, a ja poczułem, że może jednak Heidenfest będzie w tym roku bardzo dobry… A występ Trollfest – tylko mnie w tym utwierdził! Bo jak tu się nie bawić, widząc jak kapela wybiega na scenę przebrana za (swoją drogą otyłe) pszczółki?

I na starcie atakuje takimi numerami jak “Den Apne Sjo” i „Brumlebassen” z ostatniej płyty? Wokalista uśmiechnął się zawadiacko i zagadnął, iż Trollfest był w Polsce jakiś rok temu i bardzo cieszy się, że mogli do nas wrócić. Im dalej w setlistę, tym jeszcze lepiej! Zabrzmiały “Brakebein”, singlowy “Trinkentroll”, nieśmiertelny “Der Jegermeister”, a na koniec – starsza kompozycja zespołu z Norwegii – “Helvetes Hunden Garm”, w trakcie której na scenie pojawił się sam Jonne Järvelä z Korpiklaani i w swój, jak zwykle pełen dowcipu, sposób odśpiewał refren wraz z Trollmannenem. Miodnie! Aż przykro było patrzeć, jak Norwegowie opuszczają scenę.

Sprzęt Trollfest został bardzo szybko uprzątnięty ze sceny, pojawiły się na niej za to sztandary z wilkami i jasne było, że do występu są gotowi Niemcy z Varg.

Po chwili zabrzmiało intro “Willkommen”, a po nim – bez zbytniego przymilania – “Guten Tag” z najnowszej płyty, o tym samym tytule. Niemcy okazali się być w niesamowitej formie, a ich nieodłączne, czerwono-czarne barwy wojenne, którymi pokryli całe ciała – robiły wrażenie. Setlista wybrana przez Varg była bardziej metalowa, niż folkowa. Dość wspomnieć, iż “Wilki” zagrały takie ciężary jak, choćby “Schwertzeit”, “Horizont”, czy prawie black metalowy “Blutaar”. Nieco więcej folkowego klimatu miała kompozycją “A Thousand Eyes”, wykonana – jak w płytowym oryginale – przy pomocy nieśmiertelnego Jonne Järvelä. Koncert Varg minął równie szybko, jak większość występów tego wieczoru. Jednak zegar tykał, a gig Korpiklaani zbliżał się nieuchronnie!

Po piętnastu minutach od występu Varg, na scenie pojawiła się piękna oprawa, nawiązująca do okładki ostatniej płyty Korpiklaani – “Manala”.

Po chwili, zgasły światła, a członkowie “Leśnego Klanu” zaczęli pojawiać się jeden po drugim, uśmiechając się do fanów. Byłem w siódmym niebie! W końcu zobaczę “Korpi” na żywo. Zabrzmiały pierwsze dźwięki “Tuonelan Tuvilla”, a na scenie nie pojawił się Jonne. Jak to? – pomyślałem; przecież to też gitarzysta!

Po chwili wbiegł jednak na scenę… bez gitary. Wymachując dredami, jak zwykle bardzo żywiołowo rozpoczął koncert, po raz kolejny udowadniając, że wiedzie prym w kwestii wokalistów folk metalowych. Z niecierpliwością oczekiwałem największych hitów, takich jak – “Beer Beer”, “Vodka”, “Tequila”, czy “Keep On Galloping”. Nie taki był jednak zamiar Korpiklaani. Zamiast najbardziej znanych hitów, Finowie postanowili odgrzebać mniej popularne kompozycje, a ponadto skupić się na promocji wydanego nie dawno krążka.

Zabrzmiały więc “Journey Man” z “Voice Of Wilderness”, “Viima (Icy Wind)” z “Tervaskanto” oraz “Pellonpekko” ze “Spirit Of The Forest”, a także „Kipumylly”, “Rauta”, czy “Ievan Polkka” z ostatniej płyty. Jonne ani przez chwilę nie wziął do ręki gitary. Gdy po koncercie udało mi się zamienić z nim kilka zdań, wyjaśnił to kontuzją ręki i pokazując mi poranioną prawą dłoń. Godzina przeznaczona na występ Korpiklaani minęła bardzo szybko. I choć pozostał niedosyt związany z brakiem kilku sztandarowych utworów – Korpiklaani nie zawiedli!

Teraz czekała nas dłuższa przerwa, a po niej – gwiazda wieczoru – Wintersun.

Cały sprzęt zniknął ze sceny, a techniczni Finów zaczęli znosić wielki zestaw perkusyjny, nowe piece gitarowe, oraz specjalną, trasową scenografię. Na scenie pojawiły się również zupełnie według mnie niepotrzebne światła, które miały nas później okrutnie razić – były jednak klimatyczne. Po około połowie godziny, światła zgasły, a na scenie pojawili się muzycy Wintersun. Dając, w mojej opinii – jeden ze słabszych koncertów w trakcie Heidenfest 2012.

Niestety. To nie moja bajka. Mojego zdania wyraźnie nie podzieliła oszalała z radości publiczność, licznie zgromadzona pod sceną. Wytrzymałem do “Winter Madness” i opuściłem główną salę koncertową, udając się na rozmowę z kilkoma muzykami, występujących wcześniej kapel. Dzięki temu zamieniłem kilka słów ze wspomnianym wcześniej Jonne Järvelä, a także Kalle Savijärvi i Matti Johanssonem z Korpiklaani, Trollenmannem z Trollfest, oraz Włochami z Krampus – Tomasso Adriano, Davidem Zamparo i Leonardo Rizzim. Ten ostatni zapewnił mnie, iż Krampus chce iść bardziej w stronę metalcore’u, a ich kolejna płyta będzie miała zupełnie inny charakter. Ciekawe! Nie mogę się doczekać.

Przypuszczenia względem Heidenfest 2012 okazały się być błędne – z czego oczywiście bardzo się cieszę.

Jedynie moja opinia na temat Wintersun nie uległa zmianie – ale akurat tego byłem pewny najbardziej. Miło czasami przejechać się na własnej opinii i zamiast słabych występów zespołów supportujących, oglądnąć tak dobre sztuki, jakie zafundowali licznie zgromadzonej w krakowskim klubie Studio publiczności muzycy: Krampus, Varg i Trollfest. Korpiklaani, mimo krótkiego setu – zagrali bardzo żywiołowy koncert, który niejednokrotnie zmusił mnie do uśmiechu. Podsumowując – kolejna edycja Heidenfest przeszła do historii, a ja nie mogę się doczekać następnej! Folk metal to bardzo radosna muzyka, a koncerty wykonawców, związanych z tą sceną to zawsze gwarantowana zabawa!

Autor: Tomasz Kulig

Podobne artykuły

Relacja: The Dillinger Escape Plan, Shining – Warszawa 11.02.2017

Albert Markowicz

Relacja: Metalmania 2017, Katowice – 22.04.2017

Michał Bentyn

Relacja: Nocny Kochanek, Zenek, Mescalero – Wrocław, 24.03.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz