RELACJE

Relacja: Vader (Back to the Black Tour), Gdynia 29.11.2012

Czwartek nie jest najlepszym dniem na koncert, zwłaszcza w naszym kraju, gdzie nawet największe metalowe gwiazdy mają problem z wypełnieniem klubowych sal. Tak źle jednak nie było 29 listopada na koncercie w ramach trasy “Back to the Black”, której headlinerem była nasza duma narodowa i ikona polskiej ekstremy – formacja Vader. Obok niej na deskach gdyńskiego klubu Ucho wystąpiły również zespoły: Northern Plague, Calm Hatchery i Vedonist.

Pierwszy na scenę tuż po godzinie 19:00 wkroczyli członkowie białostockiego Northern Plague, którym przypadła niewdzięczna rola pierwszego otwieracza koncertu.

To trudne zadanie jednak w żadnym stopniu ich nie zniechęciło, bowiem black/death metalowy kwartet z gitarzystą i wokalistą Fenrisem na czele bardzo dobrze spisali się w tej roli. Co prawda, pod sceną nie mogliśmy zobaczyć zbyt wielu miłośników ekstremy, jednak ten fakt zupełnie nie wpłynął na grę chłopaków z Podlasia. Wyśmienita technika i duże zaangażowanie to czynniki, które sprawiły, że ich set mógł się naprawdę podobać.

Drugim zespołem w kolejności była pomorska formacja Calm Hatchery, która ma na swoim koncie dwa długogrające albumy “El-Alamein” z roku 2006 oraz “Sacrilege of Humanity” z 2010. Tym razem marka jaką wyrobili sobie podopieczni Selfmadegod Records za sprawą wspomnianych albumów, przyciągnęła znacznie liczniejszą publikę. Zaczęli mocno i z przytupem, a szalone, spazmatyczne wręcz ruchy frontmana zespołu spowodowały, że ich występ oglądało się z uśmiechem na twarzy. Wspaniałe solówki, które wychodzi spod palców Panzerhausera naprawdę zapierały dech w piersiach. Mimo pewnych problemów technicznych (spalony wzmacniacz wspomnianego gitarzysty) Calm Hatchery zaliczyli bardzo udany występ.

Ostatnim supportem przed gwiazdą wieczoru był pochodzący ze stolicy Vedonist.

Death metalowy kwintet zdecydowanie wyróżniał się za sprawą wokalisty, który dysponował tak potężnym rykiem, że równie dobrze mógłby odłożyć mikrofon na bok, a wszyscy by go doskonale usłyszeli. Poza tym jednak Vedonist nie powalił mnie na łopatki. Zagrali przyzwoicie, nie zabrakło ciężaru i solidnej młócki, jednak szczerze powiedziawszy bardziej do gustu przypadły mi techniczne popisy Calm Hatchery i ich poprzedników.

Zanim na scenę weszła nasza metalowa duma narodowa wśród publiczności mogliśmy zobaczyć prawdziwych przybyszy z innej planety.

A jeśli mowa o Vaderze to nie mogło zabraknąć przedstawicieli Imperium z “Gwiezdnych Wojen”. Pojawienie się dwójki szturmowców, którzy byli o wiele bardziej przyjaźnie nastawieni niż ich filmowi koledzy i chętnie pozowali do zdjęć z każdym fanem. W końcu jednak nadeszła pora na to na co wszyscy czekaliśmy. Przy dźwiękach epickiego intro na scenie ujrzeliśmy Petera i spółkę.

Jako, że był to wieczór wspomnień, jak sam to określił frontman formacji, Vader zaczął z wysokiego C, bowiem na pierwszy ogień poszedł legendarny “Sothis”. Następne w kolejności były utwory z klasycznego katalogu zespołu – “The Wrath” oraz “Fractal Light”. Około trzystu fanów grupy taki zestaw musiał przypaść do gustu. Widać to było pod samą sceną, gdzie najbardziej zagorzali wielbiciele wyrażali to intensywnym moshingiem. Sam zaliczam się do fanów Vadera (właśnie nadrabiam zaległości) z nowszego okresu, więc szczególnie ucieszyłem się gdy usłyszałem numery z ostatniego “Welcome to the Morbid Reich”- “Return to the Morbid Reich” i przede wszystkim “Come and See my Sacrifice”.

Wcześniej Vader zaserwował nam inne klasyki z “Black to the Blind” – m.in. uwielbiany przez publikę “Carnal” i utwór tytułowy.

Warto wspomnieć również o poszczególnych muzykach: Marek Pająk – jak zwykle bezbłędny, Hal – niestety słabo słyszalny, co jednak przy tak ekstremalnej sztuce nie jest wyjątkiem, James – dał z siebie wszystko, o czym najlepiej świadczyły litry potu ściekające z jego twarzy, doświadczony Peter – w świetnej formie wokalnej jak zwykle doskonale spisywał się w roli frontmana. Po ponad godzinnym show Vader pożegnał się z fanami by po chwili powrócić i dobić wszystkich zgromadzonych zabójczym “This is War” i dwoma absolutnymi klasykami – “Black Sabbath” oraz “Raining Blood” wiadomo czyjego autorstwa.

Krótko mówiąc, czwartkowy wieczór w gdyńskim Uchu głównie za sprawą headlinera mogę zaliczyć do udanych.

Wysoka forma i profesjonalizm muzyków wręcz emanowały ze sceny, co udzieliło się również trójmiejskiej publiczności, która mimo nie za dużej frekwencji spisała się na medal. Słowa pochwały należą się również supportom, które dobrze spełniły swoje zadanie. I jeszcze jeden plus dla muzyków Vadera za dotrzymanie obietnicy i wyjście do fanów po zakończonym występie. Wielkie brawa Panowie! Dziękujemy!

Autor: Dawid Makowski

Podobne artykuły

Relacja: Rebellion Tour II, Częstochowa – 23.10.2010

Tomasz Koza

Relacja: Mastodon, Russian Circles – Warszawa, 11.11.2017

Albert Markowicz

Relacja z Impact Festival: Tool, Alice in Chains – Kraków, 11.06.2019

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz