RELACJE

Hołd dla Pantery – relacja z koncertu Philipa Anselmo & The Illegals, Warszawa 14 lipca

Ostatni koncert Pantery miał miejsce 25 sierpnia 2001 w Japonii, czyli niemal dokładnie 18 lat temu. W Polsce zespół nie gościł ani razu, a jedyny zaplanowany koncert – w 2001 roku – został ostatecznie odwołany. Fani metalu znad Wisły mieli więc nikłą szansę, aby zobaczyć jeden z najważniejszych metalowych zespołów lat 90. na żywo.

Po śmierci Dimebaga Darrela i jego brata Vinniego Paula powrót tej legendarnej kapeli jest absolutnie wykluczony, ale mimo wszystko magia zespołu Pantera wciąż przyciąga. Najlepiej świadczyć może o tym wyprzedany do ostatniego biletu koncert Philipa Anselmo & The Illegals, który od dawna zapowiadano jako hołd dla twórczości Pantery. Czy faktycznie warto było w niedzielny lipcowy wieczór udać się do warszawskiej Progresji i wziąć udział w tym wydarzeniu? Oj, tak!

Zanim przejdę do właściwej relacji, chciałem tylko zwrócić uwagę, że Anselmo & The Illegals grający utwory Pantery to w zasadzie nic niezwykłego

Od samego początku działalności koncertowej, czyli od 2013 roku w setlistach składu znajdowały się pojedyncze utwory Pantery, czasem było ich nawet kilka.

Czy zatem koncert z 14 lipca 2019 roku różnił się czymś zasadniczo? W kwestii muzycznej i wykonania raczej nie. Warto jednak zwrócić uwagę, że cały set, czyli 10 utworów, składał się wyłącznie z kawałków Pantery. Symbolicznie jednak miał duże znaczenie. Przede wszystkim dlatego, że minął dokładnie rok od przedwczesnej śmierci Vinniego Paula Abbotta, czyli brata zastrzelonego w 2004 roku Darrela Abbotta – obaj w pierwszej połowie lat 80. założyli Panterę i byli jej najważniejszymi ogniwami. Nawet po śmierci Dimebaga część fanów łudziła się, że Vinnie Paul pogodzi się z Anselmo i Pantera w jakiejś formie wróci – czy to na pojedynczy występ, czy na trasę. Wraz z jego śmiercią nawet ta płonna nadzieja zniknęła bezpowrotnie.

Zresztą o wyjątkowości tego koncertu i całej trasy wspominał w Progresji sam Anselmo

Stwierdził, że w kontekście śmierci Vinniego granie numerów Pantery stało się dla niego ważniejsze niż kiedykolwiek. „To hołd i celebracja” – mówił do zgromadzonej w Warszawie publiczności. Taki zespół, jak Pantera można było uczcić tylko w jeden możliwy sposób – roznosząc fanów w drobny mak mocą, energią i kotłującymi się emocjami. Tak też się stało.

Jeszcze przed zagraniem pierwszego dźwięku, tuż po wyjściu na scenę, publiczność zgotowała Anselmo i zespołowi taką wrzawę, że widać było na ich twarzach zaskoczenie. Anselmo szybko złapał dobry kontakt ze słuchaczami i komplementował ich.

Wspominał, że kolegom z zespołu mówił, żeby nie oceniali innych koncertów na trasie, przed przyjazdem do Warszawy. Tam zobaczą prawdziwe szaleństwo.

Pierwsze dźwięki „Mouth For War” tylko utwierdziły go w tym przekonaniu

To, co działo się pod sceną, można określić jednym słowem – OBŁĘD! Ludzie, którzy liczyli, że uda im się złapać jakąkolwiek fotkę w popłochu chowali telefony, bo ryzyko wytrącenia go z ręki było zbyt duże. Ci, którzy nie wpadli w kocioł pod sceną, nie pozostawali jednak bierni i wściekle wykrzykiwali wraz z Anselmo kolejne wersy. Trudno wyobrazić sobie lepsze otwarcie.

Anselmo w Warszawie

Potem zabójcze numery leciały jak z rękawa

„Becoming”, „Yesterday Don’t Mean Shit”, czy „I’m Broken”. Podczas tego ostatniego na scenie pojawił się jeden z fanów, który na przygotowanym banerze napisał, że chciałby ten numer zaśpiewać ze swoim idolem. Anselmo zaprosił go więc do siebie. Chłopaka wprost rozpierała energia, a porządkowi co chwila musieli pilnować, czy nie wpadnie na pozostałych członków zespołu. Niektórzy mówią, że była to ustawka, choć sam zainteresowany na Facebooku napisał, że nie jest to prawdą, a baner przygotowywał tamtego dnia rano, wcale nie licząc na to, że uda mu się w ogóle pokazać go Anselmo.

Phil Anselmo podcza skoncertu w Warszawie

Sam muzyk po każdym numerze wyrażał się bardzo ciepło o publiczności, a show określił jako najlepszy na trasie. Zgromadzeni fani nie pozostawali dłużni i co chwila skandowali „ANSELMO! ANSELMO!”, a także nieśmiertelne „Napierdalać!”. Wokalista chyba był tym autentycznie wzruszony. Mówił też, że koncert w Warszawie przypomina mu występy z najbardziej szalonych dla Pantery lat 90. Trudno chyba o większy komplement.

Zresztą sam Anselmo sprawiał niezłe wrażenie

Wokalnie poradził sobie bardzo dobrze. Nigdy nie słynął ze szlachetnego śpiewu; raczej z wściekłego krzyku i faktycznie te emocje dało się wyczuć. Znane są też jego bardzo poważne problemy z plecami, więc o całkowitym szaleństwie na scenie nie może być mowy, ale na pewno nie wyglądał na kalekę czy emeryta.
Doceniony przez fanów został też zespół, którego nazwa również była ochoczo skandowana.

Philip H. Anselmo & the Illegals

Nikt co prawda nie będzie w stanie odegrać partii Dimebaga tak, jak on sam

Niemniej utwory, a zwłaszcza solówki było odegrane z szacunkiem – tak wiernie, jak tylko się dało. Po koncercie spotkałem się z opiniami, że nagłośnienie mogłoby być lepsze, że przesadzono z niskimi dźwiękami, że była ściana dźwięku. No cóż, wszystko to prawda, ale w mojej ocenie, nie zepsuło to odbioru całości.

Niektórzy narzekali też, że set był za krótki, że nie zagrali kilku ważnych utworów (pełna setlista z koncertu – poniżej), że nie zagrali któregoś utworu w całości. Szczerze to trudno mi słuchać tego jojczenia. Naprawdę każdy, kto tamtego wieczoru bawił się na tym koncercie, wziął udział – w mojej ocenie – w wydarzeniu wyjątkowym.

Muzycy mogli przyjechać, odegrać kawałki ze swojej nowej płyty, na bis dać „Walk” czy inny klasyk i z czystym sumieniem wrócić do hotelu. Dali nam ponad godzinę muzyki Pantery w wersji obecnie możliwie najbliższej w stosunku do oryginałów. Dla mnie występ Philipa Anselmo & The Illegals w Warszawie to murowany kandydat do tytułu koncertu roku.

Philip H. Anselmo & the Illegals

Philip Anselmo & The Illegals, Progresja, Warszawa 14.07.2019 setlista:

1. Mouth For War
2. Becoming
3. Yesterday Don’t Mean Shit
4. I’m Broken
5. This Love
6. Walk
7. Fucking Hostile
8. Hellbound
9. Domination/Hollow
10. A New Level

W roli supportu wystąpił polski Mentor. Na kilka dni przed koncertem odwołano występu drugiego zapowiadanego zespołu z Polski, czyli Minetaura.

Fot. Szymon Grzybowski; MetalNews.pl

Podobne artykuły

Szwedzki potop dźwięku. Meshuggah zagrała w Warszawie

Albert Markowicz

Relacja: Hirax w Polsce, Warszawa – 04.11.2011

Tomasz Koza

Relacja: Lamb Of God W Polsce, Warszawa – 25.05.2010

Tomasz Koza

1 komentarz

Niedzwiedz 19 lipca 2019 at 18:06
0

Widziałem już na żywo większość zespołów do których zawsze odczuwam słabość ale to Anselmo mnie zmiażdżył najbardziej. Minęło 5 dni, a ja ciągle żyję tym co działo się w progresji w minioną niedzielę. Philip wracaj jak najszybciej, tym razem wezmę znajomych !

Odpowiedz

Zostaw komentarz