Image default
RELACJE

Relacja: Hope, Down to the Heaven – Klub Latawiec, Będzin, 17.11.2018

Niedawno na łamach MetalNews.pl chwaliłem debiutancką płytę bielskiego Down to the Heaven. Grupa wystąpiła w będzińskim klubie Latawiec w roli supportu nu metalowej formacji Hope.

Down to the Heaven zaprezentowali materiał z debiutanckiej płyty „[ level – 1 ]”.

Grupa zapowiadała koncert słowami: „Będzie klimat, mrok i ciężar!”. I dokładnie tak mogę w skrócie opisać występ Down to the Heaven. Materiał zabrzmiał bardzo mrocznie i klimatycznie, ale miałem wrażenie, że nieco inaczej, niż na płycie. Powiedziałbym, że bardziej organicznie i naturalnie. Brzmienie zespołu było mniej sterylne i mechaniczne. Pomimo wszechobecnej elektroniki, która dodaje muzyce zespołu dodatkowego charakteru.

Ja czekałem na mój ulubiony „Unbroken”, który zabrzmiał niesamowicie brutalnie i jeszcze bardziej wściekle, niż na płycie. Tu słowa uznania dla nowego wokalisty grupy, Tomasza Indyki pełniącego również rolę wokalisty w folk metalowej grupie Netherfell. W „Unbroken” niemal dosłownie wypluł trzewia.

Krótki oddech od brutalnej nawałnicy, zgromadzona publiczność dostała w postaci instrumentalnej, nastrojowej kompozycji „No Vision”. Tu zespół pokazał spokojniejszą, bardziej liryczną stronę.

Trwający nieco ponad pół godziny koncert, Panowie z Down to the Heaven zakończyli bardzo chwytliwym utworem „We Are”. Tu za mikrofonem wokalistę wspomógł Damian Staniec, odpowiadający w zespole za szeroko rozumianą elektronikę.

Pora na Hope, gwiazdę wieczoru.

Nie będę ukrywać, że nie przepadam za nu metalem. Połączenie melodyjnych riffów z rapowym wstawkami niezbyt do mnie przemawia. Nie zmienia to faktu, że ogromnego potencjału koncertowego nie można gatunkowi odmówić. A ekipa Hope potwierdziła to na koncercie w stu procentach.

Zespół zaprezentował przekrojowy materiał, rozpoczynając od debiutanckiej EPki pt. „Join the Gang” („Voice of the Underground”), poprzez pełnometrażowy debiut „da best of” (m.in. „Dog ‘z’ Out”, „Go(giv) Ahead”, „Kut da Bullshit”, „Evrytheng”).

Nie mogło zabraknąć entuzjastycznie przyjętego przez publiczność „Ice Ice Baby” z repertuaru Vanilla Ice, zagranego rzecz jasna dużo agresywniej, niż w oryginale. Wokalista grupy, Kroto, powiedział w pewnym momencie, że na koncercie grają „nowe gówno”. Nie Panowie, żadne gówno, tylko zawodowy materiał na światowym poziomie.

Grupa ogrywa obecnie materiał z nadchodzącej, drugiej płyty.

Premiera „Name It” zaplanowana jest na 18 stycznia 2019r., a krążek w przedsprzedaży można będzie zamawiać od 06 grudnia br. Materiał z płyty „Name It” wypełnił znaczną część koncertu. Ekipa Hope zagrała m.in. „Most Bida Muzik”, „Lego”, „Miło”, „No War”. Utwory, podobnie jak starsze nagrania, utrzymane w nu metalowym, agresywnym, ale chwytliwym tonie.

Oba zespoły pokazały się na scenie z najlepszej strony.

Down to the Heaven bezkompromisową, brutalną rozwałką, a Hope spójnym wizerunkiem i świetnym kontaktem z publicznością. Widać, że dla Hope nie jest ważne, czy grają na festiwalu rozmiaru Pol’and’Rock Festival, czy w małym klubie dla 30 osób – za każdym razem dają z siebie wszystko. I to jest bardzo cenne.

Po koncercie, zgodnie z zapowiedzią, odbyło się losowanie. Wybrany szczęśliwiec stał się posiadaczem vouchera o wartości 400zł na tatuaż w rybnickim Studio Tatuażu Ink-Ognito.

„Zmieniamy świat”

Na koncercie Hope + Down to the Heaven nie nudziłem się ani chwili. Oba zespoły prezentują niesamowicie wysoki poziom.

Hope zakończyli koncert utworem „We Change Da World”. Obu zespołom życzę, by udało mi się zmienić ten świat. Potencjał jest ogromny.

Fot. Paweł Kurczonek; MetalNews.pl

Podobne artykuły

Relacja: All Hope Is Gone Tour (Warszawa, Torwar)

Tomasz Koza

Relacja: DevilDriver 21.06.2010 – Kraków, Loch Ness

Tomasz Koza

Relacja: Satyricon, Suicidal Angels, Fight The Fight – Warszawa, 15.10.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz