RELACJE

Ogień w kotle czarownic – relacja z koncertu Rammstein, Chorzów 24 lipca

Po ostatniej wizycie w naszym kraju niemiecka grupa Rammstein praktycznie trzy lata kazała nam czekać na kolejny koncert w Polsce. Kapela nie próżnowała jednak przez ten czas, ponieważ powróciła do nas z nowym materiałem oraz nowym show scenicznym. Czy Rammstein dalej plasuje się w ścisłej czołówce jeśli chodzi o koncertowe show? I czy Till z ekipą dalej trzymają poziom w kwestiach muzycznych? Tego dowiecie się z poniższej relacji.

Niemrawy początek

Przyznać muszę, że po przybyciu na teren chorzowskiego kotła czarownic zauważyć można było (zwłaszcza na trybunach), że duża część ludzi ma zamiar zjawić się na stadionie w okolicach godziny 21:00, czyli na planowym rozpoczęciu koncertu Rammsteina. I niestety, nie dziwi to, ponieważ support wydawał się czymś niezbyt interesującym.

W roli tej zaprezentować miały się bowiem dwie kobiety występujące pod szyldem Duo Jatekok, które wykonują piosenki Rammsteina w aranżacji…. fortepianowej. Brzmi dość oryginalnie, czyż nie? Chociaż w sumie i tak lepsze to niż support, który zaprezentował się przed grupą KISS w Krakowie – tam wystąpił bowiem David Galibardi, który jest !malarzem! i przez pół godziny rysował obrazy na scenie.

Wracając jednak do pań z Duo Jatekok – zaprezentowały się solidnie, ich “plumkanie” na fortepianie mogło się podobać, jednak widać było, że większość publiczności po kilku utworach była już znudzona i odliczała tylko do występu głównej gwiazdy.

Po supporcie czekało nas jeszcze piętnaście minut muzyki puszczanej z taśmy i nagle po 21 z głośników zaczyna dobiegać suita George’a Händle’a, która na tej trasie otwiera koncerty Rammsteina. Mija jeszcze chwila i muzycy zaczynają wychodzić na scenę…

Klasyka wymieszana z nowościami

Jako pierwszy na scenie pojawił się perkusista Christoph Schenider następnie dołączyła do niego reszta zespołu – Richard Krupse i Paul Landers na gitarach, Oliver Riedel na basie i Christian Lorenz na klawiszach. Na samym końcu pojawił się frontman grupy – Till Lindemann, który rozpoczął show odśpiewując pierwsze wersy “Was Ich Liebe” pochodzącego z nowej płyty grupy.

W ramach kolejnych piosenek grupa postanowiła połączyć kilka starych klasyków z najnowszym materiałem z wydanego w tym roku krążka. Usłyszeliśmy zatem zarówno klasyki takie jak “Mein Herz Brennt”, czy “Sehnsuchst”, ale także nowe utwory – “Tattoo” i “Zeig Dich”.

Na pierwsze teatralne aspekty show czekać musieliśmy do siódmego kawałka, czyli do “Puppe”

Na scenie pojawił się wtedy bowiem wielki wózek dla dzieci z lalką, która co chwile była podpalana przez Tilla. Ciekawy efekt dało także to, że Lindemann na tę piosenkę założył coś w stylu monoklu który pokazywał na ekranie publiczności to na co spoglądał akurat frontman grupy. Mogliśmy zatem z pierwszej osoby podziwiać płonące truchło lalki. Mają chłopaki rozmach – nie powiem, że nie. A najlepsze miało być jeszcze przed nami!

W międzyczasie grupa odegrała jeszcze “Heirate Mich” ze swojego debiutanckiego albumu (które na tej trasie powróciło do setlisty pierwszy raz od 2001!) oraz akustyczny numer “Diamant”, który dał publiczności trochę wytchnienia od pogowania i przy okazji okazał się być pierwszą okazją do rozświetlenia chorzowskiego stadionu latarkami telefonów i zapalniczkami.

Techno, ognie i przeboje

Chwilę po “Diamancie” czekało na nas kilka minut z muzyką techno. Nie, nie przeczytaliście źle – Richard Kruspe przedstawił bowiem ze specjalnej konsolety didżejowskiej swój remix utworu “Deutschland”, który za sprawą teledysku jakiś czas temu wywołał wśród odbiorców spore kontrowersje.

W czasie gdy Kruspe bawił się za konsoletą, reszta zespołu przyodziała specjalne stroje ozdobione ledowymi lampami i odtańczyła na scenie specjalną choreografie. Ciekawie się to oglądało, aczkolwiek niezbyt rozumiem zamysł takiego eksperymentu.

Na szczęście, od razu po tym grupa sięgnęła po studyjną wersję “Deutschland”, która wyszła o niebo lepiej. Następnie usłyszeć mogliśmy singlowy “Radio” oraz “Mein Teil”, który jak zwykle okraszony był podpalaniem klawiszowca zespołu specjalnie przygotowanymi miotaczami płomieni.

Na sam koniec podstawowego setu kapela przedstawiła prawdziwy przekrój największych hitów – był koncertowy gigant “Du Hast”, było “Sonne” podczas którego praktycznie cały stadion poczuł wydzielający się zewsząd ogień oraz jak zwykle majestatyczne i spokojne “Ohne Dich”.

Bis pełen energii

Bisy rozpoczął “Engel” wykonany na pobocznej scenie razem z Duo Jatekok na pianinie za sprawą którego całość stadionu po raz kolejny zabłysnęła jasnymi światłami telefonów. Na główną scenę grupa powróciła przy pomocy zgromadzonych w Chorzowie fanów – ludzie przenieśli ją bowiem nad głowami na specjalnych pontonach.

Bisy rozpoczął ostatni singiel grupy – “Ausländer”, który idealnie wpasował się w sposób w jaki muzycy wrócili na scenę. Następne utwory natomiast, były już kompletnym obłędem jeśli chodzi o kwestie sceniczne.

W “Du Riechst So Gut”, Lindemann wymachiwał olbrzymim płonącym łukiem, w “Pussy” strzelał w publiczność pianą oraz konfetti, a w Rammstein z maszyny znajdującej się na jego plecach buchały olbrzymie płomienie.

Całość koncertu zakończyło “Ich Will” z trzeciego albumu studyjnego Rammstein

Ostatnie podziękowanie publiczności, ostatni ukłon i kapela zniknęła ze sceny. Dwie godziny solidnego i efekciarskiego grania. Tego właśnie można było oczekiwać po pionierach Neue Deutsche Härte.

Warto było czekać dwa lata na koncert Rammstein w Polsce?

Odpowiedź jest prosta – warto było. Rammstein to dalej wysoka półka zarówno w kwestiach muzycznych, jak i scenicznych. Co prawda, Lindemannowi zdarzają się mniejsze, bądź większe fałsze, aczkolwiek w koncertowym ferworze zazwyczaj nie zwraca się na nie uwagi.

Reszta chłopaków natomiast prezentuje bardzo dobry poziom i (przynajmniej w Chorzowie tak było) nie da się zauważyć po nich jakiegokolwiek zmęczenia graniem. Na duży plus także scena, której rozmiary pobiły praktycznie dwukrotnie to co Guns N’ Roses przywieźli rok temu na śląski kocioł czarownic.

Werdykt zatem jest prosty – kto Rammsteina jeszcze nie widział, niech jak najszybciej kupuje bilety koncerty na przyszłoroczną trasę po Europie! W rozpisce koncertowej na przyszłe lato znajdziemy bowiem między innymi Warszawę.

A poniżej sprawdzić możecie dokładną rozpiskę utworów, którą Rammstein zaprezentował w Chorzowie:

1. Was ich liebe
2. Links 2-3-4
3. Tattoo
4. Sehnsucht
5. Zeig dich
6. Mein Herz brennt
7. Puppe
8. Heirate mich
9. Diamant
10. Deutschland Remix + Deutschland w wersji oryginalnej
11. Radio
12. Mein Teil
13. Du hast
14. Sonne
15. Ohne dich

Bisy:

16. Engel
17. Ausländer
18. Du riechst so gut
19. Pussy
20. Rammstein
21. Ich will

Fot. Paweł Kurczonek – Magnetoff/on – słowem w dźwięk

Podobne artykuły

Relacja: Wardruna, Kaunan – Zabrze, 19.10.2017

Tomasz Koza

Relacja: Septicflesh, Krisiun, Diabolical, Science of Disorder – Klub Proxima, Warszawa, 07.04.2019

Dominika Kudła

Relacja: Einar Selvik – Poznań 04.03.2017

Lena Knapik

1 komentarz

Artur 8 sierpnia 2019 at 09:40
0

Ciekawa recenzja i fajnie się to czyta. Czytałoby się lepiej, gdyby nie literówki w tytułach utworów i nazwiskach członków zaespołu. Czyli – oprócz treści warto zadbać jeszcze o formę. Jak przystało na rangę portalu.

Odpowiedz

Zostaw komentarz