Relacja: Perturbator, H.EXE, Favorit89 – Wrocław, 08.06.2017

Perturbator, czyli kryjący się za tą nazwą James Kent, jest jedną z czołowych postaci współczesnej sceny synthwave/retro electro, która to, pomimo iż może nie jest jeszcze największa, cały czas zyskuje na popularności, również w Polsce. Najlepszym tego dowodem są dosyć częste ostatnio wizyty francuskiego mistrza w naszym kraju, oraz szczelnie wypełnione kluby podczas jego występów. Nie inaczej było w miniony czwartek we wrocławskiej Pralni, gdzie temperatura momentami była tak wysoka, że z lokalu wyszedłem kompletnie mokry, jak po – nomen omen – solidnym praniu. Zapraszam na relację z tego wydarzenia.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tekst dotyczący elektronicznego, „syntetycznego” koncertu może nie zainteresować czytelników portalu poświęconego muzyce metalowej, jednak nie da się ukryć, że Perturbator ma bardzo wielu zwolenników wśród fanów ciężkiej muzy. Któż z nas nie lubi przecież klimatów dawnych filmów Sci-Fi, retrofuturyzmu czy też gier komputerowych, hołdujących tamtym czasom – całej tej mroczniej strony lat 80-tych. Na czwartkowym koncercie mogliśmy zaobserwować mały przekrój społeczny, jeżeli chodzi o subkultury czy style ubioru – efektownie wyglądający goci mieszali się z długowłosymi „metalami” oraz pozostałymi imprezowiczami. Wszyscy jednak bawili się przednio, a płyta pod sceną pulsowała i skakała non stop przez cały czas trwania występu. Klub Pralnia jest stosunkowo niewielkim miejscem (mowa o sali koncertowej), dosyć klaustrofobicznym i dusznym. Duża liczba osób, zero przewiewu, głośna muzyka połączona ze światłami, stroboskopami i miotaczem ognia za plecami Kenta, sprawiły, że był to – dosłownie – jeden z najgorętszych koncertów, na jakich byłem w życiu. Pot lał się strumieniami, podłoga i ściany dosłownie się lepiły, a artysta nie dał nam nawet chwili wytchnienia – przerw między utworami praktycznie nie było. Brakowało jeszcze tylko krwawego deszczu, jak z filmu „Blade”. Set trwał trochę ponad godzinę, chociaż przy tej intensywności to zdecydowanie wystarczyło. Perturbator promuje na tej trasie swoją ostatnią płytę, wydaną w zeszłym roku „The Uncanny Valley”, stąd też nie mogła dziwić silna reprezentacja utworów z tego krążka. Usłyszeliśmy między innymi „Neo Tokyo”, „Disco Inferno”, „Venger” czy „She Moves Like Knife”. Z rzeczy starszych, nie mogło zabraknąć „Future Club”, znakomitego „Satanic Rites”, „Technoir”, oraz oczywiście granego tradycyjnie na koniec „Perturbator Theme”. Jak widać, James Kent zaserwował nam swoiste „best of” swojej twórczości, chociaż fani gry „Hotline Miami” mogli poczuć się lekko zawiedzeni, że nie dane było im usłyszeć „Vengance” czy „Miami Disco”, pochodzących z jej ścieżki dźwiękowej. Narzekać jednak nie można, bowiem tak silna i skondensowana dawka pierwszoligowej elektroniki z pewnością „wybawiła” każdego, kto zdecydował się przyjść tego dnia do klubu.

Warto też zaznaczyć, że przed główną gwiazdą wystąpili Favorit89 oraz lokalny H.EXE.
Mi niestety udało się zdążyć tylko na końcówkę H.EXE, ale sądząc po bardzo entuzjastycznej reakcji widowni, koncert z pewnością się podobał.

Wrocławskim występem Perturbator potwierdził swoją silną pozycję na arenie synthwave i mrocznej muzyki elektronicznej. Przez cały wieczór, Kent nie odezwał się do publiczności ani razu, jednak też tak naprawdę nie musiał – wszyscy wiedzieli, po co tutaj przyszli i dostali to w stu procentach. A kto był dodatkowo jeszcze czujny przy wyjściu z klubu, ten mógł dostrzec zakapturzonego muzyka stojącego nieopodal szatni, gdzie chętnie pozował do zdjęć i ucinał sobie krótkie pogawędki z fanami. Będący w takiej formie Perturbator mógłby grać we Wrocławiu co tydzień – chętnych na pewno by nie zabrakło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *