RELACJE

Relacja: Frontside (Rock ‘n’ roll Tour) – Gdańsk, 29.03.2014

Wspaniały wiosenny dzień jaki zaserwowała nam matka natura w sobotę 29 marca 2014 od samego rana zapowiadał, że skończy się równie pięknie jak się zaczął. A wszystko to za sprawą trasy Non Stop Rock n’ Roll Tour, która zawitała tego dnia do gdańskiego klubu B90. Tego wieczoru na deskach zaprezentować się mieli w następującej kolejności: Naked Brown, Chainsaw, Virgin Snatch oraz gwiazda wieczoru – Frontside. Nie obyło się oczywiście bez opóźnienia, ale dzięki temu udało mi się szczęśliwie zdążyć na wszystkie zespoły.

Na pierwszy ogień poszła lokalna załoga Naked Brown, którą określiłbym mianem polskiego odpowiednika jednej z moich ulubionych formacji – Clutch. Wydawać by się mogło, że występując przed weteranami polskiej metalowej sceny grupa z Gdańska została skazana na pożarcie. Nic z tych rzeczy! Dzięki swojej znakomitej mieszance energetyczne rock n’ rolla i hard rocka muzycy doskonale spisali się w swojej nieco niewdzięcznej roli otwieracza. Każdy fan w/w gatunków z pewnością znalazł coś dla siebie: były i kurczaki i cycki a także „Gwiezdne Wojny”, a wszystko to podlane apetycznymi solówkami i gardłowym głosem wokalisty. A jako, że nic nie wskazuje by Clutch wkrótce zawitał do naszego kraju bardzo gorąco polecam wszystkich zapoznanie się z Naked Brown. Trzeba też oddać Naked Brown, iż mimo, że słychać w ich muzyce silne inspiracje amerykańskimi hard/heavy metalowymi kapelami posiadają oni swój własny sound i wkładają w swoje granie całe serce.

Po gdańszczanach przyszła pora na bydgoski Chainsaw. Powiem szczerze, że nie miałem jakichś szczególnych oczekiwań przed ich występem. Pamiętam, że widziałem ich kilka lat temu supportujących Vadera i nie zostałem porwany. Dzisiejszego wieczoru jednak zmieniłem zdanie na temat Chainsaw o 180 stopni. Heavy metal w wykonaniu autorów „War of Words” brzmiał 10 razy bardziej „heavy” niż tradycyjny metal. Podwójną stopę słychać było niemal bez przerwy, a gardłowy formacji zaserwował nam prawdziwą paletę dźwięków – od wysokich do niemal growlowanych partii. Warto dodać, że oprócz autorskiego świetnego materiału Chainsaw zaprezentował nam jeden interesujący bonus w postaci mariażu tekstu „We Will Rock You” Queen i muzyki „Paranoid” Black Sabbath. Był to bardzo ciekawy zabieg, który porwał znaczną część publiczności w B90.

Przyznam szczerze, że przed setem trzeciej w kolejce załogi z Virgin Snatch zacierałem ręce i spodziewałem się dużej ilości ognia oraz siarki. Na samym wstępie dodam, że ja się nie zawiodłem. Nie można niestety tego powiedzieć o samym frontmanie VS „Zielonym”, który pod koniec występu stwierdził, że raz bywa lepiej a raz gorzej. Co prawda, zabrakło mi paru kawałków z ulubionego „Act of Grace”, niemniej „Zielony” i spółka podobnie jak wcześniejsze kapele włożyli w swój koncert całe serca. Szkoda, że publika pod koniec setu Virgin Snatchzdawała się być jakby nieco zmęczona. Być może fani zgromadzeni tego wieczoru w B90 oszczędzali siły na gwiazdę wieczoru? A może ich reakcja wynikała z tego, że nie wszyscy zapoznali się jeszcze z nową płytą grupy „We Serve No One”, z której kawałki stanowiły znaczną część ich setu? Wydaje się, że wszystko na to wskazywało. Trochę szkoda bo zarówno instrumentaliści jak i wokalista znajdowali się tego dnia w świetnej formie.

Tak jak spodziewałem się od samego początku najlepsze było dopiero przede mną. Już od pierwszy dźwięków „Nie Ma Chwały Bez Cierpienia” wiedziałem, że Frontside nie pozostawi żadnych złudzeń wszystkim obawiającym się o ich koncertową formę. Obawy te jak wiadomo wiązały się z premierą ich ostatniej, kontrowersyjnej płyty „Sprawa Jest Osobista” . Mimo, że grupa zagrała aż(!) 3 kawałki ze wspomnianego albumu, w tym radiowe „Wszystko albo Nic” ich set został zdominowany przez to co tygryski lubią najbardziej – czyli stary dobry Frontside nie zostawiający żadnych jeńców na swojej drodze. Sobotni wieczór upłynął m.in. pod znakiem „Bóg Stworzył Szatana”, „Zniszczyć Wszystko”, „Wspomnienia Jak Relikwie”, „Zapalnik” czy zagranego na sam koniec wspaniałego (obyło się bez bisów) „Naszym Przeznaczeniem Jest Płonąć”. Nie zabrakło też pamiątkowej fotki publiczności wykonanej przez Darona, która trafi/lub trafiła już na facebooka grupy. Frontside zaliczył tego dnia występ kompletny, bowiem nie zabrakło ani rzeźni ani ognia, a za sprawą „Legendy” czy „Wszystko albo Nic” na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Czapki z głów! Ja już czekam na kolejny występ Frontside w Trójmieście i mam nadzieję, że będzie on równie udany jak ten dzisiejszy!

Gdynia, 29.03.2014

tekst: Dawid Makowski

Podobne artykuły

Relacja: All Hope Is Gone Tour (Warszawa, Torwar)

Tomasz Koza

Relacja: Heidenfest, Kraków 28.10.2012

Tomasz Koza

Relacja: Brutal Assault XVII – Jaromer, Czechy – 08.08 – 11.08.2012

Tomasz Koza

Zostaw komentarz