RELACJE

Relacja: Swedish Empire Tour: Sabaton, Eluveitie oraz Wisdom, Kraków 03.03.2013

Wraz z początkiem marca 2013 roku, nasz kraj ponownie odwiedził power metalowy “potop szwedzki”, zajmując cztery duże miasta Polski i nie biorąc jeńców. Tym razem, zdobywający z miesiąca na miesiąc coraz większe uznanie wśród polskiej publiczności muzycy Sabaton odwiedzili w dniach 1-5 marca: Wrocław, Warszawę, Kraków oraz Poznań, wyprzedając niemal każdy z koncertów. Mimo, iż do wielkich fanów zespołu nie należę, z ciekawości wybrałem się na ich krakowski występ. Na moją decyzję niewątpliwie wpłynął fakt, iż support przed Szwedami grali wyśmienici folk/death metalowi Szwajcarzy z Eluveitie.

Bez zbędnego przynudzania, przejdźmy do relacji.

Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, gdy dowiedziałem się, że Sabaton zagra w Krakowie był wybór miejsca. Hala Wisły, tak bardzo przecież (nie)sławna przez swoją tragiczną akustykę wydawała się być najgorszym możliwym wyborem, zważając na intensywność muzyki. Sądziłem, że power metalowe riffy w starciu z fatalną akustyką będą musiały uznać wyższość sportowej architektury. Nie mniej – po raz pierwszy myliłem się w tej kwestii! Koncert zabrzmiał rewelacyjnie!

Na miejsce przyszedłem chwilę po planowanym rozpoczęciu koncertu Wisdom, więc Węgrzy już się produkowali (krakowscy promotorzy stają ostatnio na głowie, by koncerty rozpoczynały się punktualnie i przebiegały sprawnie, za co zasługują na gromkie brawa). Jak wspominałem na wstępie, power metalowe, patetyczne dźwięki nie należą do moich ulubionych, toteż zająłem miejsce na trybunach, dzięki czemu mogłem mieć doskonały wgląd i “wsłuch” na to, co działo się na scenie i z malkontenckim uśmieszkiem na twarzy słuchałem tego, co przygotowali dla słuchaczy muzycy Wisdom.

Zabrzmiało kilka kompozycji z ostatniej płyty Wisdom (“Judas”), jak również kilka starszych kompozycji i cover utworu Iron Maiden (“Wasted Years”). Rolę rozgrzewacza Węgrzy wykorzystali wyśmienicie, porywając tłumy (co rzadko zdarza się pierwszej kapeli). Po kilkunastu minutach od zakończenia występu Wisdom, scenę zajęli Szwajcarzy z Eluveitie.

Z głośników polały się dźwięki prologu, które płynnie przeszły w “Helvetios”.

Tuż po tym numerze, wokalista zespołu – charyzmatyczny jak zwykle Chrigel Glanzmann zapowiedział, iż zespół wyruszył w trasę bez jednej ze skrzypaczek jak i wokalistek, nie mniej – zrobi wszystko co w jego mocy, aby “skopać tyłki zebranej publiczności”. I nie oszukujmy się – to właśnie zrobił! Zabrzmiała większość kompozycji z ostatniego krążka Eluveitie (m.in.: “Luxtos”, “Havoc”, “The Uprising” czy “Home”) oraz po jednym numerze z “Everything Remains As It Never Was” (“Thousandfold”) i “Slania” (kultowe “Inis Mona”, odśpiewane płynnie wraz z krakowską publicznością).

Muzycy Eluveitie byli na scenie niezwykle ruchliwi i swobodni. Chrigel biegał, zagadywał publiczność i zmieniał kolejne instrumenty ludowe. Gitarzyści wymieniali się miejscami (i solówkami) – świetnie się przy tym bawiąc. Niespełna godzinny set Eluveitie minął jednak bardzo szybko, septet pożegnał się z krakowską publiką, zapewniając, iż do Polski zawsze miło się wraca, ponieważ mamy najbardziej zwariowanych metalheadów w Europie. Gdy tylko siedmiu wspaniałych (czy też sześciu wspaniałych i jedna wspaniała) opuścili scenę, techniczni trasy zaczęli przygotowywać scenę na występ szwedzkiej machiny bojowej – Sabaton.

Gdy za zestawem perkusyjnym powiewała już okładka ostatniej płyty (“Carolus Rex”), a przed nim ustawiono dwie rampy, po których mieli biegać muzycy – światła zgasły, a z głośników zabrzmiały dźwięki “Final Countdown” – tradycyjnego intro zespołu ze Szwecji. Gdy Europe skończyli zagrzewać muzyków do koncertowego boju – muzycy z impetem wbiegli na scenę, rozpoczynając gig od “Ghost Division”.

W trakcie koncertu, kapela przedstawiła przekrojowy materiał.

Fanatycy (bo tak należy nazwać szalejącą od początku do końca kilkutysięczną kohortę krakowskich słuchaczy, którzy szczelnie wypełnili płytę oraz trybuny hali Wisły) usłyszeli najwięcej utworów z płyt “Carolus Rex” (m.in.: tytułowy, “Poltava”, czy “The Lion From The North”) oraz “The Art Of War” (m.in.: “Cliffs Of Gallipoli” czy tytułowy). Nie brakło jednak starszych numerów, takich jak “Attero Dominatus”, “Swedish Pagans”, “Primo Victoria”, czy “The Hammer Has Fallen”.

Kilkukrotnie Joakim dał polskim fanom możliwość wyboru utworu, który zespół zagra – zestawiając dwie kompozycje i mierząc poziom chęci za pomocą natężenia krzyku, który następował po tytule. W ten sposób Sabaton wykonał “Attero Dominatus” oraz “En Livstid i Krig” (szwedzki odpowiednik “A Lifetime Of War” z płyty “Carolus Rex”).

Nie zabrakło kultowych wśród polskiej publiczności “Uprising” (z chóralnym “Warszawo, walcz!”, wyśpiewanym przez zespół i zebraną publiczność) oraz “40:1”, w trakcie których Joakim biegał po scenie z polską flagą na plecach. W trakcie bisów, wokalista tradycyjnie zachęcany przez polską publiczność do wypicia piwa na scenie (krzyk “jeszcze jedno piwo” był bardzo wymowny), postanowił przyjąć ofertę, prosząc jednocześnie, aby spośród słuchaczy wybrano jedną osobę, która zmierzy się z nim w piciu piwa.

Gdy na scenie stanęła ochotniczka, Joakim wytrąbił piwko w 3 sekundy (!), natomiast nasza reprezentantka odpuściła, przekazując połowę trunku wokaliście. Niemal dwugodzinny koncert minął niezwykle szybko, a zakończył go utwór “Metal Crüe”. Joakim starał się mówić po polsku jak najwięcej i trzeba przyznać, że wychodzi mu to coraz lepiej, a to zawsze miły gest, na który nie zawsze stać frontmanów przyjeżdżających do Polski.

Jak wspominałem na wstępie – Sabaton> nie należy do moich ulubionych kapel.

Ba! Nigdy do końca nie pojąłem (i już pewnie nie pojmę) fenomenu, jakim jest na całym świecie ta szwedzka machina bojowa. Nie mniej, trzeba oddać kwintetowi z Falun, iż warsztatowo stoją na światowym poziomie. Show robiony przez zespół również można porównywać z najlepszymi w tym fachu na świecie. A w przekonaniu, że muzyka (mimo moich uprzedzeń) obroni się sama i zawsze znajdzie grupę wiernych fanów, utwierdzili mnie polscy fani zespołu Sabaton, którzy licznie zgromadzeni bawili się wyśmienicie od początku do końca.

Autor: Tomasz Kulig

Podobne artykuły

Relacja: Einar Selvik – Poznań 04.03.2017

Lena Knapik

Relacja: Soulfly w Polsce (Maximum Cavalera Tour), Gdańsk – 16.09.2012

Tomasz Koza

Relacja: Perturbator, H.EXE, Favorit89 – Wrocław, 08.06.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz