SPECJALNE

Łabędzi śpiew glam metalu – 30. rocznica debiutu Skid Row


Glam metal, nazywany przez złośliwych pudel metalem, to podgatunek nierozerwalnie związany z latami 80. Właśnie wtedy kapele takie jak: Twisted Sister, Cindirella, Def Leppard, Tesla, Bon Jovi i wiele innych zdobyły gigantyczną wprost popularność i sławę – dla części kapel trwają one do dziś. Jednak glam sukcesywnie tracił na znaczeniu i im bliżej końca było tej dekady, tym mnie ciekawych zespołów i wartościowych płyt pojawiało się na rynku. Prawdopodobnie ostatnim wydawnictwem, które zrobiło duże zamieszanie i było zdecydowanie warte zainteresowania to debiut Skid Row. 24 stycznia 2019 roku mija dokładnie 30 lat od tego wydarzenia.

Historia założenia Skid Row jest tak typowa, jak tylko można wyobrazić.

Ot, dwóch chłopaków – Dave Sabo (późniejszy gitarzysta) oraz Rachel Bolan (basista) – poznają się w sklepie z gitarami, okazuje się, że mają podobny gust i chcą założyć zespół. Na szybko dokooptowują pozostałych muzyków, wokalistę i zaczynają grać. Tutaj jednak typowość się kończy. Wszystko za sprawą dość znaczącej znajomości Sabo jeszcze z czasów nastoletnich.

EMP Shop

https://www.youtube.com/watch?v=RFVvKCaqiSs

Bardzo dobrym kumplem Sabo był bowiem John Bongiovi.

Zbieżność nie jest tu przypadkowa, mowa bowiem o liderze prawdopodobnie najpopularniejszego wówczas zespołu na świecie, czyli Bon Jovi. Dość powiedzieć, że Sabo był przez moment – w 1983 roku – gitarzystą w kapeli kumpla, ale zastąpił go Ritchie Sambora. Panowie dali sobie jednak obietnicę, że jeśli komuś z nich powiedzie się i odniesie sukces, pomoże temu drugiemu. John Bongiovi zobowiązania dotrzymał i dwa razy w znaczący sposób pomógł założonemu w 1986 roku Skid Row.


Pierwszy raz nastąpił 1987 roku.

To wtedy na weselu Marka Weissa – uznanego fotografa muzycznego – rodzice Johna wypatrzyli… Sebastiana Bacha, który na rockowo śpiewał tam do kotleta. Wiedzieli, że kolega z dzieciństwa ich syna szuka wokalisty, więc zapoznali ich ze sobą.

Bach początkowo był niechętny do dołączenie do zespołu, bo miał niezbyt przyjemne doświadczenia z zespołu Madam X, w którym przez rok śpiewał. Jednak, gdy usłyszał demo, zgodził się. Miał wówczas zaledwie 19 lat. Idealnie jednak wpisywał się w estetykę glam metalu – był blondwłosym chłopcem o delikatnej urodzie, ale z ogniem w oczach, a do tego z jego płuc potrafił wyrwać się niesamowity wrzask – jego możliwości wokalne do dziś robią wielkie wrażenie. W ten sposób wykrystalizował się skład zespołu, który zaczął intensywnie koncertować i zdobył niemałą popularność na wschodnim wybrzeżu USA.

https://www.youtube.com/watch?v=ivFYVAntpw0

Drugi raz Bon Jovi pomógł już w bardzo wymierny sposób.

To dzięki jego mecenatowi, zespół podpisał swój pierwszy kontrakt płytowy i przystąpił do nagrywania debiutanckiego krążka. Było to w 1988 roku. Prace nie trwały długo, a tuż przed premierą wydawca zadbał o jeszcze jedną drobną formalność. Wypłacił Gary’emu Moore’owi profilaktycznie 35 tysięcy dolarów. Wszystko dlatego, że w latach 70. w Irlandii pod przywództwem Moore’a, właśnie powstał bluesowo-rockowy zespół… Skid Row. Żeby więc uniknąć nieporozumień i późniejszych ugód, których wartość mogłaby iść w miliony, zabezpieczono się w taki właśnie sposób. Wskazywało to też wyraźnie, że wydawca płyty pokładał naprawdę duże nadzieje w debiucie kapeli. Nie przeliczył się.

Płyta „Skid Row” ukazał się na rynku 24 stycznie 1989 roku i od razu okazał się gigantycznym wprost hitem.

I to wbrew umiarkowanym recenzjom. Wśród krytyków pojawiały się głosy o braku oryginalności, o kolejnym schematycznym podejściu do tworzenia muzyki, kapeli zarzucano także seksizm, ale umiarkowany. Zauważono w tym obszarze nawet pewien progres, bo jeden z recenzentów napisał, że kobiety w piosenkach Skid Row były już postaciami, a nie tylko obiektami seksualnej obsesji. Część z krytyków doceniła natomiast umiejętność pisania chwytliwych, ale ostrych riffów, a także chęć odstępstwa od glam metalowej tematyki na rzecz choć częściowego pisania utworów bardziej zaangażowanych. No cóż, lata 90. nadchodziły nieubłaganie.

Niepochlebne czy umiarkowane głosy krytyków nie przeszkodziły fanom zakochać się w debiucie Skid Row.

Wpływ na to miały przede wszystkim wielkie przeboje, które ukazały się na płycie – w tym dwa największe, czyli „I Remeber You” oraz „18 and Life”, które regularnie pojawiały się na antenie będącej wówczas u szczytu popularności MTV.

Oba też zawędrowały wysoko na amerykańskiej liście przebojów – weszły do pierwszej dziesiątki. Sam album rozchodził się jak ciepłe bułeczki. Do września 1989 roku w Stanach Zjednoczonych sprzedały się 2 miliony sztuk, a już w styczniu 1990 roku sprzedaż przekroczyła 3 miliony. Szacuje się, że do dziś w USA rozeszło się ponad 5 milionów kopii debiutu Skid Row. Płyta radziła sobie bardzo dobrze również poza granicami własnego kraju – pięciokrotnie pokryła się platyną w Kanadzie, zdobyła też platynowy certyfikat w Australii i złoty w Wielkiej Brytanii.

Praktycznie od razu po wydaniu albumu zespół ruszył w wielką, światową trasę koncertową, która trwała przez 17 miesięcy.

Występował między innymi jako support przed Bon Jovi, które promowało wówczas swój kolejny arcysukces komercyjny, czyli krążek „New Jersey”, a później przed Aerosmith promujące album, który pozwolił im wrócić na szczyt mainstreamu, czyli „Pump”.

To w trakcie tej trasy koncertowej Bach dał się poznać nie tylko jako charyzmatyczny frontman, ale również krewki koleżka.

Podczas jednego z koncertów został trafiony butelką w głowę, przerwał występ, zaczął szukać wśród widzów winnego. Gdy to mu się nie udało, cisnął butelką w tłum i poważnie zranił przypadkową kobietę. Sam miał lekko rozciętą głowę. Po koncercie został aresztowany – zapłacił 10 tysięcy dolarów grzywny, został również skazany na trzy lata nadzoru. Uniknął jednak bezwzględnego więzienia i wrócił na trasę.

Niedługo po tym doszło do kolejnego incydentu z jego udziałem.

Dał sobie zrobić zdjęcie w koszulce z napisem „AIDS Kills Fags Dead” (tłum. “AIDS zabija pedałów na śmierć”). Tłumaczył, że koszulkę dostał od fana i nie zauważył, co było na niej napisane. Za całe zajście przeprosił, ale zdążył się okryć złą sławą. Według niektórych relacji właśnie przez to wydarzenie, Nirvana miała odmówić Skid Row wspólnej trasy koncertowej.

Te dwa wydarzenia nie wpłynęły jednak w żaden większy sposób na powodzenie całego touru, który okazał się wielkim sukcesem. Jeszcze w jego trakcie kapela przystąpiła do nagrywania drugiego krążka. „Slave To The Grind” ukazało się na rynku w czerwcu 1991 roku. Był to album o wiele cięższy, bliższy klasycznemu metalowi, a niekiedy nawet thrashowi. Zyskał on powszechne uznanie krytyków, był jednak mniejszym sukcesem komercyjnym.

Dziś można natomiast uznać, że „Skid Row” było ostatnim wartym uwagi albumem glam metalowym z czasów największej popularności tego gatunku.

Podobne artykuły

Konkurs dla prawdziwych wikingów, wygraj bilety na koncert Amon Amarth!

Tomasz Koza

Zagrożenie terrorystyczne na Rock am Ring w Niemczech. Pierwszy dzień przerwany.

Lena Knapik

Aryjski black metal – 25 lat “Transilvanian Hunger” Darkthrone

Paweł Kurczonek

Zostaw komentarz