SPECJALNE

AC/DC rusza na podbój Ameryki – 40. rocznica premiery „Highway to Hell”

Szacuje się, że na świecie rozeszło sięponad 200 milionów płyt AC/DC. To czyni ich jednym z najlepiej sprzedających się zespołów świata. Pod tym względem można z powodzeniem porównywać AC/DC z takimi artystami i zespołami jak The Rolling Stones, Queen, a nawet Whitney Houston czy Eminemem.

W samych Stanach Zjednoczonych AC/DC sprzedało ponad 70 milionów albumów. Jednak podbój Ameryki nie udał się od razu. Zespół kilkukrotnie próbował przebić się na tamten rynek, ale raczej z mizernym skutkiem. Ostateczny i udany szturm nastąpił 27 lipca 1979 roku, czyli w dniu premiery „Highway to Hell” – jednej z najznakomitszych płyt w dorobku AC/DC. W rocznicę wydania wspominamy okoliczności powstania tego krążka.

Długa droga AC/DC na szczyt

Do 1978 roku zespół miał już w dorobku cztery albumy. Jeden wydany tylko w Australii, trzy w Europie i zaledwie dwa w USA. Na Antypodach zespół był dużą gwiazdą i grał nawet ponad 100 koncertów rocznie. Również w Europie zaczął być coraz bardziej rozpoznawalny, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie muzycy tak właściwie zamieszkali, choć i tak większość swojego czasu spędzali w trasie koncertowej. Tam również zdobywał pierwsze certyfikaty za liczbę sprzedanych płyt – na razie jeszcze srebrne.

Trafić w amerykański gust

Przebić się w USA było jednak o wiele trudniej. O ile Europa w II połowie lat 70. XX wieku była już dość dobrze zaznajomiona z zadziornymi brzmieniem, o tyle w USA w radiu wciąż królował łagodny rock, choć w podziemiu też już się działo dużo.

Brzmienie AC/DC było w opinii Atlantic Records, czyli wydawcy tak niepasujące do amerykańskiego gustu, że w ogóle nie zdecydował się wypuścić na rynek albumu „Dirty Deeds Done Dirt Cheap” z 1976 roku. W USA ukazał się on dopiero… w 1981 roku, czyli wtedy, gdy AC/DC było już wielką gwiazdą.

To już pewne – nadciąga nowa płyta AC/DC z Brianem Johnsonem

Rodzina trzyma się razem

Pozytywny odbiór albumów „Let There Be Rock”, a także „Powerage” w Australii i w Europie sprawił, że AC/DC miało wykonać kolejną próbę wejścia na amerykański rynek. Wydawca jednak zasugerował zmianę producenta na takiego, który złagodzi i wyszlifuje brzmienie zespołu, aby jego utwory mogły trafić do komercyjnych rozgłośni radiowych. To nie podobało się muzykom AC/DC z dwóch zasadniczych powodów.

Po pierwsze dlatego, że chropowate i zadziorne brzmienie było ich wizytówką i nie mieli zamiaru tego zmieniać.

Po drugie dlatego, że produkcją ich płyt do tej pory zajmował się George Young. Zbieżność nazwisk nie była przypadkowa. Był to starszy brat Angusa i Malcolma. Rodzina chciała trzymać się razem, ale mimo wszystko uległa.

Czy oni potrafią w ogóle grać?

Pierwszym kandydatem do wyprodukowania nowej płyty AC/DC został Eddie Kramer. Była to znana postać w świecie amerykańskiego rocka. Współpracował wcześniej z takimi zespołami i artystami jak Led Zeppelin, Kiss czy Jimi Hendrix. Z tej współpracy jednak nic nie wyszło, a brak sympatii dotyczył obu stron.

Kramer miał w obcesowy sposób odnosić się do muzyków i kwestionować ich umiejętności, a Angus i spółka nie miała najmniejszego zamiaru stosować się do jego sugestii w kwestii stylu. Ostatecznie Malcolm Young zadzwonił do managera Michaela Browninga i powiedział, że ma znaleźć kogoś innego, bo przy tym producencie płyta nie powstanie.

Jak się pozbyć producenta?

Ten skontaktował zespół z niezbyt doświadczonym, ale odnoszącym pierwsze sukcesy producenckie Robertem Johnem „Muttem” Langem. Zespół w tym czasie był już od kilku tygodniu w studiu, ale wciąż nie nagrał ani jednego dźwięku na kolejną płytę.

Bon Scott w wywiadzie, którego w 1979 roku udzielił magazynowi “RAM”, wspominał, że tłumacząc się bezproduktywnością, zespół dał Kramerowi dzień wolnego, a w tym czasie nagrał w studiu sześć wstępnych wersji nowych utworów i przesłał taśmy do Langego, który po ich przesłuchaniu przyjął propozycję i to właśnie on zajął się produkcją „Highway to Hell”.

Wysoka etyka pracy

Od tamtej pory prace nad albumem przebiegały już sprawnie, choć znacznie dłużej niż przy poprzednich płytach. Proces nagrywania „Highway to Hell” trwał aż trzy miesiące (od lutego do kwietnia 1979 roku), podczas gdy wcześniejszych krążków nigdy nie nagrywano dłużej niż miesiąc. Zespół zawsze słynął z tego, że ciężko pracował. Również tym razem spędzał w studiu po kilkanaście godzin dziennie, wykorzystując sumiennie czas, który został im zaoferowany.

Malcolm Young na kolejnym albumie AC/DC?

Detale i niuanse

Bardzo dobrze układała się też współpraca z nowym producentem. Ten nie tylko znał się na technicznych aspektach nagrywania płyty, ale sam był też muzykiem i to wcale niezłym. Członkowie AC/DC wspominali w swojej biografii, że miał niezwykłe wyczucie i ucho do detali oraz niuansów. Dodatkowo potrafił połączyć styl, którym AC/DC zasłynęło, z komercyjnym sznytem, którego oczekiwał wydawca, w taki sposób, że nikt nie czuł, że musi iść na zbyt duży kompromis.

W końcu docenieni

„Highway to Hell” ukazał się na światowych rynkach 27 lipca 1979 roku. W USA premierę zaplanowano kilka dni później – 2 sierpnia. Recenzje były zaskakująco pozytywne, wręcz bardzo przychylne, co wcale nie było tak oczywiste. AC/DC było bowiem zespołem, którego prestiżowe czasopisma muzyczne, takie jak „Rolling Stone”, nie doceniały. Muzykę uważały za zbyt prostą, brzmienie za niedopracowane, a teksty za grafomańskie lub wręcz prostackie. Za niepoważny brały również szkolny mundurek Angusa i jego sposób ekspresji na scenie. Tym razem jednak nawet krytyków porwała moc i przebojowość utworów.

Pierwszy milion

Za dobrymi recenzjami poszedł też sukces komercyjny – również w USA. Album dotarł do 17. miejsca listy bestsellerów Billboardu. Był to gigantyczny skok, bo wcześniej płyty AC/DC pałętały się gdzieś w okolicach połowy drugiej setki zestawienia.

Dość szybko, bo pod koniec 1979 roku zdobyła też złoty certyfikat, a potem w marcu 1980 platynowy za odpowiednio 500 tysięcy i milion sprzedanych egzemplarzy. Dodatkowo płyta dotarła do TOP10 w kilku krajach Europy (we Francji nawet na 2. miejsca). W momencie premiery był to niewątpliwie największy sukces w dotychczasowej karierze zespołu.

Druga najlepsza

Z czasem „Highway to Hell” zdobywało coraz większe uznanie i sprzedawało się w coraz większym nakładzie (wpływ na to miał też niewątpliwie gigantyczny sukces następnej płyty, czyli „Back in Black”). Ostatecznie w Stanach Zjednoczonych płyta otrzymała siedmiokrotny platynowy certyfikat. Na całym świecie rozeszła się w nakładzie przekraczającym 10 milionów egzemplarzy. Dzięki temu jest drugą najlepiej sprzedającą się płytą AC/DC w całej dyskografii.

Epitafium dla Bona

Jednak nie tylko liczby sprawiają, że o tej płycie warto pamiętać. Jest to ostatnie wcielenie AC/DC z Bonem Scottem, który zmarł tragicznie w lutym 1980 roku. „Highway to Hell” to w pewien sposób także szczytowe osiągnięcie zespołu.

Kompozycje nigdy wcześniej nie były tak dopracowane i przebojowe, ale jednocześnie zadziorne, buńczuczne i ostre. Na wyższy poziom weszły też teksty, które zaczęły operować czytelnymi, acz dość subtelnymi metaforami.

Numery z „Highway to Hell” pokochały radiostacje komercyjne, ale również miłośnicy cięższych brzmień. Płyta otworzyła drogę AC/DC do stania się nie tylko gwiazdą rocka, ale wręcz ikoną popkultury.

Podobne artykuły

BMG wznawia płyty Megadeth z lat 2007-2011 – „United Abominations”, „Endgame” oraz „Th1rt3en”

Szymon Grzybowski

Black metal w parze z symfonią – 25 lat “In The Nightside Eclipse” Emperor

Paweł Kurczonek

Czas odświeżyć kolekcję Megadeth – poznaj wznowione wydania „The World Needs a Hero” i „The System Has Failed”

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz