SPECJALNE

Aryjski black metal – 25 lat “Transilvanian Hunger” Darkthrone

Niezwykle płodny, często kontrowersyjny, mocno skupiony na przeszłości, a zarazem zawsze podążający w zgodzie z własną muzyczną ewolucją, Darkthrone już dawno temu stał się black metalową instytucją*. Tym niezwykle trafnym zdaniem Dayal Patterson rozpoczyna w książce “Black Metal. Ewolucja Kultu” rozdział poświęcony norweskiej grupie Darkthrone. Dokładnie 25 lat temu ukazał czwarty, (nie)sławny album zespołu.

“Darkthrone był tą iskrą, od której wszystko się zaczęło.”

Tak o zespole mówił Silenoz, gitarzysta Dimmu Borgir. W 1994r. Darkthrone funkcjonował jako duet. Grupę tworzyli (i do dziś tworzą) Leif Gylve “Fenriz” Nagell i Ted Arvid “Nocturno Culto” Skjellum. W tamtym czasie Darkthrone był już doświadczoną grupą o pozycji ugruntowanej, zarówno wśród fanów, jak i pod względem, powiedzmy, stabilności zatrudnienia.

Gdy zespoły takie, jak Enslaved, Emperor, czy wspomniany przed chwilą Dimmu Borgir, dopiero szykowały się do wydania pierwszej płyty, ekipa Darkthrone mogła pochwalić się dorobkiem trzech uznanych albumów i kontraktem płytowym podpisanym z brytyjską wytwórnią Peaceville Records. Ba! Zespół zdążył nawet wykonać stylistyczną woltę – od wycyzelowanego death metalu do black metalowych wyziewów.

Mieli również niebagatelny wpływ na black metalową estetykę.

Ich zdjęcia promocyjne i okładki utrzymane w czarno-białej (z przewagą czerni, rzecz jasna), minimalistycznej stylistyce, wyglądające jak kiepskie kserokopie, szybko rozprzestrzeniły się w blackmetalowym środowisku, które chętnie przejęło surową, odpychającą i brzydką estetykę. Mogło się wydawać, że nic nie jest w stanie zachwiać pozycją grupy. Czarne chmury miały nadejść lada moment.

W cieniu mordercy.

Gdy płyta “Transilvanian Hunger” ujrzała światło dzienne, wzbudziła liczne kontrowersje, również w środowisku black metalowym. Brzmieniem, do którego wrócę później, lecz przede wszystkim skandalicznymi okolicznościami w jakich powstała.

Połowę tekstów na płytę napisał, posługujący się pseudonimem Count Grishnackh, Varg Vikernes. Przypomnę w skrócie: Vikernes został skazany na 21 lat więzienia za zamordowanie Øysteina Aarsetha, znanego jako Euronymous, założyciela i gitarzysty legendarnej grupy Mayhem.

Gylve Nagell, znany szerszej publiczności jako Fenriz, zdecydował się skontaktować z przebywającym w więzieniu Vikernesem i poprosić go o napisanie części tekstów na płytę.

Wysłał mi je bez żadnej dodatkowej wiadomości (…), co wydawało mi się fajne z jego strony

Gylve Nagell

Nie obyło się bez gróźb. Teksty napisane przez Vikernesa nie przysporzyły zespołowi fanów.

Niektórzy ostrzegali mnie, ale do niczego nie doszło. Może miałem szczęście, często (…) dochodziły do mnie różne plotki, że jakiś szaleniec z innego kraju wyruszył (…), żeby mnie dorwać.

Gylve Nagell

Pod określeniem “szaleniec z innego kraju” mogli się kryć na przykład członkowie szwedzkich grup Dissection i Abruptum. Na łamach Slayer Magazine wyrażali otwarcie swoją sympatię do Euronymousa i nienawiść do Vikernesa. A pod adresem Darkthrone kierowali bardziej lub mniej ukryte groźby.

Trzeba zauważyć, że w tamtych czasach środowisko black metalowe podzieliło się na dwa obozy: zwolenników zamordowanego Aarsetha i zwolenników Vikernesa. W tym kontekście udział Varga na płycie Darkthrone wydaje się o tyle dziwny, że okładka “Transilvanian Hunger” jednoznacznie nawiązuje do okładki “Live In Lepzig” Mayhem. Ciężko w związku z tym zrozumieć, po której stronie barykady stanęli wówczas członkowie Darkthrone. Może szersze spojrzenie rzuci nieco światła na sytuację.


Black metalowi przestępcy.

Pisząc o skandynawskim black metalu, nie sposób oddzielić prężny rozwój licznych zespołów od brutalnych wydarzeń, które towarzyszyły temu rozwojowi niemal nieustannie. Podpalenia kościołów, samobójstwa, morderstwa, to krótki wyciąg z kartotek kryminalnych sceny blackmetalowej w tamtym czasie.

Oczywiście byłoby uproszczeniem wrzucenie całego ówczesnego black metalu do jednego worka z napisem „przestępcy”. Należy zaznaczyć, że, podobnie jak wielu innych, muzycy Darkthrone nie mieli udziału w przestępczej działalności najbardziej ekstremalnych środowisk związanych z black metalem. Jednak postępująca radykalizacja poglądów głoszonych przez muzyków black metalowych sprawiła, że do kompletu doszły, wówczas coraz częściej pojawiające się, głosy faszystowskie i rasistowskie. I tu wkracza na scenę Darkthrone. Muzycy grupy dolali oliwy do ognia buńczucznym i obraźliwym oświadczeniem.

Darkthrone oświadcza.

Pragniemy oświadczyć, że “Transilvanian Hunger” nie podlega żadnej krytyce. Jeśli ktokolwiek spróbuje skrytykować ten longplay, powinien zostać odpowiednio potraktowany za swoje jawnie żydowskie zachowanie.

Taki komunikat miał, na żądanie grupy, towarzyszyć albumowi. Wytwórnia Peaceville szybko zareagowała, wydając publiczne oświadczenie, w którym zdystansowała się od zespołu i jego poglądów. Następnie odmówiła reklamy i promocji albumu. Co ciekawe, jednocześnie nie godząc się na cenzurowanie płyty, bądź odwołanie jej premiery. Zespół zgodził się na wydanie „Transilvanian Hunger” bez obraźliwego oświadczenia, jednak na tym skandal się nie skończył.

Do prasy trafiło kolejne oświadczenie…

…które nijak nie postawiło zespołu w lepszym świetle.

Darkthrone może jedynie przeprosić za niefortunny dobór słów, ale prosimy, pozwólcie nam to wytłumaczyć. (…) W Norwegii słowa ‘Żyd’ używa się nagminnie do określenia czegoś, co nie działa jak trzeba. (…) W takiej sytuacji należałoby żądać przeprosin od całego norweskiego narodu, bowiem w Norwegii na co dzień używa się wyrażenia ‘Żyd’ w negatywnym znaczeniu.

W taki sposób grupa próbowała tłumaczyć się z wcześniejszego oświadczenia – posługując się tzw. społecznym dowodem słuszności**, bądź zrzucając odpowiedzialność na na subtelności językowe. W dalszej części komunikatu zespół zapewniał, że żaden z ich albumów nie miał rasistowskich czy faszystowskich zabarwień i apelował, by każdy przekonał się o tym, sięgając po którąkolwiek z płyt Darkthrone. Miało to przekonać sceptyków, że zespół jest niewinny tak bardzo, jak to tylko możliwe. No to sięgnijmy po „Transilvanian Hunger”.

Norsk Arisk Black Metal.

Taki napis widniał na okładce płyty. Norweski aryjski black metal, wsparty tekstami Varga Vikernesa i oświadczenie o braku faszystowskich konotacji, nie idą ze sobą w parze. Tu wrócę do zagadnienia, które poruszyłem we wcześniejszej części tekstu: Vikernes czy Aarseth.

Patrząc na Darkthrone Anno Domini 94 wydaje się oczywiste, że muzycy opowiadali się wtedy po stronie Vikernesa. W tamtym okresie, w wywiadach dla fanzinów, Fenriz określał Darkthrone, jako “światopoglądowo faszystowski”. A przecież Vikernes vel Count Grishnackh nigdy nie krył swoich faszyzujących poglądów. Wypowiadał się z szacunkiem między innymi o Vidkunie Quislingu, norweskim działaczu politycznym, przywódcy konserwatywnej (później jawnie narodowosocjalistycznej) partii Nasjonal Samling. Dodatkowo Quisling kolaborował z III Rzeszą w czasie II Wojny Światowej.

A późniejsze tłumaczenia Darkthrone zdają się nie mieć końca.

“Żałuję tego”. W tych słowach Fenriz odniósł się do pierwszego oświadczenia, tego o “żydowskim zachowaniu”. “Jeśli nie masz pojęcia, skąd wywodzi się black metal, po co u diabła miałbyś to recenzować w swoim magazynie. A może robisz to, bo potrzebujesz pieniędzy?”. Zdaniem muzyka, właśnie taki był sens oświadczenia. I tak, jego zdaniem, powinno ono brzmieć. A wszelkie, powiedzmy “niejasności”, zrzucał po latach na karb młodości i niewyparzonej gęby. „Sęk w tym, że byłem młody, a mój język obrzydliwy, dosadny i bardzo wściekły”. Tym zdaniem Gylve „Fenriz” Nagell podsumował swoje wcześniejsze wypowiedzi.

“Transilvanian Hunger” zbojkotowany.

Te wszystkie kontrowersje i skandale związane z premierą “Transilvanian Hunger” nie mogły pozostać bez echa. “Aryjska” płyta została zbojkotowana, a zespół stracił dystrybucję niemal w całej Europie. Zdaniem Fenriza udało się ją odzyskać dopiero wiele lat później.

Zastanawiając się, dlaczego bojkot płyty nie obowiązuje po dziś dzień, muzyk dochodzi do wniosku, że przyczyną takiego obrotu sprawy są wyłącznie pieniądze. Twierdzi, że “(…) po raz kolejny widać, że ludziom po prostu zależy na kasie”. Jakim ludziom? Tego już nie chce wyjaśnić, możemy się domyślać, że chodzi o wytwórnię i dystrybutorów, którzy, gdy sprawa przycichła, wrócili do sprzedaży i promocji płyty. Faktycznie, na przestrzeni lat album był wielokrotnie wznawiany. Ostatnia reedycja ukazała się w 2018r., rzecz jasna, nakładem Peaceville Records.

https://www.youtube.com/watch?v=4iaj2w7Bp58

Spojrzenie po latach.

Wydaje się, że z czasem Fenriz zaczął patrzeć na “Transilvanian Hunger” z większym dystansem. Wyjaśnił, że w tamtym okresie przechodził etap “wściekłości na kilka ras”, a “norweski aryjski black metal” nazwał młodzieńczym obłędem. Swoje wcześniejsze wypowiedzi określił mianem totalnie obrzydliwego, ordynarnego sposobu wyrażenia opinii.

Podkreślił również, że jego zdaniem wielu ludzi mierzyło się w młodości z różnymi trudnymi sytuacjami i mówiło różne niewłaściwe, a nieraz bardzo złe rzeczy. Jednocześnie muzyk zwracał uwagę, że niektóre wypowiedzi mogły zostać wyolbrzymione i wyostrzone sytuacją, w jakiej znalazł się zespół w związku ze śmiercią Euronymousa i toczących się postępowań karnych. „A gdy jesteś przyparty do muru, kończy się na tym, że jedziesz równo praktycznie po wszystkim” – kwituje, nie bez racji, Fenriz.

Odpychająca i prymitywna.

Przejdźmy w końcu do muzyki zawartej na “Transilvanian Hunger”. Na trwający 39 minut album złożyło się osiem kompozycji. Pod względem muzycznym nie odbiegają one zbytnio od wcześniejszych black metalowych dokonań zespołu, charakteryzują się szybkim, wściekłym tempem i bardzo prostą (by nie powiedzieć prostacką) konstrukcją.

Na szczególną uwagę zasługuje produkcja płyty “Transilvanian Hunger”.

Rok 1994 to czas, w którym znaczna część zespołów black metalowych zaczęła zwracać uwagę na coraz lepszą produkcję swoich płyt. Jednak ekipa Darkthrone postawiła sobie za punkt honoru wydać płytę tak bardzo prymitywną i odpychającą, jak to tylko możliwe. Fenriz wspominał później, że punktem zwrotnym w jego pojmowaniu muzyki było kupno płyty „Blood Fire Death” grupy Bathory. Mówił, że choć pierwotnie surowe brzmienie albumu nie całkiem do niego dotarło, to sama muzyka fascynowała go coraz mocniej. A w pewnym momencie uświadomił sobie, że produkcja „lo-fi” była wymarzonym brzmieniem Darkthrone.

Efektem paskudnej produkcji (choć określenie „antyprodukcja” byłoby chyba trafniejsze) jest brzmienie, jakie przy ogromnej ilości dobrej woli i wyrozumiałości może zostać uznane za akceptowalne na płycie demo, ale z pewnością nie na “prawowitym” albumie uznanego zespołu.

Zagrajmy od tyłu.

Backmasking to nic innego, jak umieszczenie w utworze ścieżki (najczęściej wokalnej) tak, aby odczytanie jej było możliwe przy odtworzeniu utworu od tyłu. Technika ta, użyta po raz pierwszy przez The Beatles w latach 60-tych, z biegiem czasu obrosła mnóstwem mitów i legend. Środowiska chrześcijańskie przez wiele lat doszukiwały się w backmaskingu sposobu, z którego korzystali muzycy rockowi, by przekazać światu swoje satanistyczne przesłanie. Patrząc na wiadomość od Darkthrone, trudno się dziwić. Muzycy użyli backmaskingu, by w utworze “As Flittermice as Satans Spys” zawrzeć krótką, lecz dobitną frazę “w imię Boga, niech płoną kościoły”.

Koniec umowy.

Wraz z wydaniem “Transilvanian Hunger”, Darkthrone wypełnił swoje kontraktowe zobowiązania wobec Peaceville Records, która nie przedłużyła umowy z zespołem. Być może z powodu zbyt licznych kontrowersji, jakie towarzyszyły premierze płyty. Bardziej prawdopodobnie, ze względu na prosty fakt, że muzyka proponowana przez Darkthrone spotkała się z, powiedzmy eufemistycznie, umiarkowanym entuzjazmem.

„Hammy dostał szału i chciał, żebyśmy to wszystko ponownie nagrali” – tak Fenriz opisał reakcję szefa wytwórni na materiał, który miał trafić na „A Blaze in the Northern Sky”, drugiej w dorobku i pierwszej black metalowej płyty zespołu. Podobno materiał ukazał się pod szyldem Peaceville wyłącznie z powodu stanowczej postawy Fenriza. Reakcje wytwórni na szkaradną „Transilvanian Hunger” raczej nie mogły być inne.

I co dalej?

Kontrowersje i skandale najwyraźniej nie przeszkadzały zespołowi, który swoją następną płytę zatytułował nazwą granatnika przeciwpancernego, skonstruowanego w Niemczech w czasie II Wojny Światowej. Na płycie pt. “Panzerfaust” znalazł się również tekst napisany przez Vikernesa. A po latach, grupa wróciła pod skrzydła Peaceville Records. Ale to już temat na inną historię…

* ten i inne cytaty pochodzą z książki „Black Metal. Ewolucja Kultu” Dayal Patterson, Kagra 2016

** społeczny dowód słuszności – zasada, według której człowiek podejmuje decyzje lub przyjmuje poglądy takie same, jak większość grupy. Innymi słowy, dany pogląd lub zachowanie uważamy za poprawne widząc innych ludzi, którzy zachowują się w taki sposób, lub wyrażają takie poglądy. Wykorzystywany często w marketingu: „8 na 10 lekarzy poleca…”, „95% osób wybiera…” i tak dalej.

Podobne artykuły

Ten magnes przyciąga czy odpycha? 10. rocznica wydania „Death Magnetic” Metalliki

Szymon Grzybowski

20. rocznica wydania „Virtual XI” Iron Maiden – czy to najgorsza płyta zespołu?

Szymon Grzybowski

Bruce Dickinson: autobiografia muzyka już w listopadzie

Tomasz Koza

1 komentarz

Khargh 18 lutego 2019 at 20:40

Poznalem Fenriza i co by o nim nie mowic to pasjonat muzyki,moze o niej gadac nonstop..a jesli chodzi o grozby ..to w tamtych latach w Swinoujsciu zostal zatrzymany typ ktory wlasnie wybieral sie do Norwegii zabic Fenriza..ten typ z Infernum..popelnil samobojstwo jakis czas potem.

Odpowiedz

Zostaw komentarz