Strona główna » To ten sam zespół?! – 35. rocznica wydania „Ride The Lightning” Metalliki
SPECJALNE

To ten sam zespół?! – 35. rocznica wydania „Ride The Lightning” Metalliki

Gigantyczny skok jakościowy na każdej płaszczyźnie metalowej sztuki, który dokonał się w muzyce Metalliki między wydaniem swojego debiutanckiego krążka, a jego następcą, czyli „Ride The Lightning” nie ma precedensu w świecie muzyki.

Album był nieporównywalnie bardziej złożony, dojrzały i dopracowany. Z perspektywy czasu aż trudno uwierzyć, że między datami premier jest zaledwie rok różnicy, a dokładniej rok i dwa dni. „Ride The Lightning” ujrzało światło dzienne 27 lipca 1984 roku. W rocznicę wydania tego monumentalnego albumu przypominamy historię jego powstania.

Metallica w początkowym okresie swojej kariery była niezwykle pracowitym i płodnym zespołem

Czas, którego nie spędzali na graniu koncertów, poświęcali na próby i tworzenie nowego repertuaru. Już w sierpniu 1983 roku, podczas koncertów promujących „Kill’em All” w setlistach pojawił się pierwszy nowy numer pod tytułem „When Hell Freezes Over”, który stanie się podwalinami pod „The Call of Ktulu”.

Już podczas jesiennych koncertów do setlisty weszły także „Fight Fire With Fire”, „Ride The Lightning” oraz „Creeping Death”. Można więc powiedzieć, że połowa drugiej płyty była już z grubsza gotowa jeszcze w 1983 roku.

Biedny jak Metallica

O nagrywaniu albumu nie mogło być jednak wtedy mowy z dwóch powodów. Po pierwsze zespół cały czas intensywnie koncertował, a ich występy na żywo przyciągały coraz więcej fanów, szkoda byłoby więc zmarnować szansę na zwiększenie popularności przez zamknięcie się w studiu.

Drugim i być może ważniejszym powodem był brak środków finansowych. Metallica była wtedy biedna jak mysz kościelna – muzycy jadali jeden posiłek dziennie, spali w domach fanów, bo na hotele nie było ich stać, a na wsparcie wydawcy – Megaforce Records – nie mogli liczyć ze względu na problemy finansowe właściciela.

Zobacz pierwszy trailer filmu o Tedzie Bundym z debiutem Jamesa Hetfielda

Wątpliwości i depresja

Jakby tego było mało, 14 stycznia 1984 roku w dniu koncertu w Bostonie, Metallice skradziono furgonetkę z praktycznie całym sprzętem. Muzykom zostały wówczas zaledwie dwie gitary. Szczególnie załamany był tym James Hetfield, który nie mógł pogodzić się ze stratą ulubionego wzmacniacza firmy Marshall. To również wtedy coraz bardziej powątpiewał w swoje możliwości wokalne.

Problem był do tego stopnia poważny, że John Bush, wokalista Armored Saint (później też Anthrax) otrzymał oficjalną propozycję dołączenia do Metalliki w roli wokalisty. Odrzucił ją jednak ze względu na lojalność wobec kolegów z własnego zespołu, a także pierwsze sukcesy, które ten osiągał.

Ostatecznie Hetfield pogodził się z tym, że będzie musiał łączyć rolę wokalisty i gitarzysty, ale dużą i dokuczliwą niepewność w tym zakresie czuł praktycznie do końca sesji nagraniowych „Ride The Lightning”.

Pomocna dłoń Scotta Iana

Kradzież mogła na dłuższy czas pokrzyżować wszystkie plany koncertowe i związane z nagrywaniem nowej płyty, ale rękę do zespołu wyciągnął Anthrax, który grał przed Metalliką w roli supportu w trakcie tamtej trasy.

Scott Ian i spółka użyczyli swojego sprzętu, aby zespół mógł dokończyć trasę. To przykre doświadczenie Metallika wykorzystała jednak w twórczy sposób – stało się ono inspiracją do napisania utworu „Fade to Black”.

Na podbój Starego Kontynentu

Na początku lutego 1984 roku Metallica po raz pierwszy opuściła Stany Zjednoczone i zagrała mini-trasę koncertową po Europie, towarzysząc na scenie o wiele popularniejszemu w tamtym czasie grupie Venom.

W ramach „Seven Dates of Hell” oba zespoły wystąpiły w Szwajcarii, Włoszech, RFN, Francji, Holandii, Belgii i Anglii. Między przedostatnim a ostatnim występem na trasie było kilka tygodni przerwy. Zespół podjął więc decyzję o próbie nagrania drugiej płyty w Europie.

Jednym z głównych powodów była cena – wynajęcie studia Sweet Silence w Kopenhadze (tam ostatecznie powstał album „Ride The Lightning”) było znacznie tańsze niż jakiegokolwiek w USA. Wcale nie oznaczało to jednak, że muzycy mogli pozwolić sobie na wiele.

Dlaczego Metallica nagrała Garage Days Re-Revisited? Premiera wznowionej edycji.

Megaforce zawiodło

Megaforce nie zamierzało bowiem pokryć kosztów studia – te początkowo miały wynosić 20 tysięcy dolarów, ale ostatecznie wzrosły do ponad 30 tysięcy. Pieniądze wyłożył europejski label Metalliki, czyli Music For Nations.

Brak wsparcia ze strony rodzimego wydawcy bardzo rozczarował jednak Metallikę, a druga płyta była zarazem ostatnią wydaną pod skrzydłami Megaforce. We wrześniu 1984 roku zespół podpisał pierwszy kontrakt z dużą wytwórnią, czyli Elektrą, która była częścią Warner Music Group.

Wampiry z Kopenhagi

Wspomniana kwota wystarczała ledwie na wynajęcie studia na nocne sesje (w ciągu dnia koszt był wyższy), nie pozwalała natomiast na wynajęcie hotelu. Muzycy zajęli więc jedno z wolnych pomieszczeń w budynku studia. Spali w nim w ciągu dnia i opuszczali na noc, aby rejestrować album. Warto wspomnieć też o tym, że pomieszczenie, w którym zespół nagrywał płytę, wykorzystywany był wcześniej przez jeden z ulubionych zespołów Larsa Ulricha, czyli Mercyful Fate. W tamtym czasie muzycy obu kapel mieli się też okazję spotkać, a King Diamond i spółka użyczyli nawet swojego sprzętu Metallice, aby ta mogła ukończyć rejestrację Ride The Lightning. Wtedy też – można tak stwierdzić – Mercyful Fate z idoli zamienili się w przyjaciół Metalliki.*

Producentem „Ride The Lightning” został Flemming Rasmussen – właściciel kopenhaskiego studia

Decyzja o tym, że ma się on zająć płytą, zapadła za obopólną aprobatą. Pomysłodawcą takiego wyboru był Lars Ulrich, któremu bardzo podobał się efekt osiągnięty przez Rasmussena na płycie „Difficult to Cure” Rainbow z 1981 roku. Producent natomiast, jeszcze przed przyjazdem zespołu zaznajomił się z jego twórczością i – wbrew opiniom współpracowników – dostrzegł w Metallice duży potencjał.

Metallica otrzyma muzycznego Nobla

Twórca i tworzywo

Współpraca na linii MetallicaRasmussen układała się zaskakująco dobrze. Przede wszystkim dlatego, że producent nie ingerował za bardzo w muzykę, a jedynie w jej brzmienie. Dlatego też oficjalnie uznaje się, że Metallika sama wyprodukowała swój album, a Rasmussen przy tym asystował. Tak też opisane to jest na wielu wydaniach płyty.

Duch Dave’a Mustaine’a

Praca nad płytą była dla Metalliki prowadzona w nowy sposób. Przy pierwszym albumie zespół wszedł do studia i nagrał to, co miał już wypracowane na próbach i podczas koncertów. Tym razem miał gotową tylko część repertuaru.

Przy dwóch z tych utworów („Ride The Lightning” oraz „The Call of Ktulu”) widniało nazwisko byłego gitarzysty Dave’a Mustaine’a. Trzy numery, czyli „For Whom The Bell Tolls”, „Escape” oraz „Trapped Under Ice” w całości powstały podczas sesji nagraniowych. Taka forma pracy będzie towarzyszyła zespołowi praktycznie do dziś. Ostatecznie rejestracja albumu zajęła około trzech tygodni.

Utrzymać tempo

W procesie nagrywania uwypukliła się bardzo mocno rola Cliffa Burtona, który jako jedyny miał za sobą jakąkolwiek edukację muzyczną i chętnie dzielił się wiedzą z pozostałymi członkami Metalliki, głównie z Hetfieldem, któremu przekazywał dużo muzycznej teorii. To również podczas pracy w Kopenhadze pierwszą wiedzę teoretyczną na temat grania na perkusji zdobył Ulrich, który wcześniej grał „na czuja”, a także miał tendencje do przyspieszania tempa.

Bigger, better, more badass

Muzyczna zawartość „Ride The Lightning” to wielki skok jakościowy w stosunku do debiutu. Utwory były bardziej złożone, bogaciej zaaranżowane, a w wielu momentach zdradzały ciągoty muzyków do brzmień progresywnych, czego najlepszym przykładem może być monumentalny, ponad 9-minutowy utwór „The Call of Ktulu”.

Uwagę wielu słuchaczy zwróciła też debiutująca w dorobku zespołu ballada, jeśli można tak nazwać „Fade To Black”. To właśnie za sprawą tego utworu Metallica po raz pierwszy, ale zdecydowanie nie ostatni musiała zmierzyć się z zarzutem sprzedania się.

Zaczytani w Hemingway’u

Również pod względem treści nowe kawałki były czymś więcej niż wyznaniem metalowego kredo, do czego w większości sprowadzały się utwory na „Kill’em All”. Tym razem Metallica odwoływała się do trudnych tematów jak kara śmierci (utwór „Ride The Lightning”), czy depresja („Fade to Black”), a także dzieł kultury jak Biblia („Creeping Death”) czy klasycznej literatury („For Whom The Bell Tolls”).

Geezer Butler (Black Sabbath): “Metallica czy Anthrax powołali się na nas jako na inspirację.”

Kciuk w górę

„Ride The Lightning” ukazało się na rynku 27 lipca 1984 roku. Album od razu zdobył wielkie uznanie krytyków. Recenzje były więcej niż entuzjastyczne. Krytycy podkreślali wielką ewolucję, jeśli nie rewolucję, którą przeszedł zespół, dojrzałość i ambicję.

Metallica z miejsca stała się jednym z czołowych zespołów metalowych na świecie

Za bardzo pozytywnymi recenzjami poszedł też sukces komercyjny. W pierwszym biciu na rynek amerykański wysłano 75 tysięcy kopii „Ride The Lightning”, a na europejskie nawet więcej, bo 85 tysięcy. Płyta była też pierwszym albumem Metalliki notowanym na liście bestsellerów Billboard, gdzie dotarła do 100. miejsca.

Szybciej i więcej

Machina o nazwie „Ride The Lightning” rozpędzała się jednak powoli, ale z każdą chwilą osiągała większą prędkość. W listopadzie 1987 roku płyta otrzymała złoty certyfikat w USA, czyli sprzedała się w nakładzie 500 tysięcy sztuk. Już w maju 1989 sprzedanych było milion egzemplarzy krążka. Do dziś w Stanach Zjednoczonych nakład „Ride The Lightning” przekroczył 6 milionów. Szacuje się zaś, że na całym świecie rozeszło się między 10 a 15 milionów kopii.

Sprint na szczyt

Z perspektywy czasu można bez większej przesady stwierdzić, że „Ride The Lightning” to album przełomowy i wybitny. Wielu z pewnością uznaje go za najlepszy czy ulubiony krążek Metalliki i z całą pewnością taki wybór da się uzasadnić. Bliższym prawy stwierdzeniem będzie chyba jednak, że na „Ride The Lightning” zespół w błyskawicznym tempie zbliżał się do szczytu – zarówno artystycznego, jak i komercyjnego – ale jeszcze go nie osiągnął. To miało dopiero nastąpić.

* Dziękuję Grzegorzowi z grupy MetalNews.pl na Facebooku, który podzielił się kilkoma wartościowymi linkami i pomógł w doprecyzowaniu pewnych informacji zawartych w artykule.

Podobne artykuły

Black metal w parze z symfonią – 25 lat “In The Nightside Eclipse” Emperor

Paweł Kurczonek

2016 rokiem metalu – podsumowanie

Albert Markowicz

Starzy wyjadacze rozczarowują, nowe nazwy zaskakują – metalowe podsumowanie 2018r.

Redakcja

Motörhead: reedycja 6 albumów z okresu 1995-2001 już 29 marca w sprzedaży

Szymon Grzybowski

26 lat temu ukazał się album „Vulgar Display of Power” zespołu Pantera

Szymon Grzybowski

10 popowych hitów w wersji rockmetal (część 1)

Paweł Kurczonek

1 komentarz

metalika 27 lipca 2019 at 16:37
0

Album ponadczasowy

Odpowiedz

Zostaw komentarz