Strona główna » Ostatni będą pierwszymi – 35. rocznica wydania płyty „The Last in Line” zespołu Dio
SPECJALNE

Ostatni będą pierwszymi – 35. rocznica wydania płyty „The Last in Line” zespołu Dio

Dziś status Ronniego Jamesa Dio jest jasny – to absolutna legenda metalu i hard rocka. Uwielbiany w środowisku artysta był inspiracją dla dziesiątek, jeśli nie setek muzyków i zespołów. Na swoją pozycję pracował jednak bardzo długo, przez wiele lat musiał się też zmagać z opinią wokalisty, którego sukces opiera się na współpracy z bardziej utalentowanymi od siebie muzykami.

Dopiero wielki sukces własnego zespołu i dwie wybitne płyty – jedna po drugiej – czyli „Holy Diver” oraz „The Last in Line” zamknęły ostatecznie usta wszystkim krytykom, a z Ronniego zrobiły w owym czasie największą gwiazdę heavy metalu. Drugi z omawianych krążków świętuje dziś rocznicę premiery. W jakich okolicznościach powstała ta płyta?

Elf, tęcza i czarny sabat, czyli po prostu DIO – wspomnienie wybitnego artysty

Ronnie James Dio – zawsze drugi

Długi artykuł o karierze Ronniego Jamesa Dio znajduje się już na serwisie MetalNews.pl, więc nie ma potrzeby streszczać tej historii jeszcze raz. Warto jednak spojrzeć na nią pod nieco innym kątem. Pod koniec lat 70. i na początku 80. ubiegłego wieku Dio odniósł wielki sukces artystyczny i komercyjny – najpierw wydając trzy świetne albumy z Rainbow, później dwa z legendarnym już w tamtym czasie Black Sabbath.

Życie po Ozzym, czyli 38. rocznica wydania „Heaven and Hell” Black Sabbath

W żadnym przypadku nie traktowano go jednak jako ojca sukcesu. W Rainbow był nim Ritche Blackmore, w Black SabbathTony Iommi. Owszem, doceniano wkład Dio w twórczość tych zespołów, podkreślano jego niesamowite warunki wokalne, ale mimo wszystko zawsze był on wymieniany jako drugi. Jedyną metodą, aby to zmienić, było założenie własnego zespołu.

Dio – zespół, a nie projekt solowy

Dio nigdy nie miał ambicji, aby tworzyć projekt solowy. Zawsze chciał grać w pełnoprawnym zespole. I taki właśnie założył z Vinniem Appicem, z którym w 1982 roku odszedł z Black Sabbath. Muzycy wiedzieli, że wokalista ma już pewną rozpoznawalność, więc zdecydowali się właśnie na nazwę Dio. Z jednej strony był to ruch czysto komercyjny, z drugiej w języku włoski „dio” oznacza „bóg”. Dość buńczuczna, ale mimo wszystko wpasowująca się w metalowe kanony nazwa.

Do składu dokooptowano gitarzystę Viviana Campbela, który miał wówczas zaledwie 20 lat, ale już jako takie doświadczenie w brytyjskim zespole nurtu NWoBHM, czyli Sweet Savage, a także basistę Jimmy’ego Baina, którego Dio miał przyjemność poznać podczas grania w Rainbow. Taki skład nagrał debiutancki krążek Dio, czyli „Holy Diver”.

Dziś to abecadło metalu, płyta ze wszech miar wybitna – doceniana zarówno przez krytyków, jak i fanów. Płyta osiągnęła też duży sukces komercyjny – między innymi w Stanach Zjednoczonych sprzedała się w nakładzie miliona sztuk.

„The Last in Line” – to musiało się udać!

Zespół nie zasypiał gruszek w popiele i tuż po wydaniu „Holy Diver” ruszył w wielką trasę koncertową. W sumie od czerwca 1983 do stycznia 1984 roku Dio dało blisko 80 występów na żywo. Później nastąpiła jednak przerwa w koncertowaniu, a już w lutym zespół wziął się za nagranie drugiego albumu.

O pracach na „The Last in Line” nie ma co pisać, bo nie towarzyszyły jej żadne wyjątkowe okoliczności. W zespole panowała wręcz sielankowa atmosfera – Ronnie pomimo tego, że był liderem, nie miał dyktatorskich zapędów, a każdy z muzyków mógł przedstawiać swoje pomysły.

Vivian Campbell w jednym z wywiadów wspominał, że wszyscy byli tak zaangażowani w tworzenie nowej muzyki, że zostawali w studiu nagraniowym o wiele dłużej, niż musieli. Po nagraniu partii swojego instrumentu chcieli bowiem czuwać nad pracami pozostałych, podpowiadać, pomagać i wspierać. Do składu jeszcze w 1983 roku dokooptowano klawiszowca Calude’a Schnella, który jeszcze bardziej rozszerzył możliwości aranżacyjne i stylistyczne Dio. W takich okolicznościach musiała powstać płyta wybitna. I tak też się stało.

48 lat temu ukazał się debiutancki album Black Sabbath

Dio – jedna z największych gwiazd swoich czasów

„The Last in Line” ukazało się 2 lipca 1984 roku i od razu osiągnęło wielki sukces. Na liście amerykańskich bestsellerów Billboard krążek wylądował na 23. miejscu (płyta „Holy Diver” osiągnęła „tylko” 56. miejsce). W ciągu zaledwie trzech miesięcy drugi album Dio znalazł też 500 tysięcy nabywców. Ostatecznie w 1987 roku krążek otrzymał platynowy certyfikat, co było równoznaczne ze sprzedażą 1 miliona egzemplarzy.

Jeszcze lepiej album poradził sobie w Europie

Na brytyjskiej liście UK Charts album wylądował na 4. miejscu. Do pierwszej dziesiątki „The Last in Line” weszło też w Szwecji i Norwegii. Taki rozwój sytuacji sprawił, że bez większej przesady można określić Dio jako jedną z największych gwiazd metalu owych czasów, a samego Ronniego Jamesa, jako największą postać w metalowym światku. Można powiedzieć też, że symboliczny był tytuł płyty. Dio przez długi czas był „ostatni w kolejce” do wielkiej kariery. Ostatni jednak stał się pierwszym.

Dio rusza na podbój świata

Podobnie jak w przypadku poprzedniej płyty zespół od razu ruszył w trasę. Zaczął ją w pierwszej połowie lipca 1984 roku i zakończył w styczniu 1985 roku. Trasę zamknął oszałamiającą liczbą blisko 130 koncertów, które tylko rozszerzyły popularność i ugruntowały pozycję kapeli na metalowej scenie.

Na wielki sukces Dio wpłynęły też bardzo popularne teledyski, które w tamtym czasie bardzo często gościły na antenie MTV. Drugi album grupy można uznać za ostatnie wybitne dzieło Dio. Późniejsze płyty bywały jeszcze dobre lub bardzo dobre, ale brakowało im tej świeżości, zadziorności, ale również przebojowości, którą zespół zaprezentował na „Holy Diver”, a następnie rozwinął na „The Last in Line”.

Podobne artykuły

50 lat temu debiutowało Led Zeppelin – jak twórczość kapeli wpłynęła na heavy metal?

Szymon Grzybowski

Narkotykowe show – 20 rocznica wydania “Mechanical Animals” Marilyna Mansona

Paweł Kurczonek

Dobrze, że wrócił – historia Mystic Festival

Szymon Grzybowski

Zgarnij bilet na Metalmanię i pomóż Weronice oraz Bartkowi

Tomasz Koza

BMG wznawia płyty Megadeth z lat 2007-2011 – „United Abominations”, „Endgame” oraz „Th1rt3en”

Szymon Grzybowski

Irańskiemu zespołowi Confess nie grozi egzekucja. Wywiad z Nikanem, członkiem zespołu.

Lena Knapik

Zostaw komentarz