WYWIADY

Biznes i pasja – wywiad z Tomaszem Ochabem (Frontside, Knock Out Productions, Mystic Festival)

Tomasz Ochab to niezwykle zapracowany człowiek. Fani muzyki znają go przede wszystkim jako perkusistę Frontside, ale na co dzień to też szef jednej z najprężniej działających w Polsce organizacji eventowych, czyli Knock Out Productions, a także jeden ze współorganizatorów powracającego po latach Mystic Festivalu. Jak udaje mu się to wszystko połączyć? Mówi, że to po prostu pasja. Tomasz poświęcił nam trochę czasu i opowiedział o każdym ze swoich zajęć. Zapraszamy do lektury.

Nowy album Frontside od początku zapowiadaliście jako najcięższy od wydanego w 2010 roku „Zniszczyć wszystko”. Powrót do naprawdę ciężkiego grania był zaplanowany i przemyślany czy może tak po prostu wyszło w procesie komponowania i aranżowania?

Tomasz: Zacznę może od tego, że od wydania poprzedniego albumu do początku procesu tworzenia krążka „Zmartwychwstanie” przez jakieś półtora roku praktycznie nie mieliśmy ze sobą kontaktu. To nie tak, że było między nami coś nie w porządku. Nie było kłótni czy zmęczenia materiału – po prostu tak naturalnie i po ludzku każdy zajął się swoim życiem, na które w końcu mogliśmy poświęcić więcej czasu. Wcześniej, przy 40-50 koncertach rocznie, ciężko z tym bywało, bo każdy najnormalniej w świecie pracował. Nigdy nie żyliśmy z muzyki i nigdy nie mieliśmy ciśnienia, żeby postawić wszystko na jedną kartę, więc tym bardziej musieliśmy poukładać sobie swoje sprawy. Po powrocie z wyczyszczoną głową usiedliśmy, pogadaliśmy i wszyscy stwierdziliśmy, że chcemy zrobić ciężką płytę. Ale nie było w tym żadnej kalkulacji – Demon zaproponował taką ścieżkę, ale każdy z nas w głębi miał ochotę właśnie na taki kierunek.

Nie jest wielką tajemnicą, że różne kierunki stylistyczne, którymi podążaliście w swojej karierze nie zawsze przypadały do gustu fanom ciężkiej muzyki. Czy przygotowując się do nagrywania nowego albumu mieliście z tyłu głowy myśl, żeby zamknąć usta krytykantom albo udowodnić im, że Frontside, jeśli tylko chce, potrafi konkretnie łupnąć?

Tomasz: Odkąd pamiętam, nigdy nie było naszym priorytetem, żeby zamknąć komuś usta i coś udowodnić. Od zawsze mieliśmy ten komfort, że muzyka była naszym hobby, a każdy utrzymuje się z czegoś innego. Nigdy nie musieliśmy iść jakąś utartą ścieżką, żeby nie stracić fanów. Nie musieliśmy bać się podjąć jakichś radykalnych kroków, bo płyta się nie sprzeda, fani nie przyjdą na koncerty i nie będziemy mieli czego jeść. Oczywiście szanujemy naszych fanów, ale słuchamy naprawdę przeróżnej muzyki, co potwierdzi każdy, kto nas zna. Albumy ciężkie, lżejsze czy te całkiem rockowe to wynik naszych wspólnych rozkmin. Oczywiście inicjatorem zazwyczaj jest Demon, ale to nie jest tak, że narzuca nam co i jak mamy grać. Dużo rozmawiamy, puszczamy sobie dużo muzyki, której ostatnio słuchamy. Szukamy wspólnych inspiracji i w końcu dochodzimy do jakiejś wypadkowej, która w danym momencie jest właśnie tym, co chcemy nagrać.

Zespół Frontside
Zespół Frontside, fot. Grzegorz Szafruga

Jak wygląda u Was proces komponowania, aranżowania i nagrywania? Dawniej główną siłą sprawczą był Demon. Czy tym razem było podobnie? Demon pisze też teksty – te są zawsze po polsku. Czy dyskutujecie o ich treści i wymowie, czy to raczej sprawa Demona i Aumana?

Tomasz: Koncept numerów powstaje w głowie Demona. Tak jak u większości zespołów, również u nas, numer zaczyna się od riffów, które później ogrywamy na próbach i sklejamy w całość. To jednak Demon od samego początku układa aranże wokali, on pisze teksty i pilnuje, żeby finalny kształt numeru był tym, co mu w głowie grało. Trzeba też zwrócić uwagę, że na każdej płycie dużą wagę przywiązujemy do solówek – Daron jako jedyny z nas regularnie ćwiczy i rozwija się jako gitarzysta i to wyraźnie słuchać z płyty na płytę.

Latem Frontside wydał też box ze swoimi sześcioma pierwszymi albumami. Sam grasz na płytach „Absolutus” i kolejnych. Jak, nie jako członek zespołu, a słuchacz, oceniasz wydawnictwa, w których nie maczałeś palców? Dla wielu „I odpuść nam nasze winy…” czy „Zmierzch bogów” to już dziś niemal klasyka polskiego ciężkiego grania.

Tomasz: Ja zacząłem słuchać Frontside od „I odpuść nam nasze winy…”. Pamiętam jak wgniótł mnie w ziemię ciężar tej płyty, tak prawie nikt wtedy nie grał. Pamiętam koncert, na którym byłem w Krakowie w klubie „Extreme”, gdzie Frontside dzielił deski z Vesanią, Decapitated i Vaderem. I pamiętam jak na owym koncercie byłem w młynie i przybijałem piątki Demonowi, a Astek wydawał mi się z bliska największą bestią jaką widziałem w życiu. Jeśli miałbym wybrać moją ulubioną płytę Frontside, nawet wśród tych nagranych z moim udziałem, byłaby to właśnie „I odpuść nam nasze winy…”, bo mam ogromny sentyment. I do tej płyty i tamtych czasów. „Zmierzch Bogów” z kolei był dla nas ważną płytą, bo Auman doszedł do Frontside bezpośrednio z Totem, w którym wtedy grałem i których serdecznie pozdrawiam. Patrzyliśmy na to wtedy jako ogromny krok do przodu dla Aumana, nagle z bandy z Bukowna ktoś bierze naszego wokalistę do zespołu, który gra regularne trasy! Zresztą ja osobiście widziałem w tej płycie ogromny rozwój jaki przeszedł Frontside, bo melodyjne wokale, w dobie popularności death metalu w Polsce, był bardzo odważnym krokiem.

Promocja nowej płyty to przede wszystkim dość duża trasa koncertowa jak na polskie warunki, czyli KO Tour – jak wrażenia? Metal wciąż ma się dobrze w naszym kraju? Jak publiczność przyjmowała nowe kawałki i czy sprawdzają się na koncertach?

Tomasz: Trasa wyszła znakomicie. To były nasze pierwsze koncerty po naprawdę długiej przerwie i dobrze było wrócić na deski klubów w Polsce. Metal ma się znakomicie w naszym kraju. Mówię to nie tylko przez pryzmat tej trasy, ale i obserwując na bieżąco co się u nas dzieje – mamy bardzo silną scenę black metalową i z tego zdaje sobie sprawę już cały świat. Mam wrażenie, że tak dobrze w ekstremalnej muzyce w Polsce nie było nigdy i śmiało porównałbym to do kultu norweskiej sceny BM z końca lat 90. Nie mówię tutaj tylko o tych największych zespołach typu Behemoth, Mgła, Batushka czy Furia – jest mnóstwo genialnych młodych zespołów, które rozwijają ten nurt, który wydawało się, że jakiś czas temu zjadł swój ogon.

Razem z Wami podczas KO Tour dwie inne kapele promowały swoje nowe wydawnictwa – Virgin Snatch i Drown My Day. Miałeś przyjemność zapoznać się z tymi albumami? Jakie jest Twoje zdanie na ich temat? Oba zbierają bardzo pochlebne recenzje.

Tomasz: Oczywiście, że tak! Virgin Snatch nagrał naprawdę wybitną płytę, z pewnością najlepszą od lat. Drown My Day miałem okazję posłuchać jeszcze na długo przed oficjalną premierą, a na żywo te numery zyskały jeszcze większej siły. Osobną kwestią jest, że znamy się od lat i koncertowanie z tymi zespołami to przyjemność!

Granie na perkusji łączysz z prowadzeniem Knock Out Productions, jednej z najprężniej działających organizacji eventowych. Pytanie teraz bardziej do managera niż muzyka – czy w Polsce jest miejsce na organizowanie większych tras koncertowych? Często można bowiem odnieść wrażenie, że kapele metalowe czy rockowe grają trochę od przypadku do przypadku. KO Tour jest tu ciekawym i co ważne cyklicznym wyjątkiem – pytanie tylko czy biznesowo i organizacyjnie się to spina?

Tomasz: Odnoszę wrażenie, że coraz mniej ludzi chodzi na małe koncerty początkujących zespołów. Kiedy zaczynałem grać, w 1999 roku, i graliśmy pierwsze koncerty jeszcze z Fatal Error (które później zmieniło nazwę na Totem), w kultowym w moich rodzinnych stronach klubie „Czarny Piotruś” w Olkuszu, na koncerty przychodziło po 100-150 osób, mieliśmy grupę 30-40 znajomych z Bukowna, którzy jeździli za nami na koncerty, „przeglądu zespołów rockowych” i wszędzie robili zadymę pod sceną. W 2004 roku pojechaliśmy na pierwszą trasę „Thrash the south tour”, na której mieliśmy średnią 150 osób na koncert. Chyba w 2004 roku graliśmy w klubie „Baszta” w Olkuszu, na którym nagrywaliśmy klip do „Thrash The South” i na nasz koncert przyszło prawie 500 osób – to w dzisiejszych czasach jest nie do pomyślenia.

Mimo to podjąłeś się organizacji KO Tour.

Tomasz: Zamysłem KO Tour jest organizacja tras z mocnym składem. Zauważ, że zawsze jest u nas co najmniej dwóch mocnych artystów. Decapitated plus Frontside, Batushka plus Obscure Sphinx, Furia plus Thaw – mocne składy są moim zdaniem kluczem do sukcesu w dzisiejszych czasach. Ludzie są przyzwyczajeni do festiwali i faktu zobaczenia kilkudziesięciu zespołów jednego wieczoru, więc dopóki nie masz takiej pozycji jak Behemoth czy Nocny Kochanek, dopóty dogadaj się z kolegami i zagrajcie trasę, która będzie sukcesem frekwencyjnym a koncerty będziesz grał z dużo większą przyjemnością.

Pociągnijmy jeszcze temat organizowania koncertów – Knock Out Productions mocno zaznacza swoją obecność na rynku, a kapele, które udaje się Wam ściągnąć to już naprawdę wysoka półka. Czy taka działalność wymaga przede wszystkim smykałki biznesowej czy to raczej kwestia pasji i zainteresowania tematem?

Tomasz: Myślę, że każda z wymienionych przez Ciebie rzeczy jest ważna. Wszystko zaczęło się z pasji i to właśnie pasja nas napędza od 2005 roku. Knock Out Productions żyje muzyką i koncertami, nie tylko tymi organizowanymi przez nas. Sami regularnie chodzimy na wydarzenia w całej Polsce – od małych klubowych lub wręcz piwnicowych gigów po duże koncerty i festiwale. W pewnym momencie to się stało naszą pracą i jest to normalnie działająca firma, w której aktualnie pracuje na stałe 9 osób. To oczywiście sprawia, że organizowanie koncertów to nie impreza i picie piwka z fajnymi zespołami tylko odpowiedzialność. Wydaje mi się, że osiągnęliśmy idealne połączenie, w którym absolutnie oddani fani muzyki i koncertów profesjonalnie wykonują to co do nich należy – hobby i pasja stało się naszą pracą i jak widać wychodzi nam to naprawdę nieźle. Organizację koncertów i komunikację z ludźmi traktujemy w sposób w jaki my byśmy chcieli być traktowani jako fani i uczestnicy różnego rodzaju wydarzeń, przykładamy do tego niezwykle wielką wagę.

Może pokusisz się o małe podsumowanie działalności Knock Out Productions w 2018 roku? Najlepszy gig? Rozczarowanie? Plany na 2019?

Tomasz: W 2018 roku zorganizowaliśmy ponad 100 koncertów, w sumie to ok 250 zespołów. Zrobiliśmy nasz największy do tej pory koncert – Nightwish – na którym bawiło się prawie 16 tysięcy ludzi. Rozczarowań nie było, chociaż było kilka koncertów, które zasługiwały na liczniejszą publikę. Plany na 2019 rok? Największym wyzwaniem jest na pewno Mystic Festival, który organizujemy siłami połączonymi z Mystic Production oraz klubem B90 z Gdańska. Na dzień dzisiejszy mamy również zaplanowane m.in. Prog in Park (z m.in. Dream Theater, Opeth i Fish), Into The Abyss Fest współorganizowany z naszym serdecznym kolegą Adamem, nie możemy się doczekać Phila Anselmo & The Illegalls z setem Pantery – prawie każdy z Knock Out Prod planuje pielgrzymkę na ten koncert – w listopadzie szykuje nam się więcej koncertów niż jest dni w miesiącu a poza hałaśliwą muzyką mamy występy takich artystów jak Toto, Diana Krall i wiele innych w trakcie negocjacji.

Wspomniałeś o Mystic Festivalu. Będzie to z pewnością jeden z najmocniejszych akcentów koncertowych w Polsce w 2019 roku. Impreza wraca po ponad 10 latach. Kiedyś było to przedsięwzięcie, za które w pełni odpowiadało tylko Mystic Production. Dziś, jak powiedziałeś, do Mystic dołącza Knock Out Productions i klub B90. W jaki sposób doszło do tej współpracy i jak długo trwały negocjacje (czy może raczej rozmowy) między trzema stronami?

Tomasz: Rozmowy o powrocie Mystic Festival rozpoczęły się na początku 2018 roku. Z Michałem (Wardzałą, szefem Mystic Production – przyp. red) znam się od 15 lat, z Arkiem (Hronowskim, szefem klubu B90 – przyp. red) od ok. 6 lat, ale przez pryzmat współpracy z B90 bardzo się polubiliśmy. Nie ukrywam, że kluczowym elementem tej całej układanki była komunikacja między nami. Trafiło na 3 osoby, które cenią sobie dobrą komunikację i klimat w drużynie ponad kalkulacje. Wszyscy jesteśmy ogromnymi fanami muzyki i Mystic Festival w nowej postaci jest dla nas oczkiem w głowie i niejako spełnieniem marzeń. Z tego względu nie nazwałbym drogi do powrotu Mystic Festival negocjacjami czy rozmowami – szybko podjęliśmy decyzję o tym, że to idealny team i idealny moment na to, żeby się tym zająć.

Czy na etapie planowania powrotu Mystic Festival były między Wami duże różnice? Na przykład na tle artystycznym, czy może nadawaliście od razu na tych samych falach i wszystko poszło gładko?

Tomasz: Festiwale rządzą się swoimi prawami. To nie jest tak, że wymyślisz sobie skład marzeń, pstrykniesz palcem, otwierasz portfel i masz swój wymarzony line-up na plakacie. To jest m.in. powód, przez który Mystic Festival 2019 nie odbywa się w weekend. Na tym etapie nie możemy konkurować z największymi festiwalami w Europie, które od lat ściągają kilkadziesiąt tysięcy osób. Chcąc mieć skład na światowym poziomie, musieliśmy podjąć decyzję o organizacji festiwalu w środku tygodnia, ale dzięki temu zestaw artystów jaki zobaczymy, nie odbiega od największych metalowych festiwali w Europie.
Negocjacje z zespołami rozpoczęliśmy w marcu 2018 roku, robiliśmy burzę mózgów, ustalaliśmy plan A, plan B oraz mnóstwo opcji na ewentualne zastępstwa. System planowania line-upu w 3 osoby jest dla nas idealnym rozwiązaniem. Nikt z nas nie ma decydującego głosu, wszystko przegadujemy i analizujemy pod kątem tego, żeby festiwal łączył ludzi i żeby każdy czuł się na Mystic Festival jak w domu. Słuchamy absolutnie różnej muzyki, uczestniczyliśmy w dziesiątkach europejskich festiwali i cały proces budowania line-upu jest dla nas bardzo ekscytujący a wszystko odbywa się przy małym okrągłym stole.

Jak podzieliliście się obowiązkami? Każdy odpowiada za swoją „działkę” organizacji festiwalu czy jest to płynne, a podział obowiązków ustalany jest na bieżąco?

Tomasz: Oczywiście jest podział obowiązków, który klarował się na przestrzeni ostatniego roku, ale jest cały czas w fazie doskonalenia. Tak na dobrą sprawę to wszystko konsultujemy wewnętrznie, ale jeśli miałbym już wykazać jakiś podział obowiązków to Knock Out Productions zajmuje się tematami bookingu artystów i produkcji, bo jest na bieżąco z tym tematem, Mystic Production dba o promocję festiwalu a B90 pracuje nad wyjątkowym wyglądem festiwalu, dbając o dekoracje i wygląd stref, w których przez te dwa wyjątkowe dni wszyscy będziemy wspólnie egzystować.

Organizacja dużego dwudniowego festiwalu to z całą pewnością przedsięwzięcie duże pod względem logistycznym i organizacyjnym, ale również finansowym. Jak sprawa wygląda w tym zakresie? Czy któraś z firm z waszej trójki dominuje w tym aspekcie i można ją uznać za głównego „inwestora”, czy może jest to zorganizowane w inny sposób?

Tomasz: Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, więc powiem tylko krótko, że dogadaliśmy się na wyjątkowo sprawiedliwych warunkach. Poza tym temat finansowy nie był kluczem w naszej współpracy.

Program Mystic Festival 2019

Znamy już cały lineup festiwalu. Gdyby określić go jednym słowem, samo na usta ciśnie się słowo „różnorodność”. Czy Waszym celem było pójście jak najszerszym frontem i zachęcenie do przyjścia jak najszerszej grupy odbiorców? Obok megapopularnych Slipknota, czy przede wszystkim w Polsce – Sabatona – jest absolutna klasyka, czyli King Diamond oraz Carcass. Nie brakuje też uznanych kapel, jak Testament, a także tych, które są obecnie na topie – Powerwolf, Trivium. Czy nie obawiacie się, że tak duży misz-masz może zniechęcić zarówno miłośników brzmień i kapel bardziej komercyjnych, jak i hardcore’owych fanów?

Tomasz: Naszym celem jest właśnie różnorodność. Zauważ jak wyglądają składy największych festiwali zagranicznych – Wacken, Hellfest, Graspop – tam grają po prostu wszyscy. My konsekwentnie chcemy dążyć do poziomu jaki reprezentują te festiwale. Pomijając fakt, iż owe festiwale odbywają się od wielu lat i mają ugruntowaną pozycję na europejskim rynku oraz zajmują 50 razy większą powierzchnię niż Mystic Festival, uważam iż udało nam się skompletować naprawdę dobry skład i aktualną czołówkę muzyki metalowej. Festiwale rządzą się swoimi prawami – wszyscy chcą zobaczyć jak najwięcej, ale im lepszy i bardziej rozbudowany skład tym mniejsza szansa na zobaczenie wszystkich swoich ulubionych kapel. Ale z drugiej strony zespoły przyjeżdżają do nas z wyjątkowymi, ogromnymi, festiwalowymi produkcjami – mamy święto naszej muzyki i z boskim napojem w dłoni będziemy mogli bawić się przy naszych ulubionych artystach – czego chcieć więcej?

Jak zapatrujecie się na konkurencję? Impact Fest jest dwa tygodnie przed Wami i wysoko zawiesił poprzeczkę. Tool, Alice in Chains, Black Rebel Motorcykle Club – mają wielu fanów i z całą pewnością wypełnią halę. Mają jednak bilety w cenie podobnej do tych, na Wasz dwudniowy festiwal. W zawieszeniu jest jeszcze Metalmania, która świętuje w tym roku XXV edycję – z jednej strony wieści są niepokojące, bo festiwal został przeniesiony z wiosny na bliżej nieokreślony termin, ale może szykują coś naprawdę ekstra?

Tomasz: Konkurencję szanujemy. Na Impact Festival sami mamy bilety od pierwszego dnia sprzedaży. Metalmanię odwiedzamy regularnie od lat 90. Natomiast Mystic Festival 2019 znacznie różni się od wymienionych przez Ciebie imprez. Nasz festiwal odbywa się w środku i wokół Tauron Areny Kraków, ale koncepcja trzech scen, w tym dwóch „open air” tworzy zupełnie inny wymiar i klimat festiwalowy. Z całym szacunkiem, ale Tool, Alice in Chains, BRMC to zajebisty halowy koncert z bardzo mocnym lineupem, a nie pełnoprawny festiwal.

Dlaczego zdecydowaliście się zorganizować festiwal w hali? Wiem, że będą dwie mniejsze sceny na zewnątrz, ale jednak to, co najważniejsze, będzie działo się w środku. Nie uważacie, że przy odpowiednio wyważonej cenie biletów na Wasz fest mogłoby przyjść tyle ludzi, aby wypełnić stadion lub jakąś inną otwartą przestrzeń? Rozważaliście taką ewentualność czy od razu zdecydowaliście się na Tauron Arenę?

Tomasz: Nie chcemy ukrywać, iż w kilkuletniej perspektywie ten festiwal ma się stać pełnym plenerowym wydarzeniem. Tauron Arena Kraków jest nam dobrze znanym obiektem i po przeanalizowaniu terenu, który znajduje się wokół niej podjęliśmy decyzję, iż będzie to najlepsze, najwygodniejsze i najbezpieczniejsze dla nas miejsce na powrót Mystic Festival. Chcemy krok po kroku stworzyć wydarzenie na miarę największego festiwalu typu open air w środkowo-wschodniej części Europy. Zdajemy sobie sprawę, że wymaga to czasu i podeszliśmy do sprawy po prostu rozsądnie. Mamy jedną z najlepszych ekip do robienia tego typu festiwalu w naszym kraju. Jako ciekawostkę mogę dodać, że managerem produkcji jest Joerg Michael, wieloletni perkusista Running Wild czy Stratovarius, który od kilkunastu lat odpowiada za całą produkcję Wacken Open Air – czy to nie jest potwierdzenie tego, że celujemy w najwyższy poziom?

Czy Mystic Festiwal to jednorazowe przedsięwzięcie i jeśli wypali to myślicie, co dalej? Czy macie może długofalowe plany i już myślicie o kolejnych edycjach?

Tomasz: Mystic Festival od samego początku miał być projektem długofalowym. Mamy już kilku potwierdzonych Artystów w tym jednego z headlinerów. Ja już przebieram nogami i nie mogę się doczekać całego procesu tworzenia historii Mystic Festival 2020.

Dzięki za rozmowę!

Fotografia główna: Paulina Sabonis

Podobne artykuły

Steve Tucker: „Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać ze swoją dziewczyną o jej byłym…” (wywiad)

Agata Laszuk

Trevor Peres (Obituary): “Nasza muzyka jest jak film z gatunku horror”

Dominika Kudła

Wywiad: Tom “King Ov Hell” Cato Visnes (Ov Hell)

Tomasz Koza

Mike Portnoy: „Od zawsze byłem typem frontmana za bębnami”

Dominika Kudła

Trivium: “Kiedy nagrywamy album, chcemy, by było to ważne wydarzenie” (wywiad)

Agata Laszuk

Maciej Korczak (Drown My Day): “Większość dzisiejszych produkcji metalcore’owych jest przesłodzonych”

Bartłomiej Pasiak

Zostaw komentarz