Jelonek
Strona główna » Wywiad z Michałem Jelonkiem – “Jestem wychowany na muzyce klasycznej”
WYWIADY

Wywiad z Michałem Jelonkiem – “Jestem wychowany na muzyce klasycznej”

Przed świętami Bożego Narodzenia w poznańskim Bazylu zagrał, zatańczył, zaśpiewał kolędy i operową arię, wytrząchał choinkę, rozdał prezenty, rozkręcił pogo i porwał ludzi do wężyka Michał Jelonek. Przed koncertem udało mi się go jednak porwać na krótką rozmowę o jego najnowszej płycie „Classical Massacre”, muzyce klasycznej i nie tylko.

Za nami premiera albumu „Classical Massacre”. Czy od dawna myślałeś o wydaniu płyty zawierającej wyłącznie muzykę klasyczną?

Od dawna na moich płytach i koncertach pojawiały się różne utwory Vivaldiego, Chaczaturiana czy za czasów Ankh – Paganiniego. Pomyślałem, że już dosyć przemycania pojedynczych utworów. Postanowiłem zebrać je wszystkie i zrobić jedną płytę poświęconą muzyce klasycznej.

Większość utworów na płycie to kompozycje polskich kompozytorów i kompozytorek. Dlaczego?

Właśnie dlatego, że to są nasi polscy kompozytorzy. Stwierdziłem, że Polacy nie gęsi, swój język mają. I obok Chopina szereg innych znakomitych kompozytorów, takich jak Bacewicz, Paderewski i Moniuszko. Zagraniczne kapele często sięgają do swoich źródeł, w metalu także pojawia się folklor – dlaczego mamy być gorsi? Wiem, że mazury i kujawiaki ze względu na metrum ¾ są trudne i nie tak łatwo do nich pogować. Trzeba się postarać, ale skoro naszym pradziadom udawało się wyczyniać do tego niezłe pogo, to nam się też uda!

Co do wyboru samych utworów – są to prywatne sympatie czy jednak zdecydowała łatwość ich aranżacji na rockowo?

Zdecydowanie obydwa czynniki. Chociaż utwory okazały się bardziej wymagające, niż się tego spodziewałem. Dlatego ta płyta powstała tak długo. Wydawało mi się, że wszystko pójdzie łatwo i sprawnie, tymczasem trzeba było w to włożyć więcej czasu i pracy związanej z warsztatem i aranżacją. Co do wyboru – nie ukrywam, że wiele z tych utworów to moje osobiste sympatie. Zwłaszcza Bacewicz i Vivaldi.

Chciałeś nagrać jakiś utwór, który ostatecznie nie pasował albo nie dało się z niego wyciągnąć rockowego brzmienia?

Zdradzę tutaj tajemnicę: nagrałem jeszcze dwa utwory, ale na etapie miksowania okazało się, że nigdzie nie pasują. Odrzuciłem je, ale nie dlatego, że były złe. „Classical Massacre” ze swoją tracklistą jest jak ostry, szybki seks. Wpada mąż do domu i od razu w kuchni zaczyna się akcja. Mąka się rozsypuje, olej rozlewa. Jest ostro i jest fajnie. Te dwa utwory byłyby w tym wszystkim pauzą, pytaniem męża: „a słuchaj kochanie, kupiłaś chleb?”. Trudno, płyta jest krótsza, ale za to zachowała swoją energię i charakter.

Okładka płyty Classical Massacre Michała Jelonka
Michał Jelonek – Classical Massacre (2019)

Czy ten materiał jest hołdem czy raczej jakąś formą zabawy muzyką klasyczną?

Jestem zafascynowany i wychowany na muzyce klasycznej, ale zawsze uważałem, że sztuka, nie tylko muzyka, istnieje po to, żeby ją trochę przełamywać i podrażnić. To samo robili Beethoven i Mozart. Beethoven zaczynał od klasycyzmu, później wszedł w romantyzm, a jego „Grosse Fuge” to już muzyka współczesna. Był krytykowany za łamanie reguł, które ustalały jak grać i komponować. Mozart też spotykał się z krytyką, słynny cytat „za dużo nut”. Postanowiłem pójść tym torem i trochę się tym pobawić, trochę przełamać i uwspółcześnić, bo mam wrażenie, że muzyka klasyczna coraz bardziej się od nas oddala i ogranicza do wycieczek do filharmonii.

Czy to może dlatego, że obecnie osoby słuchające klasyki czasami postrzega się jako te z „kijkami w tyłku”? A czasami sami uważają siebie i swój gust muzyczny za lepszy od innych?

Podobnie jest z jazzem – umm, słucham jazzu, jestem taki lepszy. A ja słucham punka, i co? Niektórzy słuchający punka też mają, za przeproszeniem, kija w dupie. Muzyka nie ma tu znaczenia. Wracając do muzyki klasycznej – zdarzali się kompozytorzy, którzy podchodzili do swojej twórczości i twórczości innych z przymrużeniem oka. Na przykład „Menuet” Paderewskiego powstał w ramach żartu. Wiąże się z nim anegdota, którą Paderewski nawet sam opowiadał.

Kiedy mieszkał w Warszawie, chadzał na proszone kolacje do znajomych, do elity, w której zbierali się adwokaci, prawnicy, doktorzy. Byli oni fanami Mozarta i zawsze prosili Paderewskiego, żeby im tego Mozarta na fortepianie zagrał. Za każdym razem grał im Mozarta, ale w pewnym momencie trochę już mu to się znudziło. Przy kolejnej prośbie zagrał swój „Menuet”. Owacje na stojąco, ochy i achy. Ktoś rzucił: „kto inny jak nie Mozart mógłby stworzyć takie dzieło?”. Wtedy Paderewski odpowiedział, że niestety on. Ale nie tylko Paderewski się bawił. Mamy Rossiniego, który do swoich dzieł potrafił przemycić włoski folklor, naszą Bacewicz, która wykorzystywała nasze rodzime brzmienia.

Musimy “odposągowić” te postacie, żeby nie były tylko pomnikami, przy których zbieramy się w święta w białych koszulach i pod którymi składamy kwiaty. Nie o to chodzi. To byli tacy sami ludzie jak my, mieli takie same emocje, swoje miłości, cierpienia, załamane serca i tęsknoty. I gdyby przenieśli się do naszych czasów, to pewnie poszliby w niezłe pogo.

A który kompozytor według ciebie byłby teraz absolutną gwiazdą rocka?

Beethoven! Na sto procent byłby gwiazdą rocka. Mroczną, ale gwiazdą. Mozart zapewne też, bo ciągnęło go do publiczności. Chopin był jednak bardziej zamknięty w sobie, poszedłby w emo.

Jaki przekaz płynie z nowej płyty?

Jeśli spodobało cię coś, co zostało tu zmasakrowane na rockowo, to wybierz się do filharmonii, posłuchaj tego w oryginale. Bo może okaże się jeszcze fajniejsze.

Na „Classical Massacre” pojawił się pierwszy utwór z wokalem. Dlaczego wybór padł akurat na „Arię Skołuby”?

Moniuszko jest mało znany na świecie, w Polsce niestety też nie cieszy się ogromną popularnością, a tworzył wspaniałą muzykę. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że komponował pod zaborami, więc pisząc takie opery jak „Halka” czy „Straszny Dwór”, w których jest sporo elementów typowo polskich, jak tańce narodowe, nasze rodzime opowieści, stroje, historia, szedł na czołówkę z zaborcą. Wiedział, że na bank będzie problem – pod tym względem był trochę punkowcem. „Straszny Dwór” został zdjęty po trzecim spektaklu i chyba już za życia Moniuszki przez działania carskiej cenzury nie był wystawiany.

Moniuszko swoją twórczością starał się Polskę przywrócić, przynajmniej jej ducha. Nie bez przyczyny zmarł w nędzy. Patrząc na tę naszą historię, powinniśmy docenić to, co mamy. Nie żyjemy w idealnym ustroju. A jeśli ktoś tak uważa, to znaczy, że stoi w tym ustroju u władzy.

Nasi pradziadowie nie mogli pójść na wybory, swój sprzeciw mogli wyrażać w powstaniach. Powinniśmy docenić to, że my możemy pójść i oddać głos. Nawet jeśli uważamy, że nie ma na kogo głosować, bo reprezentanci ogólnie są do dupy, możemy oddać świadomie nieważny głos. To może być sygnał dla polityków, że może czas zmienić te twarze na młodsze lub bardziej wykształcone.

Kontynuując temat, czy uważasz, że artyści powinni się mieszać do polityki?

Polityką powinni zajmować się wszyscy, bo ona dotyczy nas wszystkich. Politykom nie zabraniamy słuchania muzyki i możliwości jej komentowania. Każdy ma swoją opinię i każda publiczna osoba, czy to polityk czy artysta, musi się przygotować na to, że będzie oceniany, czasem osądzany, krytykowany, a czasem chwalony. To naturalne. Jeśli artyści nie mogliby się mieszać do polityki, to Reagan nie zostałby prezydentem, Paderewski premierem, a przecież II Rzeczpospolita wiele zawdzięcza jego dyplomatycznej pracy.

Jeszcze tak parę osób ze świata polityki mógłbym tu wymienić, więc naprawdę ostrożnie z tym stwierdzeniem, że artysta czy muzyk nie powinien zajmować się polityką. Mam wrażenie, że niektórzy politycy nie powinni się zajmować polityką.

Wracając do Twojej płyty i pierwszego utworu z wokalem, skąd pomysł na nawiązanie współpracy akurat z Piotrem Fronczewskim?

Miotałem się z tą najsłynniejszą arią. „Aria Skołuby” to popisowy numer dla niskich, męskich głosów. Myślałem nad tym, kto mógłby mi to zaśpiewać. Tyle, że w tej płycie chodzi o masakrę, więc opcja czystego operowego śpiewu od razu odpadła. A kto ma niski i rozpoznawalny jak godło czy flaga głos? Piotr Fronczewski! Nasz kochany Piotruś z Kabaretu Olgi Lipińskiej i Kabaretu Pod Egidą, nasz Franek Kimono i profesor Kleks. Udało mi się do niego dotrzeć i okazało się, że Piotr jest wspaniałym człowiekiem, a do tego bardzo przystępnym. Ma ogromny dystans do siebie i świata. Stwierdził, że to bardzo dobry pomysł, żeby Moniuszkę troszeczkę wyciągnąć z filharmonii i pokazywać na rockowych koncertach. Jeśli chodzi o samą współpracę z Piotrem Fronczewskim – był to dla mnie ogromny zaszczyt i ogromna lekcja warsztatowa.

Co powiedzieliby twoi nauczyciele muzyki czy skrzypiec o „Classical Massacre”?

Trochę się tego obawiałem, ale zaraz po premierze płyty zadzwonił do mnie mój pierwszy profesor skrzypiec i pogratulował mi. Powiedział: „Michał, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jeszcze jesteś w stanie zagrać coś takiego”. Wie, że mam już rękę jak drwal. Bardzo mnie te słowa cieszą, ale mam też świadomość tego, że dla niektórych melomanów to będzie prawdziwa masakra. Że może troszkę jednak za bardzo jest to po drwalsku zagrane. Bardzo przepraszam, gram, jak umiem. A że umiem niewiele, to niewiele gram.

Fot. kochanfotopl

Podobne artykuły

Kaganek metalowej oświaty – wywiad z Tomaszem Barszczem, organizatorem Summer Dying Loud

Szymon Grzybowski

Wywiad: Ben Weinman (The Dillinger Escape Plan) – 11.02.2017

Albert Markowicz

Wywiad: Kjetil-Vidar “Frost” Haraldstad (Satyricon)

Michał Bentyn

Wywiad: Petri Lindroos (Ensiferum)

Tomasz Koza

Gaahl: “Wyrd opowiada o uniwersum. O wszystkim, co cię w nim otacza.” (Wywiad)

Dominika Kudła

Samael: Vorph na temat „Hegemony” (wywiad)

Agata Laszuk

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!