WYWIADY

Wywiad: Ross Dolan (Immolation)

Michał Bentyn: W następnym miesiącu wydajecie swój kolejny album. Jak nastroje w zespole na moment przed tym wydarzeniem?

Ross Dolan: Człowieku, świetnie! Jesteśmy teraz w bardzo dobrym miejscu. Mam na myśli to, że mimo tego, że nagraliśmy album już w czerwcu, to siedzieliśmy z nim w miejscu, nikt poza nami i kilkoma ludźmi z wytwórni go do tej pory nie słyszał, więc tak naprawdę dopiero teraz słyszymy pierwsze opinie na temat nagrań, na temat nowej muzyki. Wypowiedzi prasy, czy kogokolwiek kto do tej pory miał okazję słyszeć nowy krążek są przytłaczająco pozytywne, więc dlatego mówię o tym dobrym miejscu. Wiesz, zawsze w takiej sytuacji się martwisz, zastanawiasz i masz nadzieję na dobry odbiór twojego dzieła, a my przy każdej takiej okazji jesteśmy bardzo krytyczni wobec swojej pracy. Więc właśnie teraz, kiedy w końcu słyszymy te dobre opinie od ludzi, ludzi którym to co robisz się podoba, rośnie „duch zespołu” (śmiech).

Michał Bentyn: Jestem na świeżo po odsłuchu “Atonement”. Co możesz zdradzić fanom teraz, czego mogą się spodziewać po płycie na miesiąc przed premierą? Jak z twojego punktu widzenia ewoluował zespół w ciągu kilku ostatnich lat?

Ross Dolan: Nie wiem, myślę że to stała ewolucja, cały jej proces od pierwszego albumu aż do teraz specjalnie się nie zmieniał. Cały czas ewoluujemy, ale wiesz, nigdy nie stworzymy albumu idealnego, bo to po prostu niemożliwe. Ciągle staramy się budować swoją pozycję na każdej płycie i każdą kolejną czynić lepszą i lepszą, najlepiej jak tylko potrafimy. Czasem się nie do końca udaje, czasem tworzymy świetne nagranie, ale wciąż czujemy że można zrobić coś lepiej. Z tego konkretnego albumu jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni, co nie zdarza się za każdym razem. Zwykle na każdym krążku znajduje się jakiś element, który komuś z nas nie do końca odpowiada, jednak “Atonement” podoba nam się całościowo. Jesteśmy zadowoleni z muzyki, utwory na tym albumie są bardzo mroczne, bardzo ciężkie, każdy utwór zawiera w sobie wszystkie składowe typowe dla Immolation, przy okazji uważamy że jest to najlepiej wyprodukowany album z naszych wszystkich. Również w warstwie tekstowej jest bardzo ciężko, adekwatny do obecnych czasów i wydarzeń. Całość – jego brzmienie, wygląd, okładka, pewien „feeling” – to wszystko się zazębia i działa ze sobą bardzo sprawnie, więc jesteśmy bardzo szczęśliwi z tego albumu i mam nadzieję że fani nie będą zawiedzeni. “Atonement” traktuję jako naturalne połączenie naszych wcześniejszych i ostatnich dokonań, i wszyscy – starzy i nowi fani – znajdą w nim coś dla siebie.

Michał Bentyn: Świetnie słyszeć, że jesteś zadowolony z Waszego dzieła. A co z poprzednim LP, “Kingdom of Conspiracy”, który ukazał się już przeszło 3 lata temu? Jak płyta przyjęła się z nowymi utworami na żywo, podczas tras promujących, czy festiwali?

Ross Dolan: Odbiór był świetny, dzieciaki pokochały “Kingdom”, rozmawialiśmy na koncertach z wieloma osobami i każdy polubił ten krążek, to że był tak agresywny, tak intensywny – jaki w istocie był. Podobał im się pomysł, cały koncept liryczny, jak i fakt że teksty dotyczyły trudnych tematów, bardzo prawdziwych i aktualnych na tamten, jak i obecny czas, jednak bez wchodzenia na teren jakiejkolwiek agitacji politycznej. Był to po prostu nasz komentarz do współczesnego świata. Mocno inspirowaliśmy się wtedy „Rokiem 1984” Orwella. Myślę że przyjęcie “Kingdom” było bardzo dobre, również w prasie. Jest w tym albumie kilka rzeczy, które teraz chcielibyśmy zmienić, głównie w warstwie produkcyjnej. Na przykład perkusja jest wg mnie zbyt mechaniczna, przeprodukowana. Tego staraliśmy się bardzo mocno uniknąć przy “Atonement”. W znacznej większości głosy krytyki przy poprzedniej płycie dotyczyły brzmienia perkusji.

Michał Bentyn: Moim zdaniem “Atonement” brzmi znacznie mroczniej niż “Kingdom of Conspiracy”, mimo to zawiera więcej melodii i solówek gitarowych. Mieliście zamiar stworzyć płytę bardziej atmosferyczną, czy to raczej kwestia przypadku?

Ross Dolan: Trudno powiedzieć czy był to jasno określony zamiar. Zawsze staramy się nagrać muzykę mroczną, przejmującą i agresywną. Staramy się ale to proces twórczy kieruje nami, nie my procesem twórczym. On pcha nas do przodu. Kiedy utwory są ukończone to są jakie są. Możemy próbować, ale często nie masz żadnej kontroli nad tym, w którą stronę zabierze cię wena. Zgadzam się z tym że nowy album jest bardziej atmosferyczny, w całości, czy pod względem brzmienia, czy tekstu, jak i z tym że jest przepleciony większą ilością melodii, jednak mrocznych melodii, które pasują do klimatu utworów. To po prostu klimatyczne dźwięki dobrze komponujące się z resztą utworu. Mieliśmy przy okazji tej płyty dużo czasu żeby doszlifować każdy utwór na tyle, na ile chcieliśmy. Zaczęliśmy nagrania na początku 2015 roku, mając po drodze kilka przeszkód powodujących zastój. Dobrą stroną tych poślizgów było to, że ten dodatkowy czas naprawdę pomógł nam stworzyć coś rzeczywiście ciężkiego – i znów – mrocznego, cholernie agresywnego i potwornie zajmującego. Serio, uważam, że to nasza najlepsza płyta do tej pory.

Michał Bentyn: Więc co było waszą główną inspiracją? Czy po tych wszystkich latach w zespole jesteś w stanie jasno wskazać co daje ci największe natchnienie i jak to się zmieniało w czasie całego istnienia Immolation?

Ross Dolan: Myślę że inspiracje płyną z dziwnych miejsc, najczęściej znajdujemy wenę po prostu w otaczającym nas świecie, tym bardziej teraz, gdy jesteśmy zalewani informacjami, wręcz bombardowani. W internecie, w twojej komórce, w radiu, w gazetach. Inspiracja czai się wszędzie i nigdy nie możesz przewidzieć kiedy nagle cię znajdzie. A znajduje się w zwykle dziwnych sytuacjach. Czasem nachodzi mnie w pracy i wtedy szybko musze coś zanotować, żeby tylko nie zapomnieć. Tak samo ma Bob. Czasem próbuje napisać coś przez kilka godzin i nic nie wychodzi, a najlepszy pomysł na riff może mieć choćby prowadząc samochód. Nie możesz wiedzieć kiedy i skąd przyjdą do ciebie pomysły na muzykę. One po prostu się pojawiają i musisz być na to gotowy niezależnie od jakichkolwiek okoliczności (śmiech).

Michał Bentyn: Nowy album praktycznie zawsze oznacza nową trasę. Co z planami koncertowymi w Europie? Macie zabukowane występy na festiwalach, w klubach, czy na razie to tajemnica?

Ross Dolan: Póki co jedyne co wiemy na 100% to to, że po premierze albumu w lutym ruszamy na objazd Stanów razem z braćmi Cavalera przy okazji trasy Roots Reunion. Będziemy tego częścią co bardzo nas jara, jesteśmy bardzo podekscytowani. Później w kwietniu zagramy kilka klubowych koncertów w Europie z Vaderem. To będzie świetne przeżycie, bo wiesz, przyjaźnię się z Peterem już niemal 30 lat, jest dla mnie bliskim kumplem i w ogóle świetnym człowiekiem. Mamy też nadzieję na kilka dużych letnich festiwali, po czym pod koniec roku ruszymy z kolejną pełną trasą. Więc na pewno będziemy mieli co robić, odwiedzimy Europę kilka razy promując tą płytę i bardzo się z tego powodu cieszymy.

Michał Bentyn: Immolation działa na scenie już niemal 30 lat. Co po tak długim czasie wciąż dale ci siłę do prowadzenia tej kapeli, ciągle sprawia że nadal chcesz wychodzić na scenę i siać chaos? Miałeś jakieś momenty słabości?

Ross Dolan: Myślę, że po prostu lubimy to co robimy. To jest jedna z tych rzeczy w życiu, która sprawia nam ogromną przyjemność, zawsze tak było. Może to dlatego, że to nigdy nie była dla nas praca. Jest pewnie inaczej, kiedy zespół to twoja stała robota, kiedy staje się biznesem, a ty po prostu w nim pracujesz, ale u nas nigdy tak nie było. Zawsze mieliśmy w domu stałą pracę, więc kiedy wyjeżdżamy na trasę wszystko co robimy, robimy z pasji do tej muzyki, do tego zespołu. Cieszy nas to co robimy, kochamy tworzyć ciężką muzykę, zajmującą i majestatyczną. Za każdym razem staramy się wyciągać z tego tyle frajdy ile się da, zwłaszcza podczas tras. Trasy to najfajniejsza część tego wszystkiego, bo wreszcie mamy okazję się wyrwać, okazję dzielić się muzyką z fanami. Dla mnie nie ma nic lepszego niż koncerty, to wspaniałe doświadczenie móc przeżywać tą muzykę twarzą w twarz z ludźmi którzy przyszli po to, by ciebie słuchać. Uwielbiamy każdy aspekt bycia w trasie, chyba nigdy nam się to nie znudzi, nie stanie się przykrą rutyną. Wiesz, zdarzają się trudne momenty, czasem ciężko jest stale balansować między dwoma światami – światem muzyki i zżyciem prywatnym. Czasem życie w trasie bywa męczące. Ale mimo to jest to nasza pasja i kiedy wrócimy “przetyrani” z trasy od razu wiemy dlaczego robimy to już tyle lat. Po prostu to lubimy.

Michał Bentyn: Biorąc to wszystko pod uwagę co mógłbyś powiedzieć młodym zespołom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę na lokalnych scenach metalowych?

Ross Dolan: Powiedziałbym – bawcie się. Cieszcie się, czerpcie z tego jak najwięcej radości. Pasjonujcie się muzyką, próbujcie stworzyć coś nowego, coś świeżego. Bądźcie prawdziwi wobec siebie. Nie próbujcie grać rzeczy, które was nie jarają, piszcie z serca. Jednak stawiajcie sobie realne cele. Niestety, to nie jest rodzaj muzyki, w który się wkręcasz, żeby robić na tym pieniądze, osiągać sukces finansowy. To muzyka w którą wchodzisz, bo po prostu ją czujesz, lubisz ją. Twórzcie coś swojego, własnego. Własna tożsamość jako kapeli jest chyba najistotniejszą rzeczą, zwłaszcza w dobie internetu, gdzie mamy dostęp do milionów kapel w zasięgu kilku kliknięć. Kiedy my zaczynaliśmy zespołów tego rodzaju była garstka, nie było tak trudno się wybić i zabłysnąć. Więc ponownie – miejsce realne do osiągnięcia cele, później stawiajcie sobie kolejne, bawcie się muzyką, twórzcie z serca i dla siebie, a nie dlatego, że ktoś inny też to robi.

Michał Bentyn: Dzięki za rozmowę, powodzenia na trasie!

Ross Dolan: Dzięki, trzymaj się!



Podobne artykuły

Wywiad: Simen „ICS Vortex” Hestnæs (Arcturus) – 22.04.2017

Michał Bentyn

Wywiad: Kjetil-Vidar “Frost” Haraldstad (Satyricon)

Michał Bentyn

Wywiad: Petri Lindroos (Ensiferum)

Tomasz Koza

Zostaw komentarz