WYWIADY

O koncertach w Polsce wiedzą (prawie) wszystko – wywiad

Jeśli uwielbiacie muzykę na żywo i wyczekujecie na każde nowe ogłoszenie koncertowe z zapartym tchem, wcale nie musicie czekać na oficjalną informację organizatora. Facebookowy serwis Koncerty w Polsce to grupa trzech pasjonatów występów na żywo, która dzięki znajomościom w branży (a może nawet pracy w niej – tego ujawniać nie chcą) stał się jednym z najszybszych i najpewniejszych źródeł informacji na temat planowanych w naszym kraju koncertów i artystów, którzy mają wystąpić. Jak patrzą polski rynek koncertowy? Czy organizowanie koncertów to dochodowy biznes? Jak oceniają największych organizatorów? I wreszcie, które zapowiedzi na przyszły rok zrobiły na nich największe wrażenie?

Zapraszamy do lektury wywiadu z jednym z redaktorów strony Koncerty w Polsce.

Wielokrotnie w swoich postach pisaliście, że nie chcecie się ujawniać, ale zacząć muszę od pytania, czy Koncerty w Polsce to jedna osoba, czy grupa?

To akurat zdradzić możemy: 3 osoby tworzą naszą redakcję

W ciągu ostatnich kilku miesięcy byliście najpewniejszym i najszybszym źródłem informacji na temat koncertów, które planowane są w Polsce. Wasze przewidywania były na tyle trafne, że trudno uwierzyć, że jesteście zwykłymi pasjonatami. Czy pracujecie w branży eventowej?

Mamy różne kontakty, ale jeśli chodzi o naszą działalność, podstawą pracy w KwP jest porządny research – sprawdzamy, na ile pewne scenariusze są możliwe pod względem terminów kapel albo tego, czy są w trasie. Blisko nam do branży muzycznej, ale jednak to, czy jesteśmy stricte z branży, zostawimy dla siebie. Dużo kontaktów jednak pomaga, a naszą dewizą (przyjętą z filmu Wszyscy Ludzie Prezydenta) jest, że zawsze zapewniamy naszym źródłom 100% anonimowości. Najbliżej nam właśnie do pasjonatów, o dziwo!

Czy jednak organizacja koncertów od kuchni jest wam znana w jakimś stopniu? Nawet jeśli są to tylko opowieści ludzi, którzy są waszymi źródłami.

Zdecydowanie tak – widywaliśmy organizację od kuchni, ale sporo to opowieści osób, które chciały się z nami podzielić. Bo to temat rzeka – tych historii były setki.

Może zacznijmy od początku – bookowanie koncertu i zapraszanie muzyka/zespołu. Jak to wygląda? Zespoły, które są w trasie same „wpraszają się” i chcą grać, czy trzeba o nie zabiegać. Domyślam się, że dużo ma tu do rzeczy status kapeli?

Dużo zależy właśnie od samego zespołu – największe trasy i nazwy chcą współpracować praktycznie tylko z LiveNation – ze względu na to, że to światowa korporacja o ogromnym kapitale. Niektóre trasy powstają w całości w USA i poszczególne oddziały dostają koncerty z automatu. Czasem mniejsze agencje biją się o zespoły, które „nie zostały zagospodarowane”. Ostatnimi czasy też większość organizatorów znalazła swoje nisze – Knock Out Productions robi metal, Metal Mind Production wzięło się za granie lat 90., a Prestige MJM to bardziej pop.

Darmowa dostawa w EMP Shop

Jak dużo wcześniej organizator musi zacząć starać się o zorganizowanie występu zespołu? Najwięksi swoje występy anonsują już w tej chwili z ponad rocznym wyprzedzeniem. Z drugiej strony są teraz w Polsce organizowane festiwale, na przykład Metalmania, która teoretycznie odbywa się około kwietnia, a jeszcze nie ma żadnego ogłoszenia (wywiad przeprowadzany był przed ogłoszeniem informacji, że Metalmania 2019 odbędzie się w innym terminie – przyp. red). Od czego to zależy? Czy jeśli organizator długo zwleka z podaniem składu, szykuje prawdziwą petardę czy raczej można spodziewać się, że w panice szuka kogokolwiek?

Te największe „deale” zapadają rok, półtora przed – i takie zespoły najczęściej ogłaszają od razu całą trasę albo nawet trasę światową. Mniejsze nazwy to raczej bookowanie na bieżąco, czasem nawet dodawanie dat do już ogłoszonych. Jeśli jakieś ogłoszenie się opóźnia, to często z winy tego, że dany zespół będzie grał w danym kraju wcześniej koncert, ogłoszenie wtedy ustala się po tym koncercie lub po zakończonej trasie. Czasem jednak jest to tak, jak wspomniałeś – próba znalezienia kogokolwiek do line-upu.

Kod Rabatowy na święta w EMP Shop

Czy znasz jakąś sytuację z ostatniego czasu, że jakiemuś organizatorowi się bardzo mocno posypał line-up? Mnie przychodzi na myśl bodaj tegoroczna edycja Prog in Park, gdzie na krótko przed koncertem główna gwiazda – Sons of Apollo – zrezygnowała z całej trasy i musiała być zdjęta z line-upu.

W takich sytuacjach często trzeba działać w mgnieniu oka, wytyczyć krąg potencjalnych zastępców i mieć nadzieję, że będą dostępni. Będąc na bieżąco, ciekawi nas w KwP sytuacja Open’era 2019 – część nazw, które są headlinerami na festiwalach będących starszymi braćmi (Rock Werchter, Mad Cool), ogłosiło je już, ale w Polsce są to albo osobne koncerty (Muse, Tool, P!nk) albo kolizja dat powoduje, że artysta raczej nie pojawi się na Openerze – tak jest w przypadku The Cure. Pamiętam też, że Bullter for My Valentine nie mogli przybyć na zaplanowany koncert podczas Capital of Rock i zastąpiła ich Gojira – akurat ta decyzja spotkała się z aplauzem fanów. Inną sprawą jest, że druga edycja tego festiwalu została kompletnie położona – nie robi się headlinerem biletowanej imprezy nastawionej na gitarowe granie Prodigy. Pamiętam, że łapaliśmy się za głowę wtedy. No i jest jeszcze pamiętne ZZ Top na Ursynalianch, którzy w końcu nie zagrali.

Może zatem dwa słowa o tegorocznym Open’erze – pierwsze trzy ogłoszenia, mówiąc delikatnie, nie rzuciły fanów na kolana. Jaka jest Wasza opinia? Szykują coś dużego czy raczej jest panika? Kilka razy ten wątek pojawiał się u Was, były różne spekulacje, ale z tego, co kojarzę i teraz to potwierdzasz – większość typów odpadła z różnych względów.

Obstawiamy, że wpadnie Jack White z The Raconteurs, jest kumplem AlterArt, jest bardzo popularny w Polsce – to dobry typ na headlinera. Nie spodziewamy się jednak szału, inne festiwale pokazują, że 2019 będzie sezonem „co-headlinerów”, dwóch mniejszych nazw w miejsce jednej wielkiej gwiazdy, coś z puli: The National, Mumfords & Sons, Mogwai, Weezer. Nas osobiście openerowe ogłoszenie wprawiło w śmiech. Nie jesteśmy fanami Grety, a Travis Scott to nie nasza bajka. The 1975 – w porządku, mówi się, że będą też na Glastonbury.

Jak oceniacie dwa duże festiwale, które będą w czerwcu w Krakowie? Mystic i Impact – na jednym Slipknot, Sabaton i duży misz-masz wszelkiej maści metalu. Na drugim Tool i Alice in Chains – niby z różnych bajek, ale jednak z dużą bazą fanów.

Impact to dla mnie strzał w dziesiątkę. Moi dwaj koledzy, aż takimi fanami Tool nie są. Ale u mnie ten zespół dłuuugo był na miejscu nr 1 na liście „muszę zobaczyć na żywo” – tak prowadzimy takie listy – i teraz się udało i to razem z Alice in Chains. Szczególnie że wiedzieliśmy wcześniej że, grunge’owa kapela tam będzie. O Mystic Festival pisaliśmy długiego posta. Takie kapele będą w trasie w 2019, więc to je organizator mógł bookować. Jest komercyjnie, bo impreza musi na siebie zarabiać. Jeśli jednak ta edycja się uda, następna będzie jeszcze lepsza. A taki Testament czy Municipal Waste to nie jest kandydat na headlinera. To raczej materiał na koncert klubowy.

Jeśli mogę sobie pozwolić na odrobinę prywaty to ja na festiwal z headlinerami takimi jak Testament czy Municipal Waste bym chętnie poszedł!

My też! Ale takich jak my jest za mało.

Wyszedł temat kosztów i zarabiania – czy organizacja koncertów to – zgodnie z waszą wiedzą lub doświadczeniem – dochodowy biznes, czy raczej jako tako się spina i trzeba być prawdziwym pasjonatem, żeby to robić?

Szefowie Live Nation raczej nie muszą się martwić o kasę, ale jeśli chciałoby się sprowadzać swoje ulubione kapele, trzeba czasem godzić się na stratę. Pytanie tylko, jak długo będzie można tracić pieniądze. Gdybym mógł, sprowadziłbym do Polski Blue Oyster Cult.

Na czym jest pewniejszy zarobek – na dużym koncercie stadionowym lub halowym czy na klubowym z artystą mniejszego kalibru?

Stadion – tam teraz chodzi się czasem, żeby się pokazać. Do klubów jednak chodzi się, bo chce się posłuchać muzyki. Oczywiście każdy niech wydaje pieniądze, jak chce, ale ostatnie lata pokazują, że stadiony są pełne.

Co do tych koncertów stadionowych, jest jednak chyba tak, że zysk większy i pewniejszy, ale jednocześnie trzeba mieć więcej pieniędzy na start, bo – jak przypuszczam – nikt nie udostępni obiektu za obietnicę zapłaty z zysków ze sprzedaży biletów, tylko wszystkie koszty trzeba pokryć z góry?

Zdecydowanie wszystko musi zostać opłacone – stąd w przygotowanym budżecie na dany koncert wydziela się honorarium dla zespołu i wszystkie inne opłaty.

Czy znasz stawki zespołów? Jeśli tak, mógłbyś podać jakieś przykładowe?

Poszczególnych zdradzać nie chcę, ale krążąca swego czasu w internecie rozpiska stawek była bardzo bliska prawdy. Zależnie od wymagań finansowych i rodzaju venue tworzy się ceny biletów. Tak, aby na danym evencie zarobić – zdecydowanie większość koncertów jest robiona z myślą o zyskach, ale są też pasjonaci, którzy robią to, bo kochają muzykę. Myślę, że dobrym przykładem jest RockSerwis – specjalizują się w prog-rocku i zapraszają King Crimson, Stevena Wilsona czy Camel.

Wspominaliśmy o kilku największych graczach organizujących koncerty – Live Nation, Knockout, MMP, MJM. Czy oferują różną jakość organizacji, czy tak naprawdę organizator jest mało istotny?

Bywaliśmy na koncertach w różnych krajach i organizacja w Polsce jest na wysokim poziomie. Przy takich przedsięwzięciach zawsze zdarzą się problemy, a jakoś nigdy nic nie popsuło nam zabawy. Zaznaczam jednak, że niezwykle rzadko interesują nas podczas koncertów inne aktywności niż sama muzyka. Także czasem nawet nie wiemy, że np. podczas jakiegoś koncertu sprzedawano wyłącznie piwo bezalkoholowe.

Muszę zapytać was jeszcze o Live Nation. Jak już wspominałeś, mają często wyłączność na największych artystów, a przez to w pewnych aspektach można traktować ich jako monopolistę. Czy uważasz, że faktycznie tak się zachowują i obniżają jakość swoich usług? Mam na myśli różne aspekty (ceny biletów, sposób dystrybucji, sprzedaży, ale również sama organizacja)? Czy może Twoja opinia na ich temat nie jest tak krytyczna?

Co do LN będę bardziej krytyczny – z ich pozycją, manipulacją cenami i wielkością stref to nic innego jak żenada. Uważam, że to są praktyki socjotechniczne i są na granicy przyzwoitości. Historia z Guns’n’Roses w Gdańsku jakoś ucichła, chociaż miał się jej przyjrzeć UOKiK. Szczególnie nieśmieszne są ich wpisy na socialach, w stylu „wyżebraliśmy od artysty dodatkową pulę biletów”. Zespół nie ma nic do gadania, więc to tylko ich zagrywka.

Nie wydaje Ci się to dziwne? Bo – z mojej perspektywy laika – nie ma żadnej różnicy, czy sprzedadzą wszystkie bilety na koncert naraz, czy będą rzucać takie małe pule w przypadkowych dniach.

Tworzenie wrażenia, że coś się wyprzedało działa na ludzi – będą szukać biletów na portalach konikowych, a następnym razem rzucą się też od razu. Więc jednocześnie w ten sposób organizator zapewnia sobie sprzedaż biletów w kilka godzin i oszczędza na promocji. Co do Viagogo i portali konikowych – jesteśmy świadomi, że toczą się dziennikarskie śledztwa dotyczące powiązań między organizatorami, a serwisami odsprzedającymi bilety po zawyżonych cenach.

Wspominałeś, że organizacja koncertów w Polsce nie odbiega od tego, co jest na zachodzie Europy. W mojej ocenie Polska nie jest też na peryferiach koncertowych i najwięksi nas raczej nie omijają. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

To, co się dzieje w ostatnich latach – ogłoszony Phil Collins, KISS, halowy koncert Pearl Jam, powracająca ciągle Metallica, powstawanie coraz większych festiwali, Eminem, który ma być niedługo ponoć ogłoszony – pokazuje, że staliśmy się już graczem wysokiego szczebla. Pozostaje kwestia cen biletów, ale to wypadkowa kilku czynników i niestety tego, że zarabiamy w złotówkach.

Czyli to nie bilety są za drogie, tylko my za mało zarabiamy?

Ceny biletów są tak jak artyści – na poziomie europejskim. Dany zespół nie obniży swojej stawki tylko dlatego, że gra w kraju z inną walutą. Niestety.

Myślisz, że dojdziemy do poziomu, w którym gwiazdy będą grały po Polsce mikro-trasy koncertowe? Przykładowo Metallica nie przyjedzie na jeden koncert, a zagra dwa lub trzy, Iron Maiden w tydzień zagra pięć, czy na to jesteśmy jeszcze za mali?

Myślę, że takiego poziomu szybko nie osiągniemy. Zdecydowanie bezpieczniejsza jest opcja jednego koncertu. W Niemczech to trochę inaczej wygląda, tam landy traktowane są bardziej autonomiczne. U nas przyjęło się, że zazwyczaj będzie jeden na trasie. Chociaż są zespoły, które sprzedałby więcej niż jeden koncert. Pokazały to dwa koncerty Maiden w Krakowie.

Jeszcze przy okazji koncertów w Polsce – jest kilka obiektów, które kojarzą się typowo koncertowo – Narodowy, Śląski, Stadion w Gdańsku czy hale w Gdańsku, Krakowie czy w Łodzi. Gdzie najlepiej, gdzie najgorzej? Gdyby artysta grał w kilku miejscach, który obiekt najlepiej wybrać?

Nie ukrywamy, że lubimy Tauron Arenę, ale to też po części z faktu, że jesteśmy z południa Polski. Jest to też największa hala w Polsce, stąd też jest zazwyczaj wybierana. Uwagę zwraca się też na miasto: Kraków czy Warszawa to pierwsze wybory podczas planowania koncertów. Jest też kultowy Spodek, ale to już bardziej archaiczna budowla. Nie przepadamy natomiast za stadionami. Wiadomo, PGE Narodowy ma fatalną opinię i jest to w większości prawda: koncerty AC/DC i Metalliki to była akustyczna katastrofa (stąd też na Metallikę jedziemy do Pragi w 2019), ale Ed Sheeran, Rolling Stones i Madonna – w tych przypadkach akustyka była już w porządku. Z opowieści wiemy, że kapitalnie brzmiał Coldplay. Wniosek? Ten stadion nie sprawdza się w przypadku koncertów metalowych, wtedy się robi jedna wielka kakofonia!

Na koniec jeszcze trochę prywaty. Liczyłeś, kiedyś na ilu koncertach byłeś? Prowadzicie własne statystyki, zbieracie bilety?

Prowadzę swój profil na setlist.fm – powoli zbliżam się do 300. Nie oceniam czy to dobry wynik, biorę pod uwagę, że moim pierwszym dużym koncertem był Linkin Park/ Pearl Jam na Śląskim w 2007 roku. Potem była krótka przerwa i dopiero kilka lat temu „odbiła szajba”. Moi koledzy z redakcji też mają swoje ulubione typy: ja zazwyczaj ogarniam rock alternatywny, mamy specjalistę od klasycznego rocka i popu, a także kogoś, kto ogarnia te bardziej współczesne klimaty. Można powiedzieć, że doskonale się uzupełniamy. I tak, wszyscy zbieramy bilety!

Koncerty w Polsce bilety
Fot. Archiwum prywatne

Ostatnie trzy pytania 1. Koncert/artysta, który zrobił największe wrażenie? 2. Największe rozczarowanie koncertowe? 3. Koncert marzeń?

1. Pearl Jam w Krakowie 2018 – 48 godzin czekania pod Areną, ale udało się dorwać barierkę, a zespół (zdarza im się) zagrał dwa utwory, które ze znajomą pokazaliśmy im w formie zorganizowanej akcji. Tuż za Pearl Jam – David Gilmour we Wrocławiu 2. Słabo wspominam AC/DC na Narodowym, tutaj koncert położyła akustyka. Rzadko zdarza mi się wyjść z koncertu rozczarowanym, raczej wtedy po prostu o nim zapominam. 3. Ogłosili Tool i Phila Collinsa, więc już jestem w niebie. Led Zeppelin nie wrócą… Odpowiem więc, że Bruce Springsteen – to będzie plan na 2020 rok!

O AC/DC to też mogę powiedzieć, że też byłem rozczarowany po występie na Narodowym, ale w 2010 grali na Bemowie i to był totalny odlot. Springsteena też bardzo chciałbym zobaczyć. Dziękuję bardzo za rozmowę!

Właśnie, Bemowo było dobrą miejscówką! Ale się osiedla skarżyły. Ja również dziękuję, to była bardzo przyjemna rozmowa!

Podobne artykuły

“To jest tak naprawdę naszym celem – poruszać ludzi.” Wywiad z Obscure Sphinx.

Dominika Kudła

Gaahl: “Wyrd opowiada o uniwersum. O wszystkim, co cię w nim otacza.” (Wywiad)

Dominika Kudła

Kaganek metalowej oświaty – wywiad z Tomaszem Barszczem, organizatorem Summer Dying Loud

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz