RECENZJE

Chętnie przekroczę te wrota – recenzja Doomsday “Gates of Sanity”

Polacy nie gęsi i dużo dobrego metalu mają. W ostatnim czasie, na rynku pojawiło się całkiem sporo bardzo dobrych polskich płyt metalowych. Wymienię na szybko nowy album Hate, jeszcze ciepły „Głód” Non Opus Dei, czy zbierający bardzo wysokie noty album „Age of Excuse” Mgły. Ukazała się również płyta zespołu mniej znanego, ale z pewnością wartego uwagi.

Na początek kilka faktów o Doomsday

Zespół pochodzi z Krakowa, powstał w 2012r. z inicjatywy gitarzysty i wokalisty Karola Wójcika i grającego na gitarze Wiktora Chojnackiego. Skład uzupełnia basista Adam Drewniak i siedzący za zestawem perkusyjnym Mateusz Stomal. Na przestrzeni kolejnych lat zespół koncertował w niezmienionym składzie, wygrywając między innymi dwukrotnie przegląd “Nowa Huta Alternative” oraz krakowski przegląd zespołów metalowych organizowany przez klub “ZetPeTe”.

W 2016r. zespół wypuścił debiutancki mini-album pt. “Cortege of Doom”. Omawiany tutaj album “Gates of Sanity” jest pierwszym „długograjem” krakowskiej grupy, ukazał się we wrześniu bieżącego roku.

Zespół Doomsday
Zespół Doomsday, fot. Daniel Krawiec

Co znajdziemy na „Gates of Sanity”?

Członkowie Doomsday zapewniają, że ich muzyka będzie odpowiednia dla fanów ciężkich, ekspresyjnych dźwięków i utrzymują, że utwory instrumentalne, które trafiły na album, nacechowane są ogromnym ładunkiem emocji i spokoju. Muzycy, wśród swoim inspiracji wymieniają zespoły takie, jak Black Label Society, Pantera, Machine Head, Testament czy Sepultura. Gdy zagłębimy się w materiał na „Gates of Sanity” okaże się, że tych inspiracji jest znacznie więcej. Ale po kolei.

Uwagę przyciąga ciekawa okładka albumu

Starannie przygotowana grafika, aż prosi się, by zawiesić na niej oko na dłużej. Choć określenie „popieprzona” byłoby chyba bardziej trafne. Patrząc na te demony kłębiące się wokół spętanego człowieka, na surowy, zniszczony i nieprzystępny świat, myślę sobie, że tytuł „Gates Of Insanity” byłby bardziej adekwatny.

„Gates of Sanity” wita nas instrumentalnym wstępem

Po otwierającym płytę utworze „Madness (Intro)” pora na kompozycję tytułową. Oparta na chwytliwym riffie tytułowa kompozycja, wita nas nieco knajpianym, jakby nie całkiem poważnym zaśpiewem. W pierwszym odruchu pomyślałem sobie “eee, chyba nie”. Jednak im bardziej zagłębiałem się w album, tym bardziej docierało do mnie, że stojący za mikrofonem Karol Wójcik jest bardzo sprawnym wokalistą. Potrafi przejść od growlu, poprzez mniej agresywne wokalizy, a na tymże „knajpianym” zaśpiewie skończyć.

Gitarowe solówki na debiucie Doomsday

To kolejny element, który zwraca uwagę podczas słuchania albumu. Gitarowe popisy „wioślarzy” wyróżniają się zdecydowanie na plus. Nie są popisami dla samych popisów, bardzo czujnie oddają klimat i charakter poszczególnych utworów. A gdy zagłębić się w album, okaże się, że jeden utwór wcale nie musi zawierać tylko jednej solówki!

Krakowski zespół Doomsday
Zespół Doomsday, fot. Michał Dzikowski

Gdzieś to już słyszałem, czyli „cudzesy” na albumie

Następny na płycie utwór, “Call to War”, zaczyna się riffem, przy którym od razu pomyślałem sobie „znam to!”. Agresywny, ale melodyjny początek utworu, brzmiący, jakby wyciągnięto go żywcem z którejś płyty Arch Enemy, tłukł mi się przez chwilę po głowie. W końcu znalazłem! Odpalcie sobie “Der Meister” Rammsteina. “Call to War” zaczyna się wręcz identycznie.

W okolicach 3,5 minuty “Breath, Exhale” słychać fragment wyrwany z “All Nightmare Long” Metalliki. Tu pomyślałem sobie, że zespół trochę zbyt usilnie “inspiruje się” dokonaniami bardziej znanych kolegów po fachu. Miałem wręcz skojarzenie z zabawną sceną z (notabene dość przeciętnego) filmu “Heavy Trip” (kto nie oglądał, niech ominie ten akapit). W pewnym momencie filmu, gitarzysta filmowej grupy stwierdza, że ma kilka pomysłów na autorski materiał, po czym zaczyna grać Panterę i Children Of Bodom. Ale zostawmy na boku złośliwości, ponieważ…

Doomsday na „Gates of Sanity” potrafi zaskoczyć

Często nie wiadomo w jakim kierunku zespół poprowadzi słuchacza w swoich utworach. Nastrój pomiędzy kolejnymi utworami zmienia się diametralnie, a jednocześnie słuchając płyty nic mi nie zgrzyta, nie czuję, że słucham zbioru przypadkowych utworów powyciąganych z różnych parafii. Gdyby ktoś miał wątpliwości – zróżnicowanie przy jednoczesnej spójności płyty to jej główna zaleta.

Przykładowo, kawałek pt. „Lemmings” rozpoczyna się rwanym, nowoczesnym, jakby elektronicznym riffem, tylko po to, by pomknąć dalej z iście rock’n’rollową energią. Skojarzenia z Lemmym i Motörhead są tu jak najbardziej uzasadnione.

Instrumentalne przerywniki na płycie

Na album trafiło kilka instrumentalnych miniaturek. Otwierający płytę “Madness (Intro)”, ponadto “Corrupted Happiness”, “XIII” i “World of Ruin”. Moją uwagę szczególnie przykuły dwie ostatnie.

“XIII” zaczyna się nieco drętwo i bez wyrazu. Jednak w pewnym momencie kolejne dźwięki zaczynają brzmieć coraz bardziej niepokojąco i ponuro. Wszystko zaczyna się rozjeżdżać, struktura utworu rozsypuje się. Bardzo ciekawy i zwracający uwagę zabieg.

Różne emocje na „Gates of Sanity”

Trwający minimalnie ponad godzinę album, kończy się wspomnianym wcześniej utworem o wymownym tytule “World of Ruin”. Ta nastrojowa, instrumentalna kompozycja stanowi bardzo czujne zamknięcie tego zróżnicowanego albumu. Zróżnicowanego nie tylko pod względem muzycznym, ale i emocjonalnym. Muzycy Doomsday na swoim długogrającym debiucie, bez trudu oddają różne, nieraz skrajne, emocje: agresję, nostalgię, wesołkowatą beztroskę, niepokój.

Na album trafił jeden utwór z debiutanckiej EP-ki

“Holy”, bo o nim mowa, świetnie pokazuje ogromny rozwój, jaki dokonał się w zespole na przestrzeni ostatnich trzech lat. Kompozycja dojrzała, okrzepła, nabrała klimatu. To świetny dowód na to, że warto dać muzyce czas, właśnie po to, by zdążyła odpowiednio dojrzeć i nabrać charakteru. „Holy” to, moim zdaniem, koncertowy pewniak.

Podobnie, jak zagrany wybitnie „pod nóżkę” utwór “Crook”, kojarzący się z dokonaniami Machine Head. Tego dobrego Machine Head, z czasów najstarszych płyt.

Za mało Doomsday na „Gates of Sanity”?

Czytając ten tekst można odnieść wrażenie, że zespół nie ma własnego stylu i charakteru. Tu Metallica, tam Rammstein, jeszcze gdzie indziej Motörhead. A sami muzycy w inspiracjach wymieniają jeszcze inne zespoły. Można oczywiście dalej badać każdy riff pod lupą i doszukiwać się kolejnych podobieństw i nawiązań. Proponuję jednak odłożyć na bok nadmiernie szczegółową analizę i odpowiedzieć sobie na proste pytanie, które brzmi…

Jak słucha się “Gates of Sanity”?

Spieszę z odpowiedzią – bardzo fajnie. Krakowska grupa, na swojej debiutanckiej płycie, łączy wszystkie elementy, wszystkie pomysły nadzwyczaj zgrabnie, dając słuchaczowi bardzo energetyczny, mocny i chwilami zaskakujący materiał. Podoba mi się, że album nie jest jednostajną nawalanką. Że muzycy potrafią zagrać mocniej, delikatniej, bardziej agresywnie i bardziej klimatycznie. A różne style muzyczne łączą swobodnie razem, tworząc interesującą i zróżnicowaną całość.

Dużo dobrego można powiedzieć o brzmieniu płyty

Jest brudne i mętne, a przy tym charakterne – ciężkie i masywne. Słowem, bardzo dopracowane. Zresztą, muzycy do każdego elementu albumu (okładki, kompozycji, brzmienia, produkcji) podeszli z jednakową starannością.

I jako słowo podsumowania recenzji napiszę, że bardzo doceniam tę staranność i dopracowanie płyty. Słuchając “Gates of Sanity”, nikt nie powinien mieć wrażenia, że ktoś wciska mu album zmajstrowany na kolanie. Ja przez tytułowe wrota z przyjemnością przeszedłem nie raz i z pewnością jeszcze nie raz przejdę.

Dodam jeszcze, że materiał zawarty na „Gates of Sanity” ma ogromny potencjał koncertowy i bardzo chętnie przekonam się, jak zespół wypada na żywo.

Przydatne linki:

Facebook | Spotify | iTunes | YouTube | Bandcamp

Zamów “Gates of Sanity”
Mailowo | Messenger | Bandcamp

Okładka płyty Gates of Sanity zespołu Doomsday
Doomsday – Gates of Sanity, 2019

Tracklista Doomsday – „Gates of Sanity”

01. Madness (Intro)
02. Gates of Sanity
03. Call to War
04. Well of Darkness
05. Crook
06. Corrupted Happiness
07. Breath, Exhale
08. Lemmings
09. Facing the World
10. Just
11. Closed
12. Holy
13. XIII
14. Goddamn
15. World of Ruin

Artykuł sponsorowany

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – Tibi Et Igni

Tomasz Koza

Recenzja: Soulfly – Enslaved

Kinga Parapura

Recenzja: Trivium – Vengeance Falls

Tomasz Koza

Recenzja: Lacrima – A Story From Limbo

Tomasz Koza

Recenzja: Crionics – N.O.I.R.

Tomasz Koza

Recenzja: Suffocation – Pinnacle Of Bedlam

Tomasz Koza

Zostaw komentarz