Image default
RECENZJE

Słaby ten nalot – recenzja Drive-By „2”


Rybnicki Drive-By zaprezentował kilka dni temu swój drugi album. Jako, że to mój pierwszy kontakt z zespołem, wypadało poszukać jakichś informacji na ich temat.

Grupa powstała w 2005r, gdy „dwóch typów (…) po kolejnej interwencji w Szpitalu Psychiatrycznym w Rybniku, podczas rozluźniającego papierosa, podjęło rozmowę na temat muzyki”, która „nie pozostawia po sobie ofiar ani nie godzi się na kompromisy”.

Drive-By o nazwie zespołu piszą:

“Szukaliśmy nazwy, która byłaby fajna, mocna i łatwa do wypowiedzenia (…) Drive-By (…) to słowa wzięte ze slangu amerykańskich gangów, które określają tym mianem porachunki z delikwentem, który (…) otrzymuje serię koszącą z przejeżdżającego samochodu (…) W naszym rozumieniu jest tak samo. Różnica polega na tym, że zamiast kul używamy słów, a zamiast fur używamy muzyki. Efekt zaskoczenia bywa czasami taki sam.”

Czy aby na pewno?

Z tyłu płyty widnieje informacja “uwaga, teksty tylko prawdziwe”.

No cóż, poetyka Drive-By nijak do mnie nie dociera. Wulgarne i prostackie teksty mocno rażą. I nie chodzi o to, że czerwienię się na dźwięk słowa “kurwa”. Uważam, że wulgaryzmy użyte umiejętnie, są ważnym i często potrzebnym środkiem przekazu. Chodzi o to, że z tekstów Drive-By zionie ubóstwo językowe, a kolejne epitety nieudolnie maskują brak treści i jakiegokolwiek przekazu. Gdy w otwierającym płytę “Każdy inny wszyscy równi” słyszę…

“Jestem inny, skurwysynu zrozum to
Każdy inny, wszyscy tacy sami
Sami sobie winni, świat mamy jaki mamy (…)
Żrę tak samo jak ty
Sram tak samo jak ty
Więc w końcu zamknij ryj”

… to nie mam ochoty słuchać dalej. Nie mam ochoty słuchać jakiegoś sfrustrowanego facecika, który musi się dowartościować w taki sposób – wyzywając per “skurwysyn” człowieka, który tę płytę kupił. Słabe to… Przypomina mi się od razu “Skurwiel” w wykonaniu Sweet Noise, gdzie taki sam sfrustrowany facecik darł na mnie ryja: “spierdalaj skurwielu, okradłeś mnie”. No nie kolego, nie okradłem, kupiłem Twoją płytę i sobie nie życzę. Skojarzeń ze Sweet Noise jest więcej. Niestety.

Wokalista Drive-By raczy nas wyświechtanymi frazesami rodem z najgorszych “dzieł” Glacy:

“Szacunek dla ulic, które dały nam rodowód
i dla żon, bo dają powód aby wracać wciąż do domu”
(Utwór: “Wszyscy wydorośli”)

“Służba zdrowia, która sama jest chora
Pomału kona pogrążona w nowotworach (…)
System, który daje ostro w pizdę
W tym kraju nie ma sensu być magistrem”
(Utwór: “Pop-porn”)

“W imię ojca w imię synów
To kim jesteś zależy tu od czynów”
(Utwór: “W imię ojca i w imię synów”)

Wymieniać można długo. Wybaczcie Panowie, ale teksty przywodzą na myśl pryszczatego 15-latka, który nagle odkrył, że życie potrafi dać w kość i musi dać upust emocjom, wygłaszając kolejne “oczywiste oczywistości”. Bardzo często zrymowane dość topornie, byleby dopasować słówko do wcześniejszego.

Najlepiej wypada pod tym względem utwór „Straszni mieszczanie”. Tylko dlatego, że za tekst posłużył… wiersz Juliana Tuwima pt. „Mieszkańcy”.

To może muzyka jest lepsza?

Niestety nie jest. Banalne riffy niczym się nie wyróżniają, utwory nie zapadają w pamięć. Ja rozumiem- taka stylistyka, ma być prosto i ciężko. Prosto jest, ciężko niekoniecznie. Wbrew deklaracjom w „Bez połysku” („wszyscy jednogłośnie chcemy rozpieprzyć Ci głośnik”), próżno szukać w muzyce Drive-By prawdziwej wściekłości spod znaku Biohazard. Brakuje tu również choćby odrobiny polotu, który miały nagrania Rage Against the Machine, czy chwytliwości i bardzo trafnych tekstów serwowanych przez Clawfinger.

Plusów jest niewiele i nie rekompensują wad płyty.

Na uwagę zasługuje produkcja, płyta brzmi czytelnie, ale nie sterylnie. Dźwięk jest naturalny i nie przeprodukowany. Instrumenty nie zagłuszają się, wokal jest na odpowiednim poziomie głośności. W utworach pojawiają się również gitarowe solówki, co w dzisiejszych czasach z pewnością zasługuje na uwagę. Dużym plusem jest także dykcja wokalisty. Słuchacz nie ma problemu ze zrozumieniem tekstów, co (wbrew pozorom) wcale nie jest oczywiste. Za te rzeczy wrzucam po punkcie do oceny.

Podsumowując.

Jeżeli tak wygląda najazd w wykonaniu Drive-By, to nawet nie będę próbował się bronić. Bo nie muszę. Materiał trwa niecałe 40 minut, a nudzić zaczyna się po pierwszym kwadransie. Zapowiadany pocisk okazuje się fajerwerkiem. Na pierwszy rzut oka fajnym, ale nie wyrządzającym żadnych obrażeń. Mocy i agresji w tym tyle, co u Abby (z całą sympatią, bo to świetny zespół), a z oczywistych tekstów zionie pustka. A szkoda. Lubię muzykę zaangażowaną, lubię zespoły, które chcą przekazać coś swoją muzyką. I liczyłem na więcej.

Drive-By album "2", 2018
Drive-By album “2”, 2018

Tracklista:

1. Każdy inny wszyscy równi
2. Pop-porn
3. Wszyscy wydorośli
4. Drive2by
5. Wstań i walcz
6. Straszni mieszczanie
7. Miejsca 2
8. Błoto
9. Stos
10. Bez połysku
11. W imię ojca i synów

Ocena autora:
3/10

Podobne artykuły

Idealnie dobrana kombinacja – recenzja Disturbed „Evolution”

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Trivium – Vengeance Falls

Tomasz Koza

Recenzja: Frontside – Zniszczyć wszystko

Kinga Parapura

Zostaw komentarz