RECENZJE

Recenzja: Hypocrisy – End Of Disclosure

Nie zamierzam się kompromitować pisaniem jakichkolwiek wstępów na temat Hypocrisy, bo i po co? Szwedzka kapela (melo-) death metalowa, łojąca ciężką muzę od 1990 roku przed paroma miesiącami wypuściła kolejny, trzynasty krążek, zatytułowany “End Of Disclosure”. Tak się składa, że nie śledziłem losów tej kapeli, nie słyszałem wszystkich płyt i nie oszukujmy się, wcale nie czekałem na ten krążek. Czy moje zdanie na temat tego zespołu uległo zmianie? Zachęcam do lektury.

Moją ulubioną kapelą, prezentującą szwedzki melodeath jest bezsprzecznie In Flames – to dla mnie ideał w tym zakresie i prawdopodobnie nikt nie odbierze im tego “zaszczytu”. Hypocrisy rzecz jasna znam, ale jak wspominałem na wstępie – nigdy przesadnie się nimi nie jarałem. “End Of Disclosure” przynosi dziewięć poprawnych, deathmetalowych pieśni. Są bardziej klimatyczne, niemal hymniczne numery (przejmujący utwór tytułowy, czy wolniejszy “Hell Is Where I Stay”), absolutnie bezkompromisowe wymiatacze w starym, dobrym stylu (“Tales Of The Spineless”, “United We Fall”), jak i bardziej stonowane, utrzymane w średnim tempie i przepełnione melodiami kompozycje (“Soldier Of Fortune”). Na deser natomiast – słuchacze otrzymują wisienkę na mrocznym, deathmetalowym torcie. Sześciominutowy “The Return”. Wolny, choć piekielnie ciężki, a zarazem epicki utwór. Jeśli włos nie zjeżył się Wam w trakcie wcześniejszych utworów – ciarki na końcowej kompozycji macie gwarantowane!

Sporym atutem “End Of Disclosure” jest jego różnorodność – brak schematu czy koncepcji. Otrzymujemy czterdzieści trzy minuty solidnego, death metalowego grania i ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, skąd pochodzi Hypocrisy. Trzynasty krążek tercetu z Ludviki tętni szwedzką krwią. Jest brutalny, a zarazem melodyjny. Szybki, a momentami majestatyczny. Dodatkowo, okraszony jest nieco zabrudzonym, lekko piwnicznym brzmieniem, które dopełnia całości. Zważcie na fakt, że pisze to absolutny purysta dźwiękowy! I choć pozycja In Flames w moim rankingu szwedzkich “melodeathmetalowców” nie jest zagrożona i nie wracam do “End Of Disclosure” zbyt często – mogę zapewnić fanów Hypocrisy, że jeśli jeszcze nie słyszeli nowego dzieła Petera Tägtgrena, Mikaela Hedlunda i Horgha – nie zawiodą się!

medium

Track lista:

01. End Of Disclosure
02. Tales Of The Spineless
03. The Eye
04. United We Fall
05. 44 Double Zero
06. Hell Is Where I Stay
07. Soldier Of Fortune
08. When Death Calls
09. The Return

 

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Rok produkcji: 2013

Podobne artykuły

Recenzja: Kvelertak – Meir

Tomasz Koza

Recenzja: Me And That Man – Songs of Love and Death

Albert Markowicz

Czy warto było czekać osiem lat? – recenzja „Eonian” zespołu Dimmu Borgir

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz