RECENZJE

Macie i dajcie nam spokój – recenzja Tool “Fear Inoculum”

Ciężko wskazać bardziej wyczekiwaną płytę, niż “nowy Tool“. Album stał się już przedmiotem licznych żartów i kpin, wymieniano go jednym tchem z Wielką Stopą, Potworem z Loch-Ness i latającymi spodkami – nikt nie widział, a każdy o tym mówił.

Balon pod tytułem “nowy Tool” dmuchano przez długie lata i oczekiwania wobec tej płyty urosły do przeogromnych rozmiarów. Czy warto było czekać te 13 lat?

Garść cyferek i statystyk o “Fear Inoculum”

Od wydania “10000 Days” do premiery “Fear Inoculum” minęło 4868 dni, co przekłada się na 116832 godziny lub ponad siedem milionów minut! Opublikowany 30 sierpnia 2019r. album studyjny, jest dopiero piątym, w trwającej niemal 30 lat karierze zespołu.

Długie oczekiwanie nagrodzono dziesięcioma utworami. Zaledwie siedem z nich trafiło na album w wersji fizycznej. Pomimo tego, płytę CD wypełniono po brzegi. “Fear Inoculum” trwa w tym wydaniu aż 79 minut. Co za tym idzie, średni czas trwania jednego utworu oscyluje w granicach niebagatelnych jedenastu minut (zbieżność z przeciętną książką Paulo Coelho przypadkowa).

Wersja elektroniczna “Fear Inoculum” rozrasta się do 87 minut, a wzbogacona została o trzy miniaturki dźwiękowe.

Tool podejmuje dziwne decyzje

Złapałem się za głowę na wieść, że zespół nie przewiduje w dzień premiery wydania innego, niż przekombinowany box za niemal 400zł. Z równie ogromnym zdziwieniem przeczytałem, że nabywcy fizycznej wersji albumu “Fear Inoculum” dostaną mniej utworów, niż przewidziane zostało w wersji elektronicznej. Pomyślałem sobie, że to po prostu nie fair, płacić (ciężką kasę) za płytę i w zamian, dostać na nośniku fizycznym zaledwie część przygotowanych utworów. Oczywiście nabywcy dostali możliwość pobrania wszystkich dziesięciu utworów, jednak uważam, że to już nie to samo, co posiadanie kompletnego albumu na oryginalnej płycie/płytach.

Bo te wszystkie ekraniki, filmiki, wodotryski, rysuneczki, girlandy (czy co tam jeszcze upchnęli) i inne cuda-wianki przedstawiane, jako ekskluzywne, są dodatkiem. Może i fajnym, ale jednak tylko dodatkiem do muzyki, o którą powinno przecież chodzić w pierwszej kolejności.

Inoculum? Kie licho!

Inokulum to próbka mikroorganizmów, służąca do założenia kultury komórkowej, czyli hodowli komórek. Inokulum w postaci stałej lub zawiesiny wprowadza się do podłoża hodowlanego, czyli mieszaniny związków chemicznych umożliwiających hodowlę.

Zatem tytuł piątej, studyjnej płyty Toola można przetłumaczyć mniej więcej, jako “Zalążek Strachu”. Czy “nowy Tool” faktycznie jest taki straszny? A może tytuł oznacza coś zupełnie innego?

Na tytuł „Fear Inoculum” można również spojrzeć inaczej

W jednym z komentarzy pod recenzją, pojawiło się trafne spostrzeżenie, że „inoculum” może również oznaczać szczepionkę, a to całkowicie zmienia sens płyty.
Zagłębiając się w teksty na albumie, ciężko wskazać, które znaczenie miał na myśli Maynard James Keenan. Być może oba, ponieważ jego teksty nie są tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać.
W utworze tytułowym, wokalista faktycznie śpiewa o odrzuceniu zarazy, o błogosławionej odporności na jad czy też truciznę. Chodzi tu oczywiście o jad zatruwający ludzki umysł, a nie zarazę w znaczeniu dosłownym.
Pneuma” to z kolei przypomnienie, że wszyscy jesteśmy „zrodzeni z jednego słowa, jednego oddechu” i nakaz, by zwrócić się ku Światłu. W tych utworach pozytywny przekaz, czyli właśnie „szczepienie przeciw strachowi”, jest zaznaczony bardzo wyraźnie.

Jednak na „Fear Inoculum” wkradają się wątpliwości

Człowiek na albumie, co rusz walczy sam ze sobą. W „Invincible” słuchamy opowieści o wygranych bitwach, o dokonaniach tytułowego Niepokonanego. To jednak przeszłość. Dziś, zamiast szczęku broni, słychać gruchotanie zmęczonych kości, a oręż już dawno stracił swą świetność. Niepokonany, ze łzami w oczach i nadzieją w sercu, spogląda na nieuchronny upływ czasu. A nadzieja, być może, jest złudna.

Strach zatruwa Człowieka na „Fear Inoculum”

W „Culling Voices” jawi się obraz nigdy nie odbytych rozmów, wymyślonych relacji między ludźmi, głosów, które osądzają, potępiają i skazują na wygnanie wszystkich bez wyjątku.

7empest” rozpoczyna się od słów „spokojnie, zachowaj spokój, tylko spokojnie, kurwa, znowu to samo!”. Słyszymy, że poczucie kontroli jest ułudą, słuchamy o szaleństwie i uderzaniu na oślep. Utwór kończy się gorzkim stwierdzeniem, że słowa nie są w stanie naprawić wyrządzonych szkód, a nawałnica musi być taka, jaką jest.

Czy aby na pewno? Czy Człowiek faktycznie nie może się zmienić, czy wyrządzonych szkód nie sposób naprawić? Wygląda na to, że szczep strachu jednak zaczął się rozwijać. Że strach jednak zaczął brać górę nad, rzekomo zaszczepionym, Człowiekiem.

„Fear Inoculum”, czyli „10000 Days ver. 2.0”?

Podczas krakowskiego koncertu, zespół zagrał dwa nowe utwory: „Invincible” i „Descending” (tu wtrącę, że trzecią nowością było solo perkusyjne, choć wówczas nikt zapewne nie przypuszczał, że trafi ono na nowy album, jako odrębny utwór). W licznych opiniach, najczęściej padały porównania tych dwóch nowości do “10000 Days” – płyty, którą odbieram, jako niepotrzebnie przeciągniętą i rozwleczoną. Obawy o to, czy “Fear Inoculum” również będzie wydłużona na siłę, ponad zdrowy rozsądek, pojawiły się u mnie niemal natychmiast.

Pierwszy kontakt z “Fear Inoculum” bez zachwytu

Opublikowany na początku sierpnia, tytułowy utwór z wyczekiwanej płyty, nie wzbudził u mnie większych emocji. Owszem, ładne to jest, podoba mi się niespieszny rozwój kompozycji, ale żadnego „wow!!” nie było.

Gdy pierwszy raz słuchałem całej płyty, dość szybko zaświtała u mnie myśl, że zespół doszedł do ściany pod względem kompozytorskim. Nie potrafiłem pozbyć się wrażenia, że słucham zaledwie jednego, zapętlonego w nieskończoność utworu. Drażniła mnie powtarzalność motywów, obracanie w kółko kilku tych samych dźwięków. Zupełnie, jakby zespół przez pomyłkę wypuścił płytę demo z pomysłami przygotowanymi do dalszej obróbki i selekcji. Lub, co gorsza, że muzycy podeszli do tematu na odczepnego, na zasadzie „no dobra, macie tę nową płytę i dajcie nam spokój”.

Pierwsze opinie o „Fear Inoculum” były niezbyt przychylne

Po komentarzach, jakie pojawiły się w Sieci w piątkowy poranek, widać było wyraźnie, że w swojej krytycznej opinii nie jestem odosobniony. „Coś nie wyszło”, „Od ‘Lateralusa’ Tool zgubił magię”, „Może jeszcze coś zaskoczy” – takie i tym podobne wpisy przeważały. Rozczarowanie nowym materiałem było wszechobecne, a pozytywnych opinii było jak na lekarstwo. Z czasem zaczęły również pojawiać się bardziej przychylne komentarze, jednak tych niepochlebnych było więcej.

Z każdym kolejnym odsłuchem „Fear Inoculum”, upewniam się, że to nie jest udany album

Nie odróżniam od siebie poszczególnych kompozycji, wszystko zlewa mi się w monotonną i wtórną całość. Materiałowi brakuje selekcji i krytycznego spojrzenia. Płyta jest jednostajna i pod względem muzycznym, i pod względem emocjonalnym. Wcześniejsze albumy Toola były lepsze („Aenima”) lub gorsze („10000 Days”), ale zawsze były jakieś. Trafiały się utwory melancholijne, psychodeliczne, skomplikowane, prostsze, krótsze, dłuższe, a płyty były dzięki temu zróżnicowane.

Fear Inoculum” to najbardziej nijaki album w dorobku zespołu. Ładnie wyprodukowana, ładnie opakowana, gładka, nijaka papka.

Przyjrzyjmy się bliżej „Fear Inoculum”

Zastanawiam się, na ile trafne jest porównywanie piątego, studyjnego albumu do „10000 Days”. Uważam, że kompozycje na „Fear Inoculum” zostały potraktowane jednak nieco inaczej, niż na poprzedniczce, która pomimo swoich wad, była zdecydowanie bardziej udana, niż najnowszy album Toola. Wydaje mi się, że utworom z piątej płyty kwartetu najbliżej do singlowego „Schism” z albumu „Lateralus” . Echa tego utworu, aż nazbyt często wybrzmiewają na „Fear Inoculum”.

Kolejne odsłuchy pozwalają wychwycić co ciekawsze fragmenty „Fear Inoculum”

Moim faworytem na albumie jest bezsprzecznie smutna „Pneuma”. To najbardziej nieprzebojowy, a zarazem najbardziej klimatyczny numer na płycie. Jako jedyny na albumie, został naznaczony przez muzyków jakimś ładunkiem emocji.

Po nim następuje długie 40 minut męczących mielizn. Kto przebrnie przez te mielizny, zostanie nagrodzony krótkim przerywnikiem pt. „Chocolate Chip Trip”. To nic innego, jak solówka perkusyjna, przystrojona odrobiną dziwacznej elektroniki. Domyślam, się, że ten fragment płyty, stanie się obowiązkowym punktem koncertowej setlisty.

Ciekawiej na „Fear Inoculum” robi się dopiero pod koniec

Interesującą kompozycją jest najdłuższy na płycie utwór pt. „7empest”. Na plus wyróżniają się bardziej energetyczne fragmenty tego 16-minutowego kolosa, przywodzące na myśl najstarsze dokonania zespołu. Uwagę zwraca także nadzwyczaj rozbudowana solówka gitarowa. Gdybym ja miał decydować – ten utwór mógłby wieńczyć płytę. W wersji fizycznej, tak właśnie jest.

Na „Fear Inoculum” można wyłowić kilka ciekawszych momentów.

Posępny, transowy fragment „Descending”, rozpoczynający się mniej więcej po dziewiątej minucie. Szkoda, że podano go z „ciachanym”, mało wyszukanym riffem, jakich niestety jest na „Fear Inoculum” dość sporo.

Ładnie „płynący” początek „Culling Voices”, który nie jest nachalną kalką wcześniejszych utworów. Początek utworu tytułowego, w którym gitara nadzwyczaj zgrabnie udaje wiolonczelę.

Słucham „Fear Inoculum” na różne sposoby

Jako całości, co oczywiste. Ale słucham także utworów na wyrywki. Jeżeli zależy Wam na tym, by polubić ten niełatwy w odbiorze album, polecam ten drugi sposób. Wyciąganie poszczególnych utworów i słuchanie ich bez otoczenia innych, maskuje ich powtarzalność i ułatwia ich poznanie. Jako odrębne byty, nawet jakoś się bronią. Słuchane razem, bezlitośnie demaskują wzajemnie własną wtórność (tak, nadużywam słowa „wtórny”).

Okładka nowej płyty Toola też nie zachwyca

W pierwszym odruchu pomyślałem o podświetlonym wnętrzu bębna pralki i tego skojarzenia chyba już się nie pozbędę. Chociaż, mówiąc nieco złośliwie, niezbyt oryginalny obrazek, pasuje mi do niezbyt oryginalnej zawartości.

Ponownie – dziwią mnie decyzje podejmowane przez zespół. Dlaczego na okładkę „Fear Inoculum” nie trafiła któraś z grafik przygotowanych na potrzeby książeczki dołączonej do płyty?

Żałować, że „Fear Inoculum” na CD jest okrojony?

Uważam, że nie. Trzy miniaturki, zamieszczone wyłącznie na cyfrowej wersji albumu, to nic innego, jak typowe zapychacze, których brak nie powinien nikomu doskwierać. Zamiast ubolewać nad brakiem „Litanie contre la Peur” na CD, lepiej sięgnąć po którąś z pierwszych płyt SBB. Śląscy progrockowcy grali podobne dźwięki (dużo ciekawiej) ponad cztery dekady temu.

Nad „Legion Inoculant” – niezbyt wyszukanym zbiorem przypadkowych ambientowych dźwięków, nie będę się szczególnie roztkliwiać. Nie ma nad czym.

Śpiew ptaków na „Fear Inoculum”

Najciekawiej, spośród trójki zapchajdziur, wypada „Mockingbeat”. Tu, śpiewy ptaków zostały zmiksowane tak, by pasowały do tytułowego „beatu”. Można rozwodzić się nad świeżością pomysłu (Jean Michel Jarre, z dużo większą swobodą miksował głosy ludzi, na wydanej w 1984r. płycie „Zoolook”), jednak „Mockingbeat” nawet zasługuje na uwagę. Choć do płyty pasuje (tak jak i pozostałe przerywniki), jak pięść do oka.

O brzmieniu “Fear Inoculum” słów kilka

Na temat produkcji płyty mogę wypowiadać się wyłącznie w superlatywach. Charakterystyczne brzmienie zespołu, zostało na “Fear Inoculum” jeszcze mocniej podkreślone. Miękkie brzmienie perkusji, wyeksponowany, bardzo czytelny bas, stanowiący fundament muzyki Toola, wokal delikatnie zepchnięty na drugi plan – takiego brzmienia oczekujemy. I nie ma się do czego przyczepić.

Wrócę jeszcze do statystyk dotyczących „Fear Inoculum”

Policzono, że spośród wszystkich płyt Toola, to właśnie na najnowszej pada najmniej słów. Można to skwitować na dwa sposoby. Bardziej neutralny – płyta w większym stopniu instrumentalna, niż poprzednie. Lub bardziej krytyczny – że w warstwie tekstowej, zespół również nie ma na „Fear Inoculum” zbyt wiele do przekazania. Ja podpiszę się pod tą druga opinią.

„Random Tool Song Generator”

W Internecie roi się od prześmiewczych filmików pokazujących, jak powstają kompozycje Toola. Jeden z zabawniejszych, zaczyna się riffem “Smoke on the Water“, a kończy punktem “nie publikuj tego utworu przez następne 15 lat”. Pojawiają się i takie, które sugerują, że Tool korzysta z jakiegoś programu do „wypluwania” gotowych utworów. Wiadomo, tego typu filmy są zwykle wyolbrzymione, jednak nie umiem pozbyć się wrażenia, że zespół faktycznie korzystał z aplikacji o nazwie “Random Tool Song Generator“. Wyobrażam sobie, że aplikacja pozwala na wybór kilku gotowych “klocków” z wycinkami utworów i ułożenie ich w dowolnej konfiguracji. I właśnie ta wtórność i powtarzalność „klocków”, z których złożono „Fear Inoculum” jest największą wadą płyty.

Pytałem na wstępie, czy „Fear Inoculum” faktycznie jest taki straszny

Ujmę to tak. Jestem strasznie zawiedziony strasznie monotonną płytą. Strasznie dobra produkcja nie wystarczy, by strasznie jednakowe kompozycje nabrały charakteru. Strasznie mnie dziwią niektóre decyzje podjęte przez zespół. W końcu – do strasznie wyczekanej płyty, z pewnością strasznie długo nie wrócę.

Okładka płyty Fear Inoculum
Tool – Fear Inoculum, 2019

Tracklista Tool – “Fear Inoculum”:

1. Fear Inoculum
2. Pneuma
3. Litanie contre la Peur
4. Invincible
5. Legion Inoculant
6. Descending
7. Culling Voices
8. Chocolate Chip Trip
9. 7empest
10. Mockingbeat

32 komentarze

Grzesiek 2 września 2019 at 21:41

Boże….wszyscy oczekiwali….że co?…że na płycie Chrystus zstąpi po raz drugi cZy co? To że czekaliśmy na płytę tyle lat…no cóż…ale oczekiwania jakie mają pismaki…są jak oczekiwania na cud….cudu nie ma….jest po prostu Tool….i tyle…taki jaki jest…czyli wyjątkowy, specyficzny i jedyny w swoim rodzaju…Tool i tyle.

Odpowiedz
Tomasz Koza 2 września 2019 at 21:46

Cześć, dzięki za komentarz. Zastanawiająca jest jednak ilość kropek, którą umieściłeś.

Odpowiedz
Marek 4 września 2019 at 07:55

Proszę… Nie pisz… W ten sposób… Nigdy… Więcej…

Odpowiedz
Michał 2 września 2019 at 22:37

Pozwolę sobie nie zgodzić się z poprzednim komentarzem. Tool nauczył nas, że każda płyta jest w pewnym sensie podróżą, lepiej lub gorzej opowiedzianą historią. Nowy album jest tylko zlepkiem tak samo brzmiących utworów i dopiero “7empest” wybija się ponad przeciętność, choć niezbyt wysoko. Nie miałem żadnych oczekiwań co do nowego albumu, a i tak jestem rozczarowany. To nie jest to, do czego przyzwyczaił mnie Tool. W pewnym momencie złapałem się na tym, że nie słucham tego albumu dla przyjemności, a wyłącznie po to, by go “zmęczyć”. Brzmi on jak “10.000 days”, ale gdy tamten album był różnorodny, tak ten po prostu się ciągnie.

Odpowiedz
Maynard 2 września 2019 at 23:47

Fantastycznie że płyta Cie rozczarowała i że tak sie rozpisałes o tym, ale za przeproszeniem kogo to obchodzi? Tak jakby im zależało żeby akurat Ciebie rzucać na kolana. Oni grają, MJK śpiewa, a to już jest ten poziom zen, przy którym niestety ci co sie urodzili później niz wyszła płyta Undertow nie ogarniaja, że można mieć komercyjny sukces i recenzje w dupie.

Odpowiedz
Łukasz 3 września 2019 at 00:21

Zgadzam się z każdym słowem tej recenzji. Chciałbym się jarać (albo udawać, że się jaram jak większość psychofanów w tym momencie) ale ta płyta bardzo męczy. I tak, spodziewałem się po chłopakach, że to będzie miało groove bardziej niż… To jakie jest. Nie wiem dlaczego nikt nie pisze natomiast o wokalu Maynarda, który jest zdecydowanie zbyt delikatny i nijaki. Chyba zapomniał, że to nie Perfect Circle. Bardzo skomplikowane utwory, nawet jak na Toola. Nie ma chwili oddechu, cały czas myślę o przewinięciu utworu do jakiegoś pier*******a a gdy to następuje trwa tylko kilka sekund. Szkoda, że ludzie nie potrafią krytycznie podchodzić do tego czego słuchają. Jest mi dość dziwnie z myślą, że fani takiego zespołu nie słuchają muzyki tylko są ślepo zakochani w samym projekcie i jego członkach. Chyba większość z was po prostu robi to dla lansu, wszystkie te koszulki i naklejki mają pokazać jak bardzo true jesteście. Lubię sobie wyobrażać, że fani takiego kolosa dostają album zagrany przez randomowy zespół garażowy i ludziki rozpływają się nad nim w zachwycie. Coś takiego nauczyłoby może kogoś pokory. Ja słucham muzyki całym swoim serduchem od dziecka, bo tak zostałem wychowany i umiem odróżnić nieświeży kotlet od prawdziwej uczty melomana. I poprzednie albumy Tool wywoływały i nadal wywołują dreszcz podniecenia. Ten nie robi absolutnie niczego.

Odpowiedz
Helutka 3 września 2019 at 10:28

Hehe, dokładnie! 😁
Leję z tego tłumaczenia: zalążek strachu, próbka organizmów, związek chemiczny, hodowla – wtf? 😁
Album IMO genialny. Wchodzi powoli, a potem nie odpuszcza. Ciarki wszędzie. Będę sobie obierać ze skórki jeszcze długi czas i odkrywać kolejne smaki.

Odpowiedz
Wojtek 3 września 2019 at 03:22

Płyta jak dla mnie pod każdym względem genialna , zupełnie inna klimatem niż poprzedniczki, płyta wcale nie jest nudna wciąga jak narkotyk dopiero nie wiem za 20 -30 razem odsłuchu zaczyna sie dziać cos dziwnego jakby to przewidzieli , zabiera słuchacza w inny świat w świat Toola, nad płyta trzeba sie pochylič posłuchać w skupieniu nie na telefonie w słuchawkach nie przy okazji robienia placków ziemniaczanych to nie AC/DC który wydaje takie same płyty od dekady a i tak wszyscy pieją z zachwytu, w przypadku Tool dostajemy dzieło , takich kapel już nie ma i nie będzie , myśle też że tą płytą sie z nami pożegnali

Odpowiedz
Michał 3 września 2019 at 07:57

Mam wrażenie, że zespół korzystał z angielskiej definicji słowa inoculum, która brzmi “szepionka” (https://www.merriam-webster.com/dictionary/inoculation). Może się czepiam, ale to o 180° zmienia znaczenie tytułu płyty.

Odpowiedz
Forgotten 3 września 2019 at 18:10

Szczera prawda, sam używając googli dk tego doszedłem po 5minutach a tu czytam recenzję na jakiejś niby poważnej stronie i takia bulwa. Strach przed szczepieniami nawiązując do ostatnich trendów ze świata i jednej z możliwości naszego końca przez niedoedukowanych czubków, którzy nie potrafią nawet używać internetu w należyty sposób. Płyta przyjemna ale potrzebuje więcej czasu żeby usiąść i obsłuchać. Nie jestem zawiedziony mimo że słucham Toola od początków 2000.

Odpowiedz
Paweł 3 września 2019 at 08:11

Trochę takie pierdolenie na temat tego co by chciało co by się oczekiwało. To nie restauracja i nie ma takiego czegoś, że przychodzi klient i chcę to i To. Do tego nie wiadomo czy w dany dzień trafimy w jego gust z jego ulubionym daniem. Bo za chwilę go nam zwróci…
Płyta jest zajebista…IHHO. Tyle w temacie. Sam dawno temu grałem i nie miałem wizji nigdy grać dla kogoś …na siłę, na potrzeby.
Zagrałem i to wszystko, podzieliłem się tym. Czasami oczekiwania stają się przeszkodą jakby nie do przeskoczenia ……ja bym chciał to inni to. Zagrali to co chcieli. Zresztą ile tego samego można pierdolić w tej muzyce, SAMI WIECIE..Co nie zostało zagrane ? Wszystko!
Szczerze nic nie oczekuję od zespołów które kocham. Porostu czekam i słucham, a kiedy nadchodzi odpowiednia chwila i czas wszystko samo wchodzi lub nie.
Czasami nie warto nic oczekiwać tylko porostu niewinnie słuchać.

Odpowiedz
Jarosław 3 września 2019 at 09:15

Nie mam żadnego problemu z tą płytą, bo po prostu nie miałem żadnych oczekiwań. Co mnie cieszy, że TOOL zagrał swoje. Mają swój styl, który przyniósł mi szacunek nie tylko w metalowym grajdole. Tego się trzymają i dobrze jest. Sądzę, że dopiero wybuchłaby wojna, gdyby weszli w jent lub inne nowe trendy.

Odpowiedz
Forgotten 3 września 2019 at 18:11

O to, to!

Odpowiedz
Helutka 3 września 2019 at 10:30

Jakbym sama to napisała 😊

Odpowiedz
Pawel 3 września 2019 at 11:46

Ta płyta to kolejne doświadczenie. Dla mnie bardzo pozytywne. Uważam ze płyta jest genialna. Jest trudna ale to nie pop to Tool. Wiele osób ja zrozumie po wielokrotnym zapoznaniu się z materiałem. Każdy pisze ze 13 lat minęło, ze długa, ze okładka nijaka, ze cd box drogi. Ja podchodzę tak ze Panowie maja swoje życie i potrzebowali czasu by z niego korzystać, ja nie czuje ze kija po kilkanaście minut per utwór, okładka jest dla mnie mało istotna a jak mało kto wydali płytę za darmo na youtube. Ważna jest muzyka, to czego doświadczasz i co Ci daje. Dla kogoś to kupa dla innych arcydzieło, kwestia gustu.
Ja się w tej płycie zakochałem i nie rozliczam muzyków tylko dziękuje za prezent.

Odpowiedz
Kamil 3 września 2019 at 12:20

Dla mnie płyta jest świetna. Każdy kawałek jest rozpoznawalny i ma swój “flow”. Faktem jest, że płyta jest długa i po pierwszych odsłuchach nie odnalazłem nic wyjątkowego. Zatem, przełączyłem się na wieżę (nie słuchawki – spróbujcie inny odbiór) i z tekstami w reku dokonałem kolejnych odsłuchów, no i zatrybiło. Uważam, że płyta jest 9/10. Być może problemem jest konieczność przesłuchania tej muzyki w skupieniu, nie przy okazji, w pracy, na Spotify’u. Jeżeli miałbym czynić zarzut, to właśnie dotyczące brzmienia, które jest “sterylne”, dla mnie za bardzo. Odnośnie do Twoje opinii jeszcze, otóż przeczytałem kilkadziesiąt recenzji i 80% było pozytywnych, ale być może czytaliśmy różne portale 🙂
Zarzuty w stylu, że Tool jest Tool-em są zabawne – czyli mieli zacząć grać w stylu AC/DC? Najciekawsze jest to, że recenzje “przesłuchałem nowego Tool’a” wskazują jako najlepsze kawałki “Pneuma” i “7emepst” – która dla mnie są najbardziej tool-owate na płycie.
Generalnie, płyta wymaga zaangażowania i mnie chwyciła. Motywy gitarowe i melodie siedzą mi w głowie. Dla mnie najlepsze momenty – “Invincible” i “Culling Voices”. Nawet “Fear inoculum”, który po publikacji przeszedł koło mnie, obecnie stanowi dobre wprowadzenie do całej płyty i ma świetne melodie.
Generalnie nie zgadzam się z Twoją opinią, ale dzięki za szczegółową rozkminę 🙂

Odpowiedz
Kazimierz 3 września 2019 at 13:23

Najbardziej ,,Crimsonowski” album w ich dorobku.
Płyta hipnotyczna, psychodeliczna, genialna!
Jak dla mnie najlepszy album Tool.
Pneuma oraz Invicible to majstersztyk jakościowo porównywalny z najlepszymi kawałkami zespołu, a 7empst to chyba najmocniejszy kawałek w ich dorobku.

Odpowiedz
Mat 3 września 2019 at 13:28

To nie jest świat gier komputerowych gdzie oczekuje się ulepszeń. Nagrać coś spójnego po tylu latach to jest dopiero wyzwanie. I jeszcze żeby tak brzmiało jak brzmi.
Jest troche jak podróż w czasie, przekrój twórczości. Zagrana teoretycznie prosto, ale genialnie. Polifonia, która pokazuje że nie wszystko musi być 4/4.
Płyta jest świetna.
A w sumie stali się to czego oczekiwałem. Tyle lat czekania po to, żeby ludzie teraz pisali artykuł za artykułem jaka to słabizna. Po to, żeby znów ludzie czytali.
Pytanie mam takie – czy wcześniejsze albumy były od razu wow? Tool to tool. To nie disco polo. Trzeba się oswoić jak z kapryśnym psem że schroniska, ale dopiero po oswojeniu następuje zachwyt.
6.3 to bardzo słaba opinia, choć szanuje że za brzmienie 10.
Pozdro

Odpowiedz
Martyna 3 września 2019 at 18:34

A moim zdaniem wtórne, nudne i zapętlone są nie nowe kawałki tool’a a recenzje nowej płyty. Każda nowa recka jest dokładnie tym samym. Odnoszę wrażenie, że wszyscy “znawcy” muzyki muszą napisać jak niedoskonały i nieciekawy jest album, inna opinia podważa “profesjonalizm” autora. Kto napisze, że płyta zachwyca subtelnością, budowaniem klimatu, wirtuozerią muzyków, kompozycją utworów, melodią, genialnym wokalem jest tylko kolejnym “zwykłym” fanem który łyknie wszystko co da tool.

Odpowiedz
Pawel 3 września 2019 at 20:31

słuchaj dalej, a może i Tobie bedzie dane 🙂

Odpowiedz
Piotr 3 września 2019 at 20:40

W serialu PRZYJACIELE Ross miał okres że tworzył muzykę ( tak myślał ) z otaczających nas dźwięków . Czasami mam takie wrażenie jakby Ross pomagał w tworzeniu tej płyty

Odpowiedz
krycha 3 września 2019 at 22:49

całe szczęście, że tak płyta nie jest dla wszystkich… całe szczęście, że to wciąż tool …i na całe szczęście nie interesuje mnie zdanie innych a tym bardziej typowych polaczków… i tak kupiłem płytę za 350 i uwielbiam te długie utwory i to rewelacyjna płyta

Odpowiedz
Seb 4 września 2019 at 10:55

w punkt

Odpowiedz
Kamil 4 września 2019 at 10:52

@Martyno, masz prawo do swojej opinii, ale nie obruszaj się proszę, że komuś się podoba a Tobie nie, jeszcze żyłka ci pęknie. Uderzając w tony osobiste, myślę, że (choć może się mylę) mam większe prawo do oceny tej płyty niż Ty, jako, że wszystkie (czyli od undertow) płyty Toola odsłuchiwałem w roku ich wydania. Zatem, może jestem “zwykłym” fanem Toola i nic nie poradzę, że płyta mi się bardzo podoba i właśnie jej słucham po raz enty. Z każdą płytą Tool’a było podobnie (u mnie bynajmniej), na początku słabo, a potem płyta wchodzi. To jest muzyka do słuchania w skupieniu, może tak nie potrafisz?
@Łukaszu, ma koszulkę Toola. Nabyłem ją w 2001 roku, wtedy słowo hipster jeszcze nie istniało. I wiesz, co: będę robił Ci na złość, będę ją nosił jak rzeczony hipster!
………..
A tak w ogóle, czy ktoś pamięta jakie negatywy były, gdy tool wydał 10k dni? No właśnie, Ci uwielbiający Lateralus odsądzali zespół od czci. Tak było. Z kolei, gdy wydali Lateralus, to Ci przyzwyczajeni do “psychodelii” z Aenima postawili krzyżyk, gdyż Lateralus jest taki “metalowy”.
A na sam koniec, niewyobrażalnie skrajne emocje wywołałą ta płyta 🙂

Odpowiedz
Martyna 5 września 2019 at 12:47

Nastąpiło nieporozumienie. Niedokładnie przeczytałeś mój komentarz @Kamilu. Źle oceniłam recenzję, a nie album. Jest teraz na portalach muzycznych swego rodzaju trend na nielubienie “fear inoculum”. Uwielbiam muzykę tool’a choć z racji wieku słucham ich od roku wydania Lateralusa, a miałam wtedy jedynie 14 lat i od razu stał się dla mnie nr1. W tym roku spełniło sie moje marzenie i mogłam usłyszeć ich na żywo. Fear inoculum uwielbiam, a gdy przesłuchałam go 2 raz łzy kapały mi, a dawno już żaden album nie wzbudził we mnie takich emocji. Cudowna płyta, subtelna, klimatyczna, z tym samym brzmieniem, które pokochałam kilkanaście lat temu. Przykro mi, że dostałam po uszach za coś czego nie powiedziałam.

Odpowiedz
Tomson 4 września 2019 at 19:23

Najpierw wałkowałem dwa utwory w wersji live (Invincible/Descending) i nawet łudziłem się, że chyba lipy nie będzie. Jednak po kilkunastokrotnym przesłuchaniu całej płyty, muszę przyznać, że mam podobne odczucia co recenzent. Ta płyta ma tylko momenty – nawet wychwyciłem te same (początek tytułowego utworu, od 9 minuty Descending, fragmenty Invicible, może Pneuma). W całości akceptuję tylko 7empest – faktycznie pobrzmiewa tam Tool z płyty Undertow (tak od 1:30), fajny bas w instrumentalnych fragmentach, zaskakuje pozytywnie nietypowa jak na Tool heavy metalowa solówka w okolicach 8:30 – co znamienne instrumentalne fragmenty przeważają czasowo nad tymi z wokalem – nie tylko w tym utworze zresztą, co może prowadzić do wniosku, że może nie było pomysłów na ciekawe linie wokalne. Słuchając tej płyty dość często irytowałem się, że pobrzmiewają mi ciągle w niej rozwiązania kompozycyjne czy żywcem wyjęte riffy głównie z dwóch poprzednich płyt – taki Jambi i Schizm obsłużył chyba 1/3 płyty Fear Inoculum. Podsumowując – The Grudge i Vicarious zjadają całą tę nową płytę na śniadanie (kompozycyjnie, wokalnie i energetycznie).

Odpowiedz
Przemek 6 września 2019 at 11:03

Ufff a już myślałem, że tylko ja jestem psychofanem Tool’a. Tool to tool i tyle. Muzyka nie dla każdego co nie znaczy ,że tym co się nie podoba są gorsi itd. Ja słucham Tool’a od późnych lat 90-tych(początki LO) i to była miłość od pierwszego wejrzenia, oszalalem wtedy na punkcie undertow i mojej ukochanej aenimy(najlepsza płyta jakiej w życiu słuchałem ). Fear inoculum zyskuje z każdym przesluchaniem, myślę,że za parę lat będzie miała swoich wiernych fanów. Dla mnie muzyka Tool’a jest jedyną w swoim rodzaju, mimo, że lubię bardzo wiele kapel to tool jest ponad wszystkimi. Pozdrawiam wiernych na zawsze fanów tej legendarnej i genialnej kapeli.

Odpowiedz
Remital 11 września 2019 at 13:18

Przemku, historia pokazała, że jak ja chodziłem do liceum w latach 70-tych to Led Zeppelin startował, teraz wiemy, że gdyby ich nie było to wielu nie miałoby nic do powiedzenia w muzyce, prócz TOOLA. TOOL gra takie rzeczy na każdym albumie, że wielu będzie się w przyszłości wzorować. Jetem z Tobą w miłości do TOOLa na zawsze.

Odpowiedz
Wojtek 6 września 2019 at 21:04

Płyta rewelacyjna. Pamiętacie, ze nawet Lateralus po wydaniu w Pitchfork dostał ocenę 1,9/10?:)

Odpowiedz
Wojciech 8 września 2019 at 13:15

Super, wszystkie płyty w jednej 😀 . Tylko pytam czy to już koniec? Czy uoadmornieni jesteśmy na strach?

Odpowiedz
masterkosa 9 września 2019 at 21:30

Siemanko
Już na pierwszy rzut oka widać, że szanowny recenzent nie do końca ogarnia twórczość Toola. Szanuję opinię autora tekstu ale dziwi mnie ten pretensjonalno – roszczeniowy ton wypowiedzi. Wydawnictw Toola nie da się poznać po kilku odsłuchach. Fear Inoculum to album, któremu trzeba poświęcić sporo czasu (to słowa jednego z członków zespołu). Teksty utworów nie są zbyt długie za to wyjątkowo tresciwe i wieloznaczne a muzyka to 100% Toola w najczystszej postaci. Tool z albumu na album rozwija się jednocześnie pozostając wiernym swoim korzeniom. Najnowszy album stanowi spójną całość (dotyczy to również bonus tracków). Nie sposób oprzec się wrażeniu, że jest to album koncepcyjny, który ma do przekazania coś więcej niż tylko muzykę i słowa. Żeby to pojąć trzeba cierpliwości, wrażliwości i otwartego umysłu…

Odpowiedz
Remital 11 września 2019 at 13:03

Bóg dał mi możliwość życia w cudownych czasach. Mianowicie, gdy Led Zeppelin, Budgie, Ping Floyd podbijały nasze serca na zawsze, ja miałem wtedy kilkanaście lat. Teraz mam przeszło sześćdziesiąt i nadal słucham wymienionych, ale jest coś także wspaniałego w tych obecnych czasach. Nazywa się TOOL.
Daje relaks, cudowne odczucia muzyczne, artystyczne, zmienność rytmu, granie niekonwencjonalne, teksty nowatorskie, dźwięki bajkowe, może dlatego niezrozumiałe dla mas. Wielu w historii chciano za tą właśnie cechę spalić na stosie (niektórych spalono), że dawali coś wspaniałego. TOOL – po prostu cudowne chwile mojego życia przeżywać TOOL po raz kolejny w 2019 roku. Brawo.

Odpowiedz

Zostaw komentarz