SPECJALNE

“O tym zespole będzie kiedyś głośno…” – 20. rocznica debiutu Slipknota

Slipknot to obecnie jedna z największych gwiazd metalu. Zespół wyprzedaje koncerty na całym świecie, a jego dorobku artystycznego nikt już nie kwestionuje. Jednak w początkach swojej kariery Slipknot musiał mocno walczyć z wieloma przeciwnościami o swoją pozycję. Dodatkowo dla wielu zespół był tylko grupą pozerów, którzy szokującymi maskami chcą zwrócić uwagę publiczności, ale tak naprawdę jest to wydmuszka, za którą nie kryje się nic ciekawego. W jaki sposób zespół z zadupia w stanie Iowa wszedł na metalowy piedestał? To dobre pytanie w dniu rocznicy wydania debiutanckiego albumu Slipknota.

Slipknot – zespół z Otwocka

Des Moines, czyli stolica stanu Iowa to dziura. Liczy zaledwie 200 tysięcy mieszkańców, co daje mu mniej więcej 100. pozycję, wśród największych miast Stanów Zjednoczonych. Zachowując proporcje, można powiedzieć, że to taki amerykański odpowiednik Otwocka. Trudno więc dziwić się, że muzycy obracający się w kręgu metalu i szeroko rozumianego ciężkiego brzmienia stanowili w nim niewielką i dość dobrze znającą się grupę.

Pomimo tego, że za początek Slipknota uznaje się 1995 rok, znaczna część muzyków poznała się o wiele wcześniej. Grali w różnych zespołach, najczęściej bez większych sukcesów, dzielili sceny w klubach i występowali na tych samych przeglądach. Najpopularniejszym zespołem w tamtym czasie był Atomic Opera z Jimem Rootem na gitarze. Zespół jednak rozpadł się, a Root dołączył do Stone Sour, gdzie wokalistą był… Corey Taylor.

Anders Colsefini na pewno nie wróci do Slipknot

Perkusista Joey Jordison był założycielem thrash metalowego zespołu Modifidious, przez którego skład przewinął się między innymi Craig Jones. Paul Gray z kolei był basistą w death metalowym składzie Vexx, gdzie wokalistą był późniejszy pierwszy frontman Slipknota, czyli Anders Colsefini. Występował w nim także gitarzysta Josh Brainard, który ze Slipknotem grał do 1999 roku. Takich powiązań można by z powodzeniem szukać dalej i znaleźć jeszcze więcej. Pokazuje to, jak skomplikowaną układanką był Slipknot i jak wiele musiało się wydarzyć, aby osiągnął swoją ostateczną formę.

W którymś Metal Hammerze była dołączona płyta. Jednym z utworów na niej był „Spit It Out”. W pamięci zapadło mi jedno zdanie „…o tym zespole będzie kiedyś głośno…

Michał na grupie MetalNews.pl

The Pale Ones => Meld => Slipknot

Jesienią 1995 roku basista Paul Gray oraz perkusista Shawn Crahan założyli zespół o nazwie The Pale Ones. Do współpracy zaprosili wspomnianych już Colsefiniego, Brainarda, a także Jordisona, bo już wtedy planowali znacznie rozszerzyć znaczenie instrumentów perkusyjnych w swojej twórczości. Do składu został zaproszony także drugi gitarzysta Donnie Steel. W takim sześcioosobowym zestawieniu zespół wystąpił po raz pierwszy na żywo, ale pod zmienioną nazwą – jako Meld. Było to na samym początku grudnia 1995 roku. Krótko później Jordison zaproponował kolejną zmianę szyldu. Chciał, aby zespół nazywał się tak, jak jeden z ich utworów – Slipknot. Pozostali muzycy zaakceptowali tę sugestię.

„Mate.Feed.Kill.Repeat” – debiut czy demo?

Muzycy szybko zaczęli tworzyć autorski repertuar. Głównymi motorami napędowymi w tamtym czasie byli Gray, Jordison oraz Crahan. Pomimo tego, że nie mieli wydawcy, ani propozycji zarejestrowania płyty, postanowili własnym sumptem nagrać album. Kosztowało ich to 40 tysięcy dolarów. Owocem pracy była płyta „Mate.Feed.Kill.Repeat” wydana 31 października 1996 roku, która w owym czasie była uważana za debiut zespołu. Później jednak w oficjalnej dyskografii zaczęła funkcjonować jako demo. Bez problemu można znaleźć ją w internecie.

Co sprawniejsze ucho z pewnością wychwyci, że część z muzyki na tym krążku znajdzie potem swoje rozwinięcie na „prawdziwym” debiucie. Zespół samodzielnie zajmował się dystrybucją i promocją. W sumie do rozdysponowania było mniej niż 1000 egzemplarzy (dziś to prawdziwy biały kruk), a muzyka Slipknota pojawiała się również sporadycznie w lokalnych radiostacjach. Żadna duża wytwórnia nie zainteresowała się jednak twórczością zespołu, a dodatkowo pojawiły się kolejne problemy personalne.

“Wokalista brzmi, jakby wymiotował” – moja mama po tym, kiedy pierwszy raz odpaliłam Slipknota.

Lena na grupie MetalNews.pl

Makabryczne maski i numery zamiast nazwisk

Na początku 1996 roku zespół opuścił Donnie Steel. Gitarzyście, ze względu na swoją wiarę, nie podobała się wymowa tekstów. Zastąpił go Craig Jones, który znajduje się na liście członków zespołu podczas nagrywania dema, ale jego udział w jego tworzeniu był praktycznie zerowy. Okazało się natomiast, że Jones nie tylko grał na gitarze, ale umie również posługiwać się samplerem.

Slipknot w owym czasie coraz chętniej wykorzystywał takie dźwięki w swojej twórczości, więc Jones porzucił swój „etat” gitarzysty na rzecz właśnie samplera, a za wiosłem stanął Mick Thompson. Na początku 1997 roku muzycy uznali, że chcieliby spróbować bardziej melodyjnych partii wokalnych w swojej twórczości i postanowili zaprosić do współpracy Corey’a Taylora, który przystał na tę propozycję. Dotychczasowy wokalista miał go tylko wspierać, a dodatkowo stanąć za jednym z zestawów perkusyjnych. Taki układ trwał bardzo krótko, a Colsefini ostatecznie odszedł po kilku miesiącach.

Kolejnych kilka miesięcy trwało poszukiwanie zastępstwa dla niego – ostatecznie za zestawem stanął Chris Fehn. Skład ten wykrystalizował się na początku 1998 roku. To mniej więcej wtedy padła propozycja, aby zespół zaczął występować w makabrycznych maskach, a także w kombinezonach. Miały być one symbolem skupienia się wyłącznie na muzyce, a nie na jej twórcach. Dodatkowo muzycy mieli nie występować pod własnymi nazwiskami, a figurować jedynie jako numery.

Chris Fehn już nie jest członkiem Slipknot

Na początku twierdziłem, że to jakiś jazgot i nie moje klimaty. To był błąd. Do teraz jestem wiernym fanem!

Szymek na grupie MetalNews.pl

Czekając i krwawiąc

Pomimo tego, że Slipknot cały czas walczył o ustabilizowanie składu, nie zapominał o tworzeniu, komponowaniu i koncertowaniu, czym przyciągał coraz większe zainteresowanie zarówno fanów, jak i wytwórni muzycznych. Prawdziwy przełom w tym zakresie przyszedł na początku 1998 roku, gdy zespół wydał swoje drugie demo, na którym światło dzienne ujrzały takie utwory, jak „Wait and Bleed” czy „Spit It Out”.

Wściekła, pełna agresji, ale zarazem przebojowa muzyka zachwyciła Rossa Robinsona – producenta muzycznego, który współpracował wcześniej między innymi z Kornem i Sepulturą. Zaoferował, że wyprodukuje debiutancki album Slipknota. Zespół podpisał też kontrakt o wartości 500 tysięcy dolarów z wytwórnią Roadrunner Records na nagranie aż siedmiu płyt. Krótko potem do zespołu dołączył ostatni już, czyli dziewiąty członek – DJ Sid Wilson.

Na początku 1999 roku z zespołem pożegnał się też gitarzysta Josh Brainard, którego zastąpił wspomniany wcześniej Jim Root. Wszystkie elementy układanki o nazwie „Slipknot nagrywa debiutancką płytę” były już na swoim miejscu.

To jeszcze chyba były czasy kanałów VIVA albo VIVA Zwei. Był jakiś program o szatanach… no i nagle wskakuje petarda – „Wait and bleed”. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Mike na grupie MetalNews.pl

Chaos, wściekłość, sukces

Prace nad debiutanckim albumem Slipknota przebiegły sprawnie i na początku 1999 roku krążek był gotowy. W związku z tym zespół mógł sobie pozwolić na to, aby jeszcze przed premierą ruszyć w trasę koncertową i to nie byle jaką. Sam król ciemności, czyli Ozzy Osbourne wziął Slipknota pod swoje skrzydła, a zespół 28 razy w maju, czerwcu i lipcu tamtego roku wystąpił w ramach Ozzfestu. Taka promocja sprawiła, że Slipknot debiutował (29 czerwca 1999 roku) jako zespół z dość pokaźną rozpoznawalnością.

Popularność spotęgowały też dwa teledyski („Wait and Bleed” oraz „Spit It Out”), które zadebiutowały we wrześniu 1999 roku i bardzo często gościły na antenach stacji muzycznych. Wszystko to sprawiło, że album „Slipknot”, pomimo tego, że pełen był metalowego chaosu, wściekłości i agresji, okazał się gigantycznym sukcesem. Recenzje były więcej niż entuzjastyczne. “The Rolling Stone” napisał, że to „metal przez wielkie M”, a “Kerrang!” ocenił muzykę Slipknota jako „surową i całkowicie pozbawioną jakichkolwiek kompromisów”.

Dlaczego utwór “All Out Life” nie wszedł w skład nowego albumu Slipknot?

Równie zachwyceni byli fani, którzy tłumnie stawili się w sklepach po swoją kopię

W styczniu 2000 roku „Slipknot” zdobył w USA złoty certyfikat, co oznaczało 500 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. W maju tamtego roku album pokrył się platyną – był to pierwszy krążek w historii Roadrunner Records, który rozszedł się w nakładzie większym niż milion sztuk w Stanach Zjednoczonych.

W 2005 roku sprzedaż przekroczyła 2 miliony sztuk w USA. „Slipknot” do dziś jest najlepiej sprzedającą się płytą w całej dyskografii zespołu, którego nakład wszystkich płyt na całym świecie szacuje się nawet na ponad 30 milionów kopii.

Cytaty zawarte w tekście to wypowiedzi członków facebookowej Grupy MetalNews.pl, których poprosiłem o swoje pierwsze skojarzenie z muzyką Slipknota.

Podobne artykuły

70000TONS OF METAL 2018: Znamy datę rozpoczęcia sprzedaży biletów

Agata Laszuk

To będzie thrash metalowe święto. Testament, Death Angel i Annihilator na dwóch koncertach w Polsce

Albert Markowicz

Początek epidemii – 35. rocznica debiutu Anthrax – „Fistful of Metal”

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz