WYWIADY

Maciej Korczak (Drown My Day): “Większość dzisiejszych produkcji metalcore’owych jest przesłodzonych”

Cześć Maciek. Na początku rozmowy chciałbym podziękować za poświęcony czas. Zaczynajmy. 16 listopada na rynku pojawił się drugi album Drown My Day pt. „The Ghost Tales”. Fani zespołu na pewno byli bardzo zadowoleni z tego wydarzenia. Zacznijmy od stron technicznych płyty. Okładkę zaprojektował uznany artysta Kuba Sokólski. Oprawa płyty jest zupełnie inna niż w „Confessions”. Co przedstawia okładka nowego albumu?

Cześć! Tak, przy okazji projektu zdecydowaliśmy się na współpracę z Kubą. Od paru lat uważnie śledziłem jego pracę i za każdym razem byłem pod mocnym wrażeniem jego talentu. Ilustracja znajdująca się na froncie “The Ghost Tales”, to wariacja Kuby na temat duchów nazywanych yurei. To wyjątkowo paskudne istoty. Dusza staje się yurei w momencie gdy jakaś osoba zostaje zamordowana bądź też popełniła samobójstwo. W odróżnieniu do innych duchów, te powracają do świata ziemskiego i są wyjątkowo mściwe. Często nawiedzają miejsce swojej śmierci oraz dążą do zemsty na swoim oprawcy. Przed powstaniem ilustracji zdobiącej “The Ghost Tales”, pokazałem Kubie kilka ilustracji oraz podrzuciłem pojedyncze artykuły opisujące te istoty. Jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego, wielu naszych fanów chwali nas oraz przede wszystkim Kubę za ten obraz.

Płyta dostała wiele pozytywnych recenzji, które nie pochodzą wyłącznie z Polski. Opinie na temat wydawnictwa wyraziły media z m.in. Niemiec i Hiszpanii. Jeśli chodzi o waszą karierę międzynarodową, to graliście koncerty w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Czy macie w planach wybrać się na europejską trasę po zakończeniu Knock Out Tour?

Tak naprawdę to przez wszystkie lata udało nam się zwiedzić sporą część Europy, oprócz wymienionych przez Ciebie krajów pojawialiśmy się regularnie chociażby w Niemczech, Belgii, Holandii czy Rumunii. Były też jakieś pojedyncze strzały we Francji, Luksemburgu oraz kilku innych krajach. W tej chwili jesteśmy świeżo po polskiej trasie Knock Out Tour gdzie zaprezentowaliśmy się u boku Decapitated, Frontside oraz Virgin Snatch. Nie wybiegamy za bardzo do przodu, ale mamy nadzieję, że uda nam się w przyszłym roku powrócić chociażby do części z tych miejsc gdzie udało się zagrać przez ostatnie dziesięć lat. Dochodzą do nas słuchy, że ludzie bardzo czekają tam na nasz powrót. To jest bardzo miłe.

Utwór „Yurei’s Revenge” z najnowszego wydawnictwa jest muzyczną kontynuacją „Hoichi The Earless” z „Confessions”. Wielu waszych słuchaczy wymienia tę drugą piosenkę jako swoją ulubioną z waszego repertuaru. Jednocześnie „Yurei’s Revenge” również zgromadził same pochwały. Można powiedzieć, że piosenki w tym stylu spodobały się dużej ilości słuchaczy. Czy potrafiłbyś wytłumaczyć popularność tych kompozycji?

Główną zaletą “Yurei’s Revenge” czy też “Hoichi The Earless” jest to, że te utwory są po prostu inne. Kompozycje są nagrane w odrobinę innej konwencji muzycznej, to bardziej melodyjna i przystępna strona metalcore. Jestem pewien, że gdybyśmy nagrali całą płytę w takim klimacie, to ludziom by się to już tak bardzo nie spodobało. Myślę, że będziemy kontynuować ten pomysł na kolejnych płytach Drown My Day. Może na trzecim albumie zaryzykujemy i tym razem nagramy więcej niż jeden taki utwór na płytę? W tej chwili nie wiem. Czas pokaże.

Drown My Day - The Ghost Tales, 2018
Drown My Day – The Ghost Tales, 2018

Wydanie nowego albumu to dla każdego wykonawcy duże przeżycie. „The Ghost Tales” miał swoją premierę 16 listopada. Płyta w całości została udostępniona na waszym kanale na Youtube, ale również można jej posłuchać korzystając z Spotify, Tidal czy Deezer. Co uważasz na temat coraz bardziej rozwijającego się rynku streamingowego?

Na temat streamingu powiedziano chyba już wszystko. To nie jest rzecz, którą można lubić lub też nie, ją trzeba po prostu zaakceptować. Sam w 90% przypadków słucham muzyki właśnie ze Spotify. O ile się nie mylę, to w Stanach Zjednoczonych już w tej chwili więcej pieniędzy dla artystów generuje streaming niż sprzedaż fizycznych krążków. Mimo tego, że korzystam z tej formy odsłuchu, to jestem tradycjonalistą i nie wyobrażam sobie nie kupić płyty, która mi się spodobała. Uwielbiam trzymać płytę w rękach, chociażby żeby przejrzeć wkładkę i pozachwycać się na moment szatą graficzną danego albumu. To jest rzecz, której streaming nigdy Ci nie da.

Podczas Knock Out Tour odwiedziliście kilkanaście polskich miast. Każdy wasz koncert to ogromna dawka pozytywnych emocji i energii. Cofnijmy się w czasie do 2016 roku, kiedy świętowaliście 10. rocznicę działalności. Centralnym punktem celebracji był specjalny koncert Drownfest. Czy w przyszłym roku możemy się spodziewać powrotu tego festiwalu?

Ludzie często pytają nas o powrót Drownfestu, jednak w tej chwili nie ma żadnych konkretnych planów, aby tę imprezę wskrzesić. Brakuje na to przede wszystkim czasu, a ja z kolei nie lubię robić rzeczy na tak zwane “pół gwizdka”. Tu wszystko musi być na tip-top. Jeśli w przyszłości odbędzie się kolejna edycja Drownfestu, to daję moje słowo, że będzie to najlepsza i najmocniejsza edycja tego mini-festiwalu.

Drown My Day powstał w 2006 roku. Wydaliście kilka epek oraz dwa albumy studyjne. W trakcie waszej kariery różnie bywało. Zachodziły zmiany w składzie, na pewien okres było o was cicho, ale zawsze wracacie z taką bombą jak „The Ghost Tales”. Czy to jest wasz przepis na sukces: cisza, bomba, cisza bomba itd.?

Każdy z nas pewnie wolałby wydawać rzeczy dużo częściej. Ogranicza nas przede wszystkim brak wolnego czasu. Każdy z nas jest zajęty pracą na pełnym etacie, a część z nas bierze na głowę również inne, dodatkowe zajęcia, aby jakoś wiązać koniec z końcem. Przerwa pomiędzy “Confessions”, a “The Ghost Tales” z pewnością była za długa. Niemniej cieszę się bardzo, że ludzie czekali na nasz nowy album. W trakcie ostatniej trasy Knock Out Tour spotkaliśmy się z całym mnóstwem starych fanów, którzy byli bardzo cierpliwi. Zostali z nami i czekali na “The Ghost Tales”. Większości osób nowy krążek bardzo przypadł do gustu.

Wasze najnowsze dzieło możemy porównywać do horroru. Oczywiście nie możemy go stawiać na równi ze zwykłym straszakiem klasy b. Jest to poważny, ale zarazem efektowny dreszczowiec, który zaskakuje w każdym momencie. Czy właśnie tak miało być? Czy „The Ghost Tales” miało być inteligentną grą pomiędzy zespołem a słuchaczem?

Tak, to było w stu procentach celowe i jeśli zauważasz to również Ty, to jestem bardzo szczęśliwy. Przede wszystkim zależało mi na pewnej spójności, zaczynając od szaty graficznej, przechodząc przez teksty, a kończąc przede wszystkim na samej muzyce. Choć gramy zdecydowanie nowocześnie, to płyta jest niesamowicie mroczna oraz po prostu… ciężka. W dzisiejszych czasach, większość produkcji metalcore’owych czy deathcore’owych są dla mnie najzwyczajniej przesłodzone. Brzmienie jest nijakie, plastikowe, pozbawione duszy. My postawiliśmy na bardziej klasyczną, metalową oprawę.

Do pierwszego singla „Battle Royale” powstał teledysk. Widzimy w nim Drown My Day podczas wykonywania wspomnianego utworu. Mnie bardziej zaciekawiło miejsce kręcenia wideoklipu. Widać, że jest to jakieś opuszczone miejsce, czy coś w tym stylu. Gdzie kręciliście ten teledysk? Jakie założenie miało kręcenie klipu w takim właśnie miejscu?

Wideoklip nakręciliśmy wraz z ekipą MVPClips w barokowym pałacu, który znajduje się w Bełczu Wielkim. W obiekcie nazywanym Pałac Durra, po II wojnie światowej znajdowała się m.in. szkoła rolnicza, a wkrótce potem ośrodek wychowawczy dla dzieci upośledzonych umysłowo. Bardzo mroczne, ale jednocześnie piękne miejsce. Wybór lokalizacji był w połowie przypadkowy. Akurat mieliśmy zaplanowany koncert we Wrocławiu i przeszukaliśmy w sieci wszystkie możliwe miejscówki w promieniu stu kilometrów. Pałac spodobał się nam na tyle, że długo się nie zastanawialiśmy. Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie aktualnie przebywać w województwie dolnośląskim i będzie dysponować chwilą wolnego czasu – koniecznie polecam odwiedzenie tego miejsca. Jak się później okazało, w tym samym pałacu nasi kumple z Frontside zrobili sesje fotograficzną do albumu “Sprawa Jest Osobista” z 2014 roku.


Na waszym pierwszym demie znalazły się trzy utwory. Wszystkie były polskojęzyczne. Na późniejszych wydawnictwach nie znalazł się żaden utwór w języku ojczystym. Co spowodowało brak piosenek po polsku na waszych tracklistach? Czy kiedyś wrócicie do tworzenia tekstów w języku polskim?

Już kiedy pisaliśmy materiał na nasze pierwsze EP “One Step Away From Silence” z 2008 roku zaczęły pojawiać się pierwsze zaproszenia na koncerty za granicą. Byliśmy często zapraszani do Czech i Słowacji, stąd decyzja o zrezygnowaniu z polskich tekstów wydawała nam się bardzo naturalna. Jako wokalista mogę jeszcze dodać, że śpiewanie w języku angielskim jest znacznie prostsze. Może kiedyś jeszcze wrócimy do polskich tekstów za sprawą jakiegoś jednego, specjalnego utworu lub bonus tracku. Póki co nie myślimy o tym.

W tym roku wydaliście album „The Ghost Tales”, trasa Knock Out Tour zakończyła się niemałym sukcesem. 2018 można uznać jako udany. Fani są zachwyceni albumem i formą zespołu na występach. Czy jesteś zadowolony z trwającego jeszcze 2018 roku? Czy wykonaliście swoje cele, które na siebie narzuciliście?

Jak najbardziej! Ten rok, a w szczególności jego druga połowa był niesamowicie pracowity jeśli chodzi o rzeczy związane z Drown My Day. Druga duża płyta, świetna trasa koncertowa u boku takich ekip jak Decapitated, Frontside oraz Virgin Snatch, a dodatkowo przez cały czas spływają do nas pozytywne recenzje THE GHOST TALES z całego świata. Jestem bardzo, bardzo zadowolony. Tym bardziej, że wróciliśmy po kilkuletniej przerwie. A jak wracać, to z przytupem!

Dziękuję Ci za poświęcony czas!

To ja dziękuję! Do zobaczenia na koncertach!

Fotografia zespołu: Marcin Pawłowski

Podobne artykuły

Wywiad: Ross Dolan (Immolation)

Michał Bentyn

Nocny Kochanek: moda, która nigdy nie przeminie (wywiad)

Tomasz Koza

Alastor: „Byliśmy zespołem z dużym potencjałem” (Wywiad)

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz