Image default
RECENZJE

Ostatecznie oderwana łatka – recenzja „Lotus” Soen

Soen na początku działalności przypięto łatkę kopistów Toola. Nie bez przyczyny zresztą, bo pierwsze dokonania czerpały tak dużo z twórczości legendy amerykańskiego prog-metalu, że wielu doszukiwało się w tym nawet znamion plagiatu. W związku z niską aktywnością Toola połączoną z dużym zapotrzebowaniem na tego typu muzykę Soen zebrał wokół siebie całkiem pokaźną grupę fanów, ale z każdym kolejnym wydawnictwem odchodził coraz dalej od pierwotnego brzmienia. „Lotus”, czyli najnowsze wydawnictwo Soen ostatecznie rozstrzyga o oderwaniu wspomnianej łatki. Czy jednak własna droga przypadnie fanom do gustu?

Gdybym chciał porównać do czegoś muzykę na „Lotus”, musiałbym się cofnąć do 2017 roku.

Wtedy to swoją trzecią płytę wydał… Soen. Był to krążek „Lykaia” – w moim odczuciu był przełomowy on dla zespołu, który wówczas jeszcze nie całkowicie, ale jednak zdecydowanie odciął się od stylu, któremu zarzucano wtórność. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jeśli komuś do gustu przypadła poprzednia płyta Soen, będzie „Lotusem” zachwycony.

Nie jest jednak tak, że zespół stał w miejscu, bo różnice jednak słuchać.

Kompozycje są przede wszystkim… mniej metalowe. Owszem, są zadziorne i ostre riffy, są momenty, w których perkusja „chodzi” na podwójnej stopie, ale jednocześnie na płycie nie ma ani jednego utworu, który jednoznacznie i bez dwóch zdań można zaklasyfikować jako metal.

Najlepszym przykładem jest otwierający album numer „Opponent”.

Początek to dość dziwny, ale jednak ciekawy riff, który szybko przechodzi w łagodną zwrotkę, by znów mocniej zaatakować w refrenie. Później pojawia się też miejsce na zwolnienie i złagodzenie muzyki z łagodną solówką gitarową oraz lirycznym śpiewem. Świetnie w takiej konwencji odnajduje się wokalista Joel Ekelöf, którego czysty i szlachetny głos dobrze podkreśla mocniejsze fragmenty, ale wpasowuje się także we fragmenty bardziej nastrojowe.

Podobnie zbudowane jest singlowe „Martyrs”.

Nie brakuje zadziornego metalu, elementów prog-rockowych, a także spokojniejszych fragmentów. Całości dopełnia świetny wokal. Mam wrażenie, że Ekelöf tak wysoko jeszcze nie śpiewał. Nie dziwi też wybór tego kawałka, jako promującego całe wydawnictwo – jest przebojowy i od razu wpada w ucho, a dodatkowo, z każdym kolejnym przesłuchaniem pozwala znajdować nowe smaczki. Warto obejrzeć też teledysk.

W zupełnie innym stylu jest natomiast utwór tytułowy, czyli „Lotus”.

To ballada, ale ani trochę kiczowata czy banalna. Piękne melodie i zapadający w pamięci refren nie pozwalają oderwać się od tego kawałka. Całości dopełnia wspaniałe solo w “pinkfloydowym” stylu. Echa Pink Floyd pobrzmiewają również „Covenant” – słychać tam twórczość legendy prog-rocka z okresu „The Division Bell”, czyli tego „mniej klasycznego” wcielenia.

W ogóle można odnieść wrażenie, że im bliżej końca albumu, tym więcej łagodnych i spokojnych dźwięków. Warto jednak dać tej muzyce szansę, nawet jeśli oczekiwało się bardziej krwistego metalu.

Wielką siłą Soen jest bowiem umiejętność pisania ciekawych prostych, nieprzekombinowanych kawałków.

To duża sztuka, zwłaszcza że każdy z muzyków w zespole jest prawdziwym wirtuozem swojego instrumentu. Nie byłoby więc dla nich żadnym problemem, aby utwory przerodziły się w niekończące się solówki i pokaz muzycznej biegłości. Tego jednak nie ma, bo na pierwszym planie jest muzyka sama w sobie. Progresja w niej objawia się, jako umiejętność zgrabnego łączenia stylów, czy wyrażania muzyką emocji, a nie małpią zręcznością w poruszaniu się po gryfie.

Pozytywnego obrazu całości dopełnia świetne brzmienie.

Jest schludne i przejrzyste – w natłoku dźwięków nie gubią się smaczki czy drobne ozdobniki. W tle przyjemnie słychać ciepły bas, który jest ważnym składnikiem muzyki – co bardzo lubię i cenię – a nie tylko powtórzeniem partii gitary.

Pomimo tego, że „Lotus” trudno nazwać jednoznacznie płytą metalową i z pewnością dla wielu będzie to duży problem przy odbiorze tej muzyki, polecam ten krążek z czystym sumieniem. Jeśli fan i nałogowy pochłaniacz metalu ma posłuchać czegoś łagodniejszego, niech będzie to dobre i wartościowe. „Lotus” zespołu Soen takie właśnie jest!

Soen - Lotus, 2019
Soen – Lotus, 2019

Lista utworów:

1. Opponent
2. Lascivious
3. Martyrs
4. Lotus
5. Covenant
6. Penance
7. River
8. Rival
9. Lunacy

Podobne artykuły

Recenzja: Metallica – Hardwired… To Self-Destruct #2

Michał Bentyn

Metal w kowbojskim kapeluszu. „Outlaws ‘til The End: Vol. 1” DevilDriver

Szymon Grzybowski

Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów… Recenzja „Rainier Fog” Alice in Chains

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz