RECENZJE

Powtórka z rozrywki – recenzja Батюшка “Панихида” (Batushka “Panichida”)




Sytuacja wokół grupy Батюшка wiadomo, jaka jest – przypomina kiepską telenowelę. Internauci na kolejne doniesienia od “dwóch Batjuszek” reagują z coraz większym politowaniem, a kolejne oświadczenia komentują w mniej lub bardziej niewybrednych słowach. Okazuje się, że w zalewie sprzecznych oświadczeń, pozwów, pretensji i tych wszystkich innych bzdur, jest jeszcze miejsce na muzykę.

Krzysztof Drabikowski, bez specjalnych zapowiedzi, po prostu wrzucił swój nowy album do sieci. Więc zostawmy na boku te wszystkie prawne przepychanki, zostawmy na boku dyskusję, kto ma rację i dlaczego. Posłuchajmy, co Xристофoрь ma do zaoferowania na nowej płycie.

Batushka (Drabikowski) udostępnia album “Panichida”

Ale najpierw kilka słów objaśnienia

Primo: wiem, że tekst w pewnym momencie przypomina bardziej felieton, niż recenzję, ale patrząc na to, co dzieje się wokół Batushki/Batushek, aż prosi się o kilka komentarzy bardziej ogólnej natury.

Secundo: żeby unikać ciągłego pisania “Batushka Drabikowskiego”, “Batushka Krysiuka” dla określenia tej pierwszej będę używał pisowni Батюшка, jako że Krzysztof Drabikowski posługuje się obecnie chyba wyłącznie taką pisownią. Analogicznie, “Batushka Krysiuka” to w tym tekście Batushka, jako że Bartłomiej Krysiuk trzyma się raczej takiej formy.

Tertio: a gdyby ktoś w tym wszystkim się pogubił, przypominam, że tematem tego tekstu jest album pt. “Панихида” (czyt. panichida) grupy Батюшка, “tej Drabikowskiego”. Z kolei Batushka, “ta Krysiuka” zapowiedziała wydanie płyty zatytułowanej “Hospodi” (“Господи”) na 12 lipca 2019r.

No to wio!

Wtórna okładka “Panichida”

Patrząc na okładkę “Panichidy” nie potrafię pozbyć się wrażenia, że ktoś próbuje mi wciskać ten sam, mocno już zużyty i wyeksploatowany pomysł. Grafika “zdobiąca” album “Панихида” jest dość bezczelną kalką obrazka z płyty “Litourgiya”. Niemal identyczny wizerunek Matki Boskiej (potraktowany dla niepoznaki nieco innym kolorem, niż na debiucie), ten sam sposób zapisu nazwy zespołu i tytułu płyty, umieszczone w dodatku w tych samych miejscach. Tylko czekać na wydanie w takiej samej drewnianej “kopercie”. Pierwsze wrażenie niezbyt zachęcające do słuchania. No, ale nie okładki się słucha, lecz płyty.

A więc słucham

Zaczyna się opublikowanym jakiś czas temu utworem „Песнь 1”, a ja myślę sobie, że nie jest źle. Utwór nawet klimatyczny, utrzymany w stylu „Litourgiyi”. Jednak po przesłuchaniu całości stwierdzam, że nowa propozycja Krzysztofa Drabikowskiego nijak mnie nie rusza. A każdy kolejny odsłuch płyty jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Album brzmi, jak uboższy krewny pierwszego albumu grupy Батюшка (wtedy jeszcze bez podziału Batushka kontra Батюшка). „Panichida” brzmi, jakby komuś spoza zespołu cholernie zależało na nagraniu płyty w bardzo podobnym klimacie, ale gdzieś umknęły mu subtelne smaczki, którymi była wypełniona „Litourgiya”. Te wszystkie kołatki, dzwonki, rozbudowane partie chóralne i inne ozdobniki nadające albumowi cerkiewnego, mszalnego klimatu.




“Panichida” to modlitwa za zmarłych

Nabożeństwo żałobne w kościołach chrześcijańskich obrządku wschodniego, jest odpowiednikiem łacińskiego requiem. I właśnie tematyka porównywanych płyt może być punktem wyjścia do oceny albumu “Панихида”. Bo o ile “Litourgiya” była, właśnie, liturgią, mszą, ze wszystkimi jej ozdobnikami i przepychem, o tyle modlitwa za zmarłych, panichida jest na ogół odprawiana nad grobem. A co za tym idzie, jest prostsza, mniej rozbudowana i odarta z kościelnego (czy w tym przypadku cerkiewnego) przepychu. Więc wygląda na to, że na albumie wszystko jest na swoim miejscu. Że pozbawienie muzyki zespołu/projektu (dziś Батюшка to chyba raczej projekt, niż zespół) z tych wszystkich ozdobników jest jak najbardziej zamierzone i słuszne.

„Litourgiya 2”

Gdy do Sieci trafił utwór “Песнь 1” szybko pojawiły się głosy, że słychać doskonale, kto stoi za materiałem z debiutu. Nie sposób nie zgodzić się z tą opinią. “Панихида” kontynuuje w prostej linii styl zaczęty na debiucie, z wszystkimi jego zaletami i wadami. Rozumiem, że Krzysztof chciał stworzyć album utrzymany w klimacie “jedynki”, jednak uważam, że nagranie płyty pt. “Litourgiya 2” wziął sobie trochę zbyt mocno do serca. Zbyt kurczowo trzyma się sprawdzonych patentów i schematów, przy jednoczesnym odarciu

“Panichidy” z klimatu pierwowzoru

Myślę, że siłą nośną płyty “Litourgiya” były właśnie te wszystkie cerkiewne ozdobniki wsparte ciekawym i dopracowanym wizerunkiem i aurą tajemnicy. Album, który jest pozbawiony tego wszystkiego, jawi się, jako dość schematyczny i niezbyt oryginalny. A na dłuższą metę, nieco monotonny.

Kuleje również brzmienie albumu

Słuchałem tej płyty w różnych warunkach i na różnym sprzęcie. Na pierwszy rzut ucha “Панихида” brzmi bardzo podobnie, jak “Litourgiya”, została zachowana charakterystyczna “mętność”. Jednak uważam, że partie chóralne zostały zbyt mocno zepchnięte na dalszy plan.

Z kolei perkusja wydaje mi się nieco zbyt wyeksponowana. W efekcie całość ginie w perkusyjnych blastach. „Litourgiya” była pod tym względem bardziej dopracowana. I te niezbyt udane brzmienie „Panichidy” dodatkowo potęguje wrażenie obcowania z nie całkiem przemyślanym albumem. Gdzieś w odmętach Internetu przeczytałem komentarz w stylu “no, ale w miks i master to bym jednak zainwestował”. Mhm, ja również.

Co nie znaczy, że nie ma płycie ciekawszych momentów

Trwająca ponad 7,5 minuty “Песнь 2” prowadzi słuchacza w dość interesujące rejony, w pewnej chwili utwór całkowicie się załamuje, słychać smutną melodię dobiegającą gdzieś z daleka. Miła odmiana po dość jednostajnej nawalance. „Песнь 4” zaczyna się ładnym, kobiecym chórem. Szkoda, że ten motyw nie został rozwinięty, już po kilku sekundach wszelkie subtelności tracą się na rzecz niezbyt oryginalnej młócki. Ciekawiej robi się w okolicach drugiej minuty, utwór zostaje przełamany ciekawszym, wyróżniającym się riffem.

Czasem („Песнь 5”) słychać na płycie bardziej, nazwijmy to, progresywne wstawki. Tu jednak ostudzę Wasz entuzjazm, Батюшка to nie Opeth, nie róbcie sobie nadziei. Ale to dowód, że Krzysztof Drabikowski potrafi skomponować interesujące i bardziej różnorodne riffy. Zresztą na płytę „Litourgiya” też trafiło trochę ciekawych pomysłów.

Trochę pogdybam i zgaduję

Domyślam się, że Drabikowskiemu zależało, by wyprzedzić działania Krysiuka – stąd pośpiech w publikacji “Panichidy”. Tak, wiem, że album był zapowiadany jakiś czas temu, jednak patrząc na efekt, uważam, że płyta została przygotowana w pośpiechu. Może nie koniecznie zmajstrowano ją na kolanie w jeden weekend, ale nie nazwałbym “Panichidy” dopracowanym krążkiem. Kompozycje są dość proste i chwilami wręcz toporne. I, jak pisałem wcześniej, raczej monotonne. Brakuje zróżnicowania, brakuje balansu między black metalową młócką, a bardziej nastrojowymi fragmentami, których „Panichida” została niemal całkowicie pozbawiona.

Żeby było jasne, nie uważam “Litourgiyi” za odkrywczy krążek

Cerkiewny black serwowany na tej płycie był dość schematyczny i oczywisty, ale nie sposób odmówić “Litourgiyi” charakterystycznego klimatu, dzięki któremu grupa odniosła błyskawiczny, choć dla niektórych zupełnie niezrozumiały sukces.

Zgaduję również, że szybka publikacja „Panichidy” miała ostatecznie uciąć dyskusję pt. “ktura baciuszka jes tom jedynom?” Wyszło, jak wyszło, spór Батюшка vs Batushka, jak trwał, tak trwa, a finał tej pokrętnej sprawy nawet nie zaczyna majaczyć na horyzoncie. Więc pytanie “czy warto było się spieszyć?”, ciśnie się na usta samoczynnie. Czy nie lepiej było jednak trochę poczekać, dopieścić ten krążek, dopracować brzmienie i rozbudować kompozycje. No, ale to już gdybanie…

Czego oczekuję od artysty?

W komentarzu do recenzji płyty pt. „Rammstein” zespołu o tej samej nazwie, poruszony został, moim zdaniem, interesujący temat – pytanie o to, czego można, czy też czego powinno się oczekiwać od wykonawcy, od zespołu, od artysty. Odpowiem tutaj, ponieważ odpowiedź wiąże się bezpośrednio z moją opinią na temat „Panichidy”. Otóż moim zdaniem od artysty powinno się oczekiwać nade wszystko szczerości. Szczerości wobec fanów, wobec kumpli z zespołu, to może jest oczywiste. Ale przede wszystkim, artysta powinien być szczery wobec samego siebie.

A „Panichidy” nie uważam za szczery album

Pisząc ten tekst, cały czas czuję jakiś taki niesmak, jakieś zmęczenie tym wszystkim. Nie żebym bronił Krysiuka i jego „biznesowego” podejścia do zespołu, ale gdzieś z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że człowiek, który wcześniej chciał zakończyć temat „projekt Батюшка” na wydaniu płyty, nagle obudził się i stwierdził, że trzeba już, teraz, szybko zrobić drugą płytę, póki jest zainteresowanie zespołem i zanim zrobi to ktoś inny. I nie wziął pod uwagę tego, że pomysł najzwyczajniej w świecie “wziął się i wypalił”.

Szczerość wobec fanów, jak i wobec samego siebie, nakazywałaby w tym momencie zastanowić się, czy ciągnięcie tego dalej na siłę ma jakikolwiek sens. A skoro Krzysztof uznał, że chce kontynuacji swojego projektu, to ta szczerość nakazywały również pochylić się nad swoją muzyką trochę bardziej i dać fanom staranniej przygotowany krążek.

Spojrzenie z zewnątrz

Myślę, że kluczem do sukcesu „Panichidy” byłoby dopuszczenie do procesu komponowania utworów kogoś z zewnątrz, kogoś, kto potrafiłby spojrzeć na materiał krytycznym okiem, kogoś, kto odrzuciłby mniej interesujące pomysły. Mówiąc wprost, zabrakło na „Panichidzie” kogoś, kto zmusiłby autora do większego wysiłku. Wiem, tak sobie imć Drabikowski wymyślił, to jego płyta, nagrał ją tak, jak chciał. Rozumiem i szanuję, ale uważam, że w czasach, gdy rynek jest wręcz bombardowany kolejnymi płytami, krytyczne spojrzenie i odsianie ziaren od plew jest więcej, niż ważne.

A może to jednak żart?

Gdy do googlowego tłumacza wrzuci się słowo “панихида”, pierwszym wynikiem jest “żart”. Nie znam języka rosyjskiego (czy też staro-cerkiewno-słowiańskiego, bo właśnie w tym języku zostały napisane teksty), więc nie potrafię stwierdzić, na ile te tłumaczenie jest poprawne. Jednak patrząc na niezbyt wysoki poziom albumu mam wrażenie, że cała płyta jest niczym innym, jak właśnie żartem, czy wręcz kpiną z fanów, którzy stanęli murem za Krzysztofem Drabikowskim, a w podzięce dostali taką sobie, przeciętną, niedopracowaną płytę. I wiem, że to, co napisałem stoi w sprzeczności z odbiorem krążka przez fanów.

Może przesadzam, może właśnie komuś zrobiłem krzywdę moją opinią, ale choć serce fana (tak, lubię “Litourgiyę”, myślcie sobie, co chcecie) by chciało, rozum zabrania, więc po prostu nie mogę wystawić albumowi “Панихида” wyższej punktacji.

атюшка - "Панихида", 2019
атюшка – “Панихида”, 2019

Tracklista Батюшка – “Панихида” (Batushka – “Panichida”):

1. Песнь 1
2. Песнь 2
3. Песнь 3
4. Песнь 4
5. Песнь 5
6. Песнь 6
7. Песнь 7
8. Песнь 8

Podobne artykuły

Recenzja: Materia – Case Of Noise

Tomasz Koza

Budyń o smaku siarki – recenzja płyty „Zmartwychwstanie” Frontside

Szymon Grzybowski

Recenzja: Satyricon – Satyricon

Tomasz Koza

2 komentarze

Satoris 17 czerwca 2019 at 04:21

Litości! Panichida to bardzo dobra płyta. Słucham ją od 3 tygodni non-stop, po kilka razy dziennie i za każdym razem wydaje się lepsza. Owszem może zbyt pospiesznie stworzona, jednak nadal bardzo ciekawa. Moja ocena: Litourgiya 10/10 , Panihida 9/10.

Odpowiedz
Arek 19 czerwca 2019 at 10:32

To nie jest recenzja tylko popis niekonsekwencji Autora. Z jednej strony pisze ” „Panichida” brzmi, jakby komuś spoza zespołu cholernie zależało na nagraniu płyty w bardzo podobnym klimacie, ale gdzieś umknęły mu subtelne smaczki, którymi była wypełniona „Litourgiya”” by chwilę dalej napisać “Więc wygląda na to, że na albumie wszystko jest na swoim miejscu. Że pozbawienie muzyki zespołu/projektu (dziś Батюшка to chyba raczej projekt, niż zespół) z tych wszystkich ozdobników jest jak najbardziej zamierzone i słuszne” Tych niekonsekwencji jest znacznie więcej. Bulwersujące są stwierdzenia Autora, że Batushka to nie Opeth, i że Drabikowski trzyma się tych samych utartych schematów. Cóż za absurdy. Czyż nie za to kochamy takiego przykładowego Slayera? Tworzenie własnych kanonów uważam za najwyższy kunszt. Płyty są lepsze bądź gorsze, ale wiemy czego się spodziewać włączając Emperor, Slayera, Gojire czy Death. Batushka Drabikowskiego nie pozostawia wątpliwości z czym mamy do czynienia. Kwestia tego czy komuś odpowiada ten styl. Idealnie się złożyło, że mamy już utwory Krysiuka. W tym kierunku miałaby zdążać Batushka (dla mnie jest tylko jedna)? Zarzuty, (z odmętów internetu ze została zmiksowana słabo, ze mastering etc), są irracjonalne. Ja mam dość wymuskanego do granic możliwości metalu w stylu ostatniego Behemotha. Zastanawiam się wtedy czy to jeszcze mocne granie czy może to juz pop/rock. Oczywiście Beh ma prawo iść w kierunku w ktorym chce.Szanuję. Jednakowoż nie czyńmy zarzutu, ze płyta brzmi surowo, jakby zabrakło kasy na mastering, inaczej wczesne płyty Mayhem, Emperor czy Darkthrone trzeba byłoby wyrzucic do kosza. A to kamienie milowe przecież w metalu.
Proszę Szanownego Autora o refleksję:)Moja nie miała na celu ataku ad personam a jedynie sprowadziła się do sprzeciwu wobec tak wyjątkowo krzywdzącej oceny płyty naprawdę dobrej, jeśli nie bardzo dobrej. Moja ocena to 8,5/10

Odpowiedz

Zostaw komentarz