RECENZJE

Lepsza Liturgia Śmierci – recenzja Batushka “Hospodi”

Stało się! Druga “druga płyta Batushki” ujrzała światło dzienne. Pierwsza “druga płyta Batushki”, czyli “Panichida” wydana w maju przez Krzysztofa Drabikowskiego niezbyt mi “siadła”. W recenzji krytykowałem wtórność kompozycji i odarcie muzyki z klimatu, przy jednoczesnym usilnym naśladowaniu pierwowzoru. Od czasu, gdy pisałem recenzję, do “Panichidy” już więcej nie wróciłem i to raczej się nie zmieni.

Konflikt na linii Krysiuk – Drabikowski obrzydził mi serdecznie cały projekt pod tytułem “Batushka”. Jestem zmęczony, zniesmaczony i mam po prostu dość tych przepychanek. Tym niemniej po “Hospodi” sięgnąłem z zainteresowaniem, z różnych pobudek.

Zanim przejdę do recenzji “Hospodi”, mam prośbę, byście przeprowadzili pewne ćwiczenie

Zapomnijcie na chwilę o tym, która Batushka jest “tom jedynom”, zostawcie na boku animozje pomiędzy Krysiukiem, a Drabikowskim, odłóżcie na bok swoje przekonania i dyskusję o tym, co jest słuszne i dlaczego. Słowem – zostawcie za sobą wszelkie emocje. Zresztą, jak się okazuje, już to zrobiliście. Do czego piję? Wyjaśnię nieco dalej. Póki co, dołączam się również do ćwiczenia i postaram się skupić wyłącznie na muzyce zawartej na “Hospodi”.

O pomyśle na “Hospodi” słów kilka

Koncept albumu zbudowany został wokół Liturgii Śmierci, modlitw za zmarłych, ortodoksyjnych obrzędów pogrzebowych i pieśni żałobnych. W zapowiedzi płyty mogliśmy przeczytać, że zespół wykorzystał wiele starych pieśni ludowych oraz elegii, śpiewanych wokół trumny w domu zmarłego. Pieśni, znane dziś jedynie nielicznym osobom, zostały na albumie przywrócone do życia, uchronione przed zapomnieniem.

I wszystko byłoby super, gdyby nie zaskakująca zbieżność z pomysłem, jaki Drabikowski miał na “Panichidę”. Wszak panichida to nabożeństwo żałobne w kościołach chrześcijańskich obrządku wschodniego, śpiewany odpowiednik łacińskiego requiem. A więc nic innego, jak Liturgia Śmierci. Pytanie, kto, jako pierwszy wpadł na ten pomysł, odkładam jednak na bok.

Płyta “Hospodi” została okraszona kiczowatą okładką

Tak patrzę na tę grafikę, patrzę i myślę sobie, że już bardziej dosłownie i prostacko nie dało się potraktować tej “liturgii śmierci”. Przedstawiony na okładce zasuszony trupek sterczący znad grobu budzi, co najwyżej uśmiech politowania. Choć i tak doceniam, że okładka “Hospodi” nie jest troszkę podkolorowaną kopią okładki krążka “Litourgiya”, jak miało to miejsce w przypadku “Panichidy”.

No dobra, zapomnijcie o tym, co pisałem na wstępie! Pisząc o albumie “Hospodi”, nie sposób uniknąć porównań z propozycją Krzysztofa Drabikowskiego.

Single zapowiadające album “Hospodi” nie zrobiły na mnie większego wrażenia

Ot, poprawne i nieco monotonne kompozycje, na które przypuszczalnie nie zwróciłbym uwagi, gdybym nie znał Batushki wcześniej i gdyby nie cała ta zadyma wokół zespołu (zespołów). Asekuranckie wyłączenie komentarzy przez Metal Blade, utrudniło nieco poznanie opinii innych osób. Domyślam się, że znaczna część opinii pod teledyskami dotyczyłaby przede wszystkim sytuacji wokół dwóch “Batjuszek”, a nie samej muzyki.

I choć mam swoje zdanie o konflikcie, o działaniach obu stron (tak, obu, bo uważam, że tu nie ma świętych), to z pewnym zaskoczeniem muszę przyznać, że “Hospodi” wypada nieźle w całokształcie. Płyta jest dość spójna, utwory są utrzymane w podobnym klimacie, choć poszczególne kompozycje odstają od siebie poziomem.

Album “Hospodi” rozpoczyna się przydługim wstępem

Spodziewałem się, że “Wozglas” wybuchnie w pewnym momencie ścianą gitar. Tak się nie dzieje, a trwający dwie i pół minuty utwór zaczyna nudzić mniej więcej w połowie. Z niepotrzebnie przeciągniętego wstępu wyłania się jeden z lepszych utworów na płycie – “Dziewiatyj Czas”, wciągający melodyjnym, doomowym klimatem. Od pierwszych dźwięków słychać, że muzycy nie chcieli stworzyć płyty “Litourgiya 2”. Słychać, że mieli inny pomysł na kontynuację. I bardzo dobrze!

Na “Hospodi” znalazło się kilka bardzo dobrych kompozycji

Chwytliwa i przebojowa “Utrenia”, która ze swoim bliskowschodnim sznytem, może kojarzyć się z utworami Nile. Właśnie w tym utworze najwyraźniej słychać chęć odejścia od stylistyki zawartej na albumie “Litourgiya”.

Mocnymi punktami “Hospodi” jest wieńcząca płytę, posępna, walcowata “Liturgiya” i przytłaczający ciężarem “Tretij Czas”. Na płycie jest sporo dobrych momentów. A słowa “melodyjna” i “przebojowa” całkiem dobrze opisują “Hospodi”. I nawet nie kłóci mi się to z ponurą tematyką płyty.

Na płytę “Hospodi” nie trafiło nic nowego

Oczywiście utwory na tym albumie nie są ani nowatorskie, ani szczególnie oryginalne, nie stanowią żadnej nowości na mocno już wyeksploatowanym, black metalowym poletku. Krysiuk i spółka stawiają na poprawne odegranie sprawdzonych, solidnych patentów, a słuchacze bardziej obeznani z black metalem zapewne uznają album za wtórny i nieciekawy. Niektórzy będą nawet polemizować o ilości black metalu na płycie. Bo “Hospodi”, poniekąd z definicji, nie jest stricte blackowym krążkiem.

Ja uważam, że muzyka Batushki na “Hospodi” została popchnięta w kierunku, choć nie nowym, to w dalszym ciągu interesującym.

Batushka Krysiuka dała słuchaczom ciekawszą Liturgię Śmierci

Moim zdaniem, Krysiuk i spółka nieco lepiej, niż Drabikowski zrozumieli ideę Liturgii Śmierci. Dziwne i paradoksalne, zważywszy na rolę tego ostatniego na albumie “Litourgiya”. Tym niemniej, na “Hospodi” bardzo czujnie został postawiony nacisk na to, że nabożeństwo żałobne to nie tylko msza, nie tylko świątynia, nie tylko duchowny, który tę mszę odprawia, ale to również pogrążeni w smutku bliscy zmarłego. Dlatego we wstępie do “Polunosznicy” słychać prostą pieśń śpiewaną przez żałobników. Tego przeniesienia ciężaru, tego spojrzenia od drugiej strony i wczucia się w żałobny, pogrzebowy klimat, bardzo brakowało na “Panichidzie”.

Nie oznacza to, że “Hospodi” jest pozbawiona wad

Interesujące pomysły takie, jak żałobny wstęp do “Polunosznicy”, doomowy “Dziewiatyj Czas” i podniosła “Wieczernia”, zostały zestawione z oczywistą sztampą i banałem. Czy też z utworami całkowicie zbędnymi (niektórzy pewnie stwierdzą, że cała płyta jest zbędna).

Prostacki “Pierwyj Czas”, monotonna i wyjątkowo rozwleczona “Polunosznica” i nieciekawy “Szestoj Czas” nie wnoszą zupełnie nic do albumu. A płyta “Hospodi” doskonale obeszłaby się bez nich. Być może udałoby się wtedy uniknąć poczucia pewnej monotonii, która zaczyna się wkradać podczas słuchania.

Recenzja to nie miejsce na dywagacje, jednak pozwolę sobie na parę zdań, bardziej ogólnej natury

Osoby zmęczone dramą wokół zespołu (zespołów) mogą ominąć kilka następnych akapitów i przejść od razu do podsumowania. Gdy w 2015r. ukazała się “Litourgiya”, nikt nie przypuszczał, że Batushka zrobi równie gwałtowną, co dla wielu zupełnie niezrozumiałą, karierę.

“Hospodi” z całą pewnością nie jest albumem, który miałby szansę zrobić takie zamieszanie, jak jego pierwowzór. Jednak nie uważam tej płyty za tak słabą, jak chcieliby niektórzy. Tu zgaduję, że w opiniach o płycie, górę biorą emocje związane ze “schizmą” w Batushce. I ciężko się dziwić, chyba żaden rozłam nie spowodował tak skrajnych reakcji, jak pozbycie się Krzysztofa Drabikowskiego z jego własnego zespołu.

Dyskusję pod tytułem “ktura Batushka” powinienem zostawić na boku

Podobnie, jak dywagacje na temat słuszności, bądź braku słuszności roszczeń jednej i drugiej strony sporu. Być może te kilka akapitów niepotrzebnie rozwleka ten tekst, który w założeniu miał być recenzją. Ale zdarzyła się rzecz, która, zważywszy na reakcje internautów, nie powinna mieć miejsca.

“Hospodi” trafiła na pierwsze miejsce OLIS – oficjalnej listy sprzedaży

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo zaskoczony. Po buńczucznych deklaracjach internautów, wypisywanych w Sieci, spodziewałem się, że druga “druga płyta Batushki” nawet na zestawienie OLIS nie trafi. Sympatia komentujących stała zdecydowanie po stronie Krzysztofa Drabikowskiego, a epitetów i agresywnych, choć zrozumiałych, komentarzy pod adresem Bartłomieja Krysiuka nie dało się policzyć. Ale fakty są takie, że, rzekome wsparcie dla Krzysztofa Drabikowskiego i antypatia, czy wręcz nienawiść do Bartłomieja Krysiuka nie przekładają się nijak na wyniki sprzedaży.

Panichida vs Hospodi

Oczywiście wiem, że Bart ma za sobą potężną wytwórnię, a Derph, tudzież Xристофoрь (bo takich ksywek używa Krzysztof Drabikowski), robi wszystko sam i raczej nie może liczyć na bardziej wymierne wsparcie. Wiem, że z tego wynika ogromna dysproporcja w rozmachu, z jakim “drugie płyty Batushki” ukazały się na rynku. Zdaję sobie również sprawę z tego, że, w związku z powyższym, ciężko jest z dostępnością “Panichidy”. Wiem również, że zapewne wiele osób chętnie kupiłoby album Krzysztofa, gdyby tylko była taka możliwość. Jednak uważam, że brak jednej płyty, nie zmusza do tego, by automatycznie sięgać po drugą.

A dlaczego ocena “Hospodi” jest taka, a nie inna?

W tym miejscu pozostaje jeszcze rozwiać ewentualne wątpliwości. W pierwszym odruchu chciałem napisać jakiś złośliwy komentarz o tym, ile to fantów dostaliśmy i ile to nam “Ba(r)tushka” zapłaciła, żeby ocena była wyższa (bo takie wpisy pojawiają się w Internecie nadzwyczaj często – tak, wiem z jakiego powodu!). Ale powstrzymam się od złośliwości. Chamstwa w necie jest aż nadto. Napiszę krótko: nic takiego nie miało miejsca, nikt nam nie zapłacił za tę recenzję, nic od nikogo nie dostaliśmy. Czasami rzeczy po prostu są, jakie są.

Batushka vs Batushka

Rozłamy rzadko wychodzą skłóconym stronom na dobre. Wszelkie konflikty prędzej, czy później zaczną budzić irytację i/lub śmiech politowania. Nie inaczej jest w przypadku Batushki. Z jednego, interesującego projektu wyszły dwa, niezbyt oryginalne. Oczywiście nie przewiduję, by zwaśnione strony miały się ze sobą dogadać, a gdybanie pod tytułem “jak wyglądałaby druga płyta Batushki, gdyby Bart i Krzychu się nie pożarli” zostawię innym. Jeżeli kogoś bawią takie dyskusje.

Wynik porównania Batushka kontra Batushka

W tym momencie nastąpi akapit, na który zapewne wszyscy czekali. Zgaduję, że nie spodoba się Wam to, co za chwilę przeczytacie. Ale przyznaję, że w konfrontacji “Panichida vs Hospodi” lepiej wypada ta druga. Żeby było jasne – nie próbuję pod żadnym pozorem pisać czegoś w stylu “a nie mówiłem, Krysiuk Wam pokaże”. Nic z tych rzeczy!

O poczynaniach Barta pisałem zawsze z dość jednoznacznym wydźwiękiem, a sposób, w jaki Batushka została podzielona na dwa wrogie obozy, budzi mój niesmak (zostanę przy tym eufemizmie, chyba każdy domyśli się, co tak naprawdę mam na myśli). Jednak bez względu na emocje związane z “przejęciem” Batushki przez Barta muszę przyznać, że…

“Hospodi” to przemyślany album

Przygotowany z pomysłem i bez oglądania się za siebie. Muzyka na płycie nie brzmi w moich uszach, jak bezczelna kalka pierwowzoru. Jest bardziej klimatyczna, niż “Panichida”. Produkcja “Hospodi” jest lepsza, bogatsza, również w stosunku do płyty “Litourgiya”, która brzmiała dość mętnie.

Kompozycje na “Hospodi” w porównaniu z “Panichidą” także są ciekawsze. Choć może nawet nie tyle ciekawsze, bo ciężko tu mówić o jakimś novum, co ciekawiej podane. “Hospodi” jest zdecydowanie bardziej przebojową i mniej pompatyczną płytą, niż “Panichida”. A i bez porównywania z albumem Krzysztofa Drabikowskiego, “Hospodi” broni się całkiem nieźle.

Na zakończenie powtórzę myśl, którą podsumowałem recenzję “Panichidy”

Panowie Krysiuk i Drabikowski zgadzają się ze sobą w jednej kwestii. Batushka (Батюшка) miała być jednorazowym projektem, w planach nie było ani koncertów, ani tym bardziej kolejnej płyty. I gdy patrzę na całą sytuację, na wzajemne obrzucanie się błotem i w końcu na niezbyt oryginalną muzykę opublikowaną przez obie strony konfliktu, myślę sobie, że może faktycznie lepiej by było, gdyby Batushka vel Батюшка pozostała jednorazowym tworem.

Batushka - Hospodi, 2019
Batushka – Hospodi, 2019

Tracklista Batushka – „Hospodi”

1. Wozglas
2. Dziewiatyj Czas
3. Wieczernia
4. Powieczerje
5. Polunosznica
6. Utrenia
7. Pierwyj Czas
8. Tretij Czas
9. Szestoj Czas
10. Liturgiya

Podobne artykuły

Szału nie ma – recenzja Rammstein “Rammstein”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Korn – The Paradigm Shift

Tomasz Koza

Spójna sprzeczność i nielogiczny ład – recenzja „We Are Not Your Kind” Slipknot

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz