SPECJALNE

Wyrzucić z siebie cały gniew – 25. rocznica debiutu Korna

Debiut Korna o tytule takim samym jak nazwa zespołu to nie tylko początek niezwykle błyskotliwej kariery kapeli, którą pokochały miliony fanów na całym świecie. To również początek całkiem nowego gatunku muzycznego, który na następne lata zdominował całą scenę ciężkiego grania. Nu metal, bo o nim mowa to dziwna hybryda, która spolaryzowała fanów metalu. Niektórzy nie wyobrażają sobie, aby stawiać nu na równi z thrashem, deathem czy klasycznym heavy. Nie ulega natomiast wątpliwości, że debiut Korna to jedno z najważniejszych wydawnictw całych lat 90. – nie tylko świadectwo tamtych czasów, ale również po prostu świetna płyta. W jakich okolicznościach powstała?

Przełom lat 80. i 90. całkowicie zmienił hierarchę popularności szeroko rozumianej muzyki gitarowej

Skończył się czas rozrywkowego hard rocka i przebojowych piosenek o niczym, klasyczne odmiany metalu również przestały interesować masowego odbiorcę. Część zespołów postanowiła nie zmieniać swojej twórczości i zeszła do podziemia, inne zdecydowały się na mniejsze lub większe skomercjalizowanie brzmienia, aby pozostać na topie. Udało się to nielicznym.

Funk, grunge, metal – tygiel, z którego wziął się Korn

Show-biznes nie znosi jednak próżni, a na horyzoncie zaczęły pojawiać się nowe gatunki, które przez najbliższy czas miały zawładnąć słuchaczami. Pierwsze skrzypce zaczął grać grunge. Chłopaki w za dużych swetrach stali się największymi artystami, a ich smutne piosenki – wielkimi hitami.

Równolegle w świecie „prawdziwego” metalu zaczęto grać jeszcze ostrzej, bardziej zadziornie, ale zrezygnowano z galopujących i pędzących na oślep riffów, a postawiono bardziej na groove – w ten nurt świetnie wpisały się „odnowione” Pantera czy Sepultura.

I wreszcie gdzieś tam jeszcze był funk z wybijanym na basie rytmem, poszarpanymi gitarami i wokalem, któremu bliżej było do skandowania czy nawet – o zgrozo! – rapu, niż klasycznego i szlachetnego rockowego śpiewu. Na takich patentach swoją popularność zdobyły jednak takie zespoły jak Red Hot Chili Peppers, Infectoius Grooves czy przede wszystkim Rage Agnist The Mashine.

Korn był wypadkową tych wszystkich gatunków – z każdego coś zaczerpnął i zmieszał w wyjątkowym dla siebie stylu.

Początki Korna

Korn oficjalnie zaczął działa w 1993 roku, ale początków jego historii należy upatrywać wcześniej, bo w 1989. Wtedy to czterej koledzy z Bakersfield w Kalifornii – James Shaffer (gitara), Reginald Azviru (bas), David Silveria (perkusja) oraz wokalista Richard Morrill – założyli funkmetalowy skład LAPD. Skrót ten naturalnie kojarzy się z Los Angeles Police Department, ale muzycy stosowali inne rozwinięcia. Między innymi Love and Peace, Dude (Miłość i pokój, stary) albo Laughing as People Dying (Śmiech z umierających ludzi).

Kariera zespołu rozwijała się nie najgorzej. Udało im się nawet podpisać kontrakt na nagranie debiutanckiego albumu – krążek „Who’s Laughing Now” ukazał się w maju 1991 roku. Jednak zaledwie rok później zespół przeszedł bardzo poważny kryzys spowodowany uzależnieniem od narkotyków Morrilla, który ostatecznie sprawił, że zespół się rozpadł.

Trzej pozostali muzycy nie zamierzali jednak porzucić marzenia o karierze muzycznej i postanowili dalej razem grać. Najpierw dokooptowali do składu drugiego gitarzystę – Briana Welcha. Później zaczęli szukać wokalisty. W oko wpadł im chłopak z Sexart – lokalnego zespołu bez większych sukcesów. Nazywał się Jonathan Davis.

Korn zagra koncert w grze MMORPG

Jonathan Davis odciska piętno na Kornie

Młodemu wokaliście warto poświęcić więcej miejsca, bo jego osobiste doświadczenia i traumy odcisnęły bardzo mocne piętno na nim samym, ale również na twórczości Korna. Urodził się w artystycznej rodzinie. Jego matka była aktorką, a ojciec klawiszowcem między innymi w zespołach muzyka country Bucka Owensa oraz charyzmatycznego Franka Zappy.

Jego dzieciństwo nie było jednak szczęśliwe. Rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata i od tamtego czasu mieszkał z ojcem, który jednak większość czasu spędzał poza domem, a chłopiec wychowywany był przez macochę, z którą – jak mówił po latach – miał koszmarną relację. Dodatkowo ciężko chorował na astmę, a jeden z ataków skończył się dla niego śmiercią kliniczną, z której na szczęście go odratowano.

Jednym z najbardziej traumatycznych przeżyć młodego Davisa był koszmar molestowania seksualnego, do którego miał się dopuścić człowiek z bliskiego otoczenia rodziny (choć muzyk nigdy nie wyznał, o kogo dokładnie chodziło).

Dodatkową traumą był fakt, że gdy wyjawi wstydliwy sekret rodzicom, ci zignorowali to i nie zrobili dosłownie nic. Ta historia posłużyła jako kanwa do utworu „Daddy”.

Jako nastolatek Davis był outsiderem – nosił długie włosy, malował oczy eye-linerem, więc był łatwym celem dla szkolnych oprychów, którzy wyzywali go, najczęściej sugerując w niewybrednych słowach, że jest gejem, niejednokrotnie był też bity. Motyw znęcania się nad słabszymi i chęci rewanżu często wraca w całej twórczości Korna, a sam Davis nawet dziś mówi, że to dla niego bardzo bolesne wspomnienia.

Poza tym muzyk miał dość ciekawe zajęcie przed przystąpieniem do zespołu. Studiował „nauki pogrzebowe” i pobierał praktyki w tym kierunku. Często bywał na miejscach między innymi wypadków, gdzie pomagał zajmować się zwłokami. Hobbystycznie grał też na dudach. To bez wątpienia nietuzinkowa postać.

Korn gra całkowicie nowy gatunek

Jonathan Davis przypadł do gustu pozostałym muzykom i zdecydowali, że będą razem grać. Najpierw nazwali swój zespół Creep, później jednak zmienili nazwę na „Corn”, która przypadło wszystkim do gustu, ale postanowili mimo wszystko trochę ją zmodyfikować. Postawili na zapis „KoЯn”.

Początki grania nie były jednak łatwe, bo Davis nie za bardzo umiał śpiewać do muzyki, którą grali pozostali muzycy. Wymagało to bardziej skandowania niż melodyjnego śpiewu – wszystko dlatego, że muzyka ówczesnego Korna była nastawiona przede wszystkim na rytm. Udało się jednak dotrzeć i zespół zaczął koncertować, a także zdobywać coraz większą lokalną popularność. Przyciągnął też uwagę nowo powstałej wytwórni Immortal Records. Pracownik, który usłyszał Korn na żywo, określił ich muzykę, jako całkowicie nowy gatunek.

Zespół najpierw przygotował demo „Neideimayer’s Mind”, które bezskutecznie rozsyłano do dużych wytwórni – tam nie wzbudziło żadnego zainteresowania. Postanowili więc nagrać płytę pod skrzydłami małej i niezależnej wytwórni.

„Korn” – debiut zespołu i nu metalu

Prace nad płytą rozpoczęły się w maju 1994 roku i skończyły miesiąc później. Debiutancki album Korna miał swoją premierę 11 października tamtego roku. Pierwsze recenzje były pozytywne, ale chyba niewielu wiedziało, że album zwiastuje narodziny całkiem nowego gatunku. Jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że Korn gra całkowicie inaczej niż inni.

Muzyka zespołu opierała się na rytmie, czym nawiązywała do funkowych korzeni członków, ale jednocześnie byłą niezwykle ciężka, nagrywana na siedmiostrunowych, nisko nastrojonych gitarach. To był najprawdziwszy metal.

Uwagę zwracały również bardzo mroczne i osobiste teksty Davisa, który ich nastrojem wpisywał się w smutny i często nihilistyczny krajobraz grunge’u. Często nie śpiewał też melodyjnie – modulował swój głos, krzyczał, skandował, szeptał. Oddawał wokalem całe spektrum emocji.

Sukces Korna i jego naśladowcy

Debiut Korna nie zdobył szturmem list przebojów. Zawędrował „zaledwie” na 72. miejsce listy najlepiej sprzedających się płyt w USA. Jego siła rażenia działała powoli, ale z coraz większą mocą. Dziś szacuje się, że rozszedł się na całym świecie w nakładzie przekraczającym 10 milionów egzemplarzy.

Joel McIver, jeden z najbardziej zasłużonych dziennikarzy i autorów książek muzycznych, mówił natomiast po latach wprost, że Korn był pierwszy zespołem nu metalowym na świecie, a producenta ich debiutanckiej płyty, Rossa Robinsona określono mianem ojca chrzestnego tego gatunku.

Prawdziwym dziedzictwem płyty „Korn” jest jednak liczba naśladowców i zespołów czerpiących z jej stylu, którzy w bardzo krótkim czasie pojawili się na rynku fonograficznym. Limp Bizkit, Staind, Deftones, P.O.D., Slipknot, czy bardziej komercyjne Linkin Park, Papa Roach i wielu innych to tylko kilka największych nazw.

Wielka popularność gatunku dość szybko – w ciągu mniej więcej dekady – doprowadziła do przesytu.

Dziś zespoły z tego gatunku powstają już niezwykle rzadko, jeszcze rzadziej udaje im się osiągnąć sukces. Nu metal w swoim czasie jednak rządził i był najpopularniejszym podgatunkiem ciężkiego grania na świecie.

Co zaś tyczy się samego Korna, to sukces artystyczny i komercyjny pierwszej płyty nie okazał się jednorazowym wyskokiem. Późniejsze krążki takiej jak „Follow The Leader” czy „Issues” osiągnęły sprzedaż przewyższającą kilkanaście milionów sztuk na całym świecie. Zostały też docenione w całym środowisku metalowym – bez podziału na gatunki.

Podobne artykuły

Buszmeni w Nowym Jorku – 30. rocznica wydania „Beneath The Remains” Sepultury

Szymon Grzybowski

Wszystko umiera – 20. rocznica wydania “World Coming Down” Type O Negative

Paweł Kurczonek

„I tried so hard, and got so far…” – pierwsza rocznica śmierci Chestera Benningtona

Szymon Grzybowski

TOP 10 – znani i uznani aktorzy w metalowych teledyskach

Szymon Grzybowski

Czy nastolatki w Polsce słuchają metalu? Niekoniecznie.

Szymon Grzybowski

Scorpions ponownie w Polsce. 10 utworów, które usłyszymy w Gdańsku

Albert Markowicz

Zostaw komentarz